fot. Getty Images Sport

Mads Pedersen jest kolejnym kolarzem ekipy Trek-Segafredo, z którym udało nam się porozmawiać podczas media day ekipy. Były mistrz świata ze startu wspólnego w tym sezonie postara się o jak najlepsze wyniki w klasykach. Swoje starty rozpocznie we Francji, wyścigiem Etoile de Besseges. Następnie weźmie udział w Volta ao Algarve, Omloop Het Nieuwsblad i Paryż-Nicea.

Mads Pedersen przystąpił do sezonu 2020 w koszulce mistrza świata, ale mimo tego nie był raczej uznawany za czołowego zawodnika. Zmieniło się to po bardzo dobrych występach w Tour de France, BinckBank Tour czy Gandawa-Wevelgem, gdzie pokazał, że jest bardzo mocny w płaskim i pagórkowatym terenie. Sam Duńczyk przyznaje, że w ubiegłym roku poszedł do przodu zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Dodatkowo mówi, że po przerwie pandemicznej nauczył się innego podejścia do wyścigów.

– Chcę teraz pokazać, że jestem w stanie być dobrej formie w każdym wyścigu. Nauczyłem się wiele podczas lockdownu. W zeszłym roku nie było wiadomo, który wyścig może być ostatni, więc nauczyłem się, że każdy wyścig może być tym ostatnim. Tę mentalność chcę wnieść do mojej kariery. Chcę wygrywać, nieważne czy jest to na przykład etap Vuelta a Burgos czy Ronde van Vlaanderen, jestem tu po to, żeby wygrywać.

W 2020 roku Pedersen chciał dobrze zaprezentować się w klasykach jadąc w tęczowej koszulce. Uniemożliwiła mu to jednak zmiana kalendarza i przesunięcie belgijskich wyścigów na jesień, po mistrzostwach świata w Imoli.

– Oczywiście cieszyłem się tęczową koszulką. Szkoda, że gdy będę miał kiedyś dzieci, nie będę mógł im pokazać zdjęć w tęczowej koszulce z Kwaremontu, Carrefour de l’Arbre czy z toru w Roubaix. Jest to ciężkie, ale za 10 lat nikt z Was nie będzie pamiętał, ile miałem dni wyścigowych w tęczowej koszulce, ale że zdobyłem mistrzostwo świata w 2019 roku

– mówił.

– Gdybym miał wybierać między zwycięstwem w mistrzostwach świata, Paryż-Roubaix i Flandrii, wybrałbym ponowny triumf w mistrzostwach świata, bo mógłbym mieć wtedy zdjęcia w tęczowej koszulce z Ronde i Roubaix.

Kolarz Trek-Segafredo w zeszłym sezonie zaskoczył świetną postawą na płaskich finiszach – zwyciężał na etapach Tour de Pologne i BinckBank Tour, a w Tour de France dwa razy kończył odcinek na drugim miejscu. Nie zamierza jednak zostać typowym sprinterem.

– Wiedziałem, że dobrze idą mi finisze, ale nie spodziewałem się, że aż tak. Wciąż nie jestem wśród najlepszych sprinterów świata, bo na przykład Sam Bennett wciąż pokonuje mnie 10 na 10 razy. Wierzę jednak, że mogę dobrze finiszować i wygrywać, a ostatni sezon był dobry pod tym względem. Będę starał się pracować nad sprintem i stawać się lepszym

– mówił Pedersen.

– Gdybym poszedł w 100% w stronę sprintu, straciłbym wiele w klasykach i nie jestem gotowy, by to zrobić. Nie jest łatwo zmienić specjalizacji. Kocham klasyki o wiele bardziej niż finiszowanie. Na obecną chwilę jestem o wiele bardziej skupiony na klasykach, ale pracuję nad sprintem, by był jak najlepszy, a jednocześnie żebym wciąż był dobry na brukach

– dodał.

Głównym celem Pedersena na nadchodzący sezon będzie walka o jak najlepsze miejsca w północnych klasykach. Duńczyk nie będzie w nich samodzielnym liderem Trek-Segafredo. Oprócz niego o dobry wynik będzie walczył też jego przyjaciel, Jasper Stuyven. Były mistrz świata uważa, że jazda na dwóch zawodników będzie korzystna dla zespołu.

– Już rok temu byliśmy silni w klasykach. Teraz mamy cel, by być zawsze razem w końcówkach wyścigów. Myślę, że ważne jest dla nas, byśmy obaj byli zawsze w najwyższej dyspozycji. Jesteśmy silniejsi razem niż osobno

– mówił Pedersen.

– Myślę, że nasza przyjaźń powoduje, że jesteśmy silniejsi. Różnimy się od pozostałych zawodników tym, że gdy jeden wygrywa, drugi bardzo się z tego powodu cieszy. Chcemy, by ten drugi wygrał wyścig. Myślę, że to, że potrafimy ze sobą współpracować i cieszyć się szczęściem drugiego, daje naszym kolegom z drużyny motywację do pomocy.

Po klasykach przyjdzie czas na Tour de France, a następnie Mads Pedersen będzie starał się dobrze przygotować do mistrzostw świata we Flandrii.

– Szczerze mówiąc nie skupiałem się jeszcze na mistrzostwach świata. Wiem, że trasa mi pasuje. Najpierw mamy do przejechania kilka klasyków, później Tour, ale na pewno mam w planach, by na mistrzostwach świata być w szczytowej formie

– mówił.

Jednym z rywali Pedersena w klasykach, a później w mistrzostwach świata będzie Mathieu van der Poel. Holender i Duńczyk rywalizują ze sobą od dobrych kilku lat.

– Oczywiście, że chcę go pokonywać. Chcę go pokonywać, żeby wygrywać wyścigi. Nieważne czy chodzi o Van der Poela, z którym ścigam się od piętnastego roku życia, czy o nowego kolarza, który dołączył do World Touru w zeszłym roku – żeby wygrać, trzeba pokonać wszystkich.

Charakterystyka Pedersena pozwala walczyć mu o zwycięstwo w klasyfikacji punktowej Tour de France – bardzo dobrze idzie mu w szybkich finiszach, a dodatkowo umie on przejechać pagórki.

– Przed ubiegłym rokiem nawet o tym nie myślałem, ale teraz widzę taką możliwość. Nie mogę obiecać, że to zrobię, ale nie mogę też definitywnie zaprzeczyć. Oczywiście kiedyś, jeśli Tour będzie mi odpowiadał, być może postaram się to zrobić, fajnie by było mieć na ścianie zieloną koszulkę, gdy już skończę się ścigać

– mówił.

W 2022 roku Grand Depart Tour de France będzie miał miejsce w Kopenhadze. To z pewnością będzie dużą motywacją dla Pedersena, by sięgnąć tam po żółtą koszulkę lidera wyścigu.

– Mam to z tyłu głowy, dam z siebie absolutnie wszystko, żeby postarać się o żółtą koszulkę w Kopenhadze. Drugi etap będzie przejeżdżał 200 metrów od mojego domu i byłoby świetnie jechać tamtędy w koszulce lidera w największym wyścigu świata.

Na pytanie, który wyścig pasuje mu bardziej – Ronde van Vlaanderen czy Paryż-Roubaix – Pedersen bez wahania odpowiedział, że „Piekło Północy”. Jest to o tyle ciekawe, że choć za czasów juniora w nim triumfował, to w elicie nie zanotował jeszcze miejsca w czołowej pięćdziesiątce wyścigu, natomiast w Ronde van Vlaanderen był już drugi (w 2018 roku).

– Na pewno Paryż-Roubaix odpowiada mi bardziej. Aktualnie kolarze jak Alaphilippe polubili Ronde van Vlaanderen i ciężko jest utrzymać ich tempo na podjazdach. Roubaix to mój wymarzony wyścig do wygrania. Chciałem w nim zwyciężyć jako junior i dostałem małą kostkę brukową. Obok niej byłoby świetnie mieć tę większą

– zakończył.