fot. Szymon Gruchalski / Lang Team

Dylan Groenewegen (Team Jumbo-Visma) w wywiadzie udzielonym dla Helden Magazine po raz pierwszy wypowiedział się na temat okresu po wypadku z pierwszego etapu Tour de Pologne 2020. Jak mówił, otrzymywał liczne groźby, przez co jego domu musiała pilnować policja.

Na finiszu pierwszego etapu Tour de Pologne 2020 doszło do dramatycznej kraksy. Dylan Groenewegen w końcówce zmienił swój tor jazdy, co doprowadziło do upadku Fabio Jakobsena. Holender z Team Jumbo-Visma został ukarany przez Międzynarodową Unię Kolarską (UCI) 9-miesięcznym zawieszeniem, które skończy się 7 maja 2021 roku.

Niemalże od razu w mediach społecznościowych na Groenewegena wylała się fala hejtu. Otrzymywał on groźby i był wyzywany, co z pewnością nie było dla niego łatwe w momencie, gdy Jakobsen, który upadł przez jego błąd, walczył o życie. Zawodnik Team Jumbo-Visma w wywiadzie dla Helden Magazine powiedział, że na szkalowaniu w internecie się nie skończyło.

– Groźby były na tyle konkretne i poważne, że poinformowaliśmy policję kilka dni po kraksie. Przez kolejne dni i tygodnie policja pilnowała naszych drzwi. Nie mogliśmy już spontanicznie wyjść z domu. Jeśli chciałem wyjść na zewnątrz, był ze mną funkcjonariusz, żeby nic się nie stało

– mówił dla Helden Magazine.

Groenewegen dodał, że z powodu gróźb odczuwał strach, gdy na przykład słyszał fałszywy alarm albo długo jechał za nim ten sam samochód. Trudno mu się nie dziwić, gdyż w jednym z listów dostał… stryczek, na którym, według autora groźby, miał powiesić swoje dziecko.

– Kiedy czytasz wiadomość i widzisz kawałek sznura, jesteś zszokowany. To był dla mnie czynnik, który zadecydował, że to nie może tak wyglądać. Poszedłem na policję i to zgłosiłem, a oni natychmiast podjęli działania

– dodał.

Na szczęście Holendrowi nic się nie stało i aktualnie spokojnie przygotowuje się do sezonu 2021. Rozpocznie go w wyścigu Tour de Hongrie, a następnie weźmie udział w Tour of Norway.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments