Vuelta a San Juan 2020 - 38th Edition -6th stage - Autodromo El Villicum 174.5 km - 01/02/2020 - Pawel Poljanski (POL - Bora - Hansgrohe) - photo Ilario Biondi/BettiniPhoto©2020

W poniedziałek Paweł Poljański, który w ostatnich latach reprezentował barwy drużyny BORA-hansgrohe, poinformował, że kończy profesjonalną karierę kolarską. “Zebra” najczęściej wykonywał w peletonie tak zwaną “czarną robotę”, ale bez niej nie byłoby wielu sukcesów chociażby Rafała Majki. Porozmawialiśmy z 30-letnim wychowankiem klubu GKS Cartusia Kartuzy o przyczynach przejścia na emeryturę, a także o planach na przyszłość. Zapraszamy do czytania! 

Kiedy podjąłeś ostateczną decyzję, że kończysz profesjonalną karierę kolarską?

To nie była decyzja podjęta w jeden weekend. W sumie dojrzewała we mnie przez około miesiąc. Już w ostatnim tygodniu Giro d’Italia wiedziałem, że po zakończeniu wyścigu najprawdopodobniej rozstanę się z rowerem. Następnie klamka zapadła, a oficjalnie poinformowałem o tym wszystkich wczoraj.

Miałeś propozycje pozostania w World Tourze?

Miałem. Byłem pewny, że będę miał oferty z drużyn World Tour, ponieważ przez całą karierę opiekował się mną jeden z najlepszych menadżerów na rynku Giovanni Lombardi. Powiedział mi: „Paweł, obiecuję, że będziesz miał kontrakt w World Tourze. Nie mogę cię zapewnić, że będzie on na najlepszych warunkach, ale będzie”. Miałem więc pewność, a poza tym chciały mnie ekipy. Dzwonili do mnie dyrektorzy sportowi i namawiali, bym się jeszcze ten jeden rok ścigał, jednak zaproponowane kontrakty mnie nie zadowalały. Tłumaczono się kryzysem gospodarczym spowodowanym pandemią i ja to w pełni rozumiem. Jednak znam swoją wartość i wiem, że nie chciałbym ścigać się za takie pieniądze. W dodatku decyzję o odstawieniu roweru pomogło mi podjąć to, że mam inne źródła utrzymania. Zawsze miałem głowę na karku i zdawałem sobie sprawę z tego, że możesz wyjść na trening, zaliczyć kraksę i dalej tego sportu już nie uprawiać. Dlatego zabezpieczałem się finansowo i przygotowywałem plan B. Wyznaczyłem sobie kiedyś górną granicę wieku, po której chciałbym zakończyć karierę – 35 lat. Ostatecznie wszystko przyspieszyła obecna sytuacja związana z koronawirusem.

Podjąłeś zatem dość odważną i rozsądną decyzję, która jednocześnie pokazuje, że życie nie kończy się na kolarstwie.

Zacząłem jeździć na rowerze w wieku 12 lat i już od tamtego momentu moim marzeniem było zostać zawodowcem i startować w najlepszych wyścigach na świecie, takich jak Tour de France, Giro d’Italia czy Vuelta a España. Zawsze robiłem wszystko na sto procent, dawałem z siebie wszystko. Na początku nie marzyłem o wygrywaniu. To przyszło dopiero, gdy przeszedłem na zawodowstwo. Generalnie czuję się spełniony, bo zasmakowałem światowego peletonu na najwyższym poziomie, poznałem wspaniałych ludzi itd. Teraz mam 30 lat i jestem na tyle dojrzały i przygotowany, by zająć się czymś innym.

Co to będzie?

Na początku będę pomagał małżonce w prowadzeniu jej firm. Moja żona jest właścicielką dwóch prywatnych przedszkoli i firmy, która robi catering dla dzieci. Ponadto moją pasją są nieruchomości, budowanie domów. W trakcie kariery kupiłem kilka gruntów i wiosną ruszam z budowaniem domów jednorodzinnych, a w przyszłości – mam nadzieję – także wielorodzinnych. W tym kierunku chciałbym pójść, ponieważ od kilku lat jest to moja pasja poza kolarstwem. Planowałem robić to mniej więcej po skończeniu 35. roku życia, ale – tak jak powiedziałem – obecna sytuacja to przyspieszyła. Nie ukrywam też, że trudno będzie wdrożyć się do tzw. normalnego życia. W ostatnich latach miałem w głowie tylko to, aby być w dobrej formie, utrzymać odpowiednią wagę i być gotowym na wyścigi. Dlatego myślę, że ktoś, kto uprawia sport zawodowo musi mieć jakąś inną zajawkę, coś, co w pewnym momencie zastąpi mu ściganie.

Myślałeś o pracy w kolarstwie, zostaniu dyrektorem sportowym albo trenerem?

Szczerze mówiąc na razie nie. Tak, jak powiedziałem – sport dał mi dużo w sensie wypracowania charakteru, nawiązania znajomosci itd., ale nigdy nie byłem pasjonatem kolarstwa jako takiego. Traktowałem go jako pracę i źródło utrzymania. Wiem, że mam dużą wiedzę o kolarstwie, dlatego w nieco dalszej przyszłości chciałbym otworzyć w Trójmieście taki store rowerowy, czyli coś więcej niż sklep. Bywając za granicą, widziałem takie miejsca i bardzo mi się spodobały. Możesz tam kupić sprzęt, zrobić bike fitting, test wydolnościowy itd. Jednak to za dwa-trzy lata, bo na razie będę się koncentrował na tym, o czym powiedziałem wcześniej.

Zerknęłam do internetu, na twoje konta w mediach społecznościowych i widziałam, że bardzo wiele ludzi dziękuje ci za karierę i składa tobie najlepsze życzenia na dalszą życiową drogę. Dużo to dla ciebie znaczy?

Wczoraj po oficjalnym ogłoszeniu tej informacji nie śledziłem tego, ale dzisiaj przy porannej kawie przejrzałem trochę i rzeczywiście otrzymałem sporo różnych wiadomości. Jest to dla mnie bardzo miłe, ponieważ przez całą karierę starałem się być otwarty, znajdować się blisko kibiców i dziennikarzy. Nigdy nie odmawiałem wspólnego zdjęcia, autografu i krótkiej rozmowy. Doceniałem to, że polscy kibice byli na przykład na trasach Tour de France, kiedy znajdowaliśmy się daleko od domu i potrzebny był nam doping. Tego z pewnością będzie mi brakowało.

Jakie wspomnienie z kolarstwa zachowasz gdzieś głęboko na resztę życia?

Nie mam konkretnych momentów, które zapamiętam z mojej kariery. W moim przypadku będzie to wspomnienie całościowe, taki szeroki plan, na którym znajdują się wszystkie znajomości, które zawarłem, i które będą towarzyszyły mi do końca życia. Rower i ogólnie sport nauczył mnie samodzielności i życia, a to pozostanie ze mną siłą rzeczy. Z pewnością będę jeździł, chociaż od zakończenia Giro stoi w garażu, ponieważ chciałbym od niego trochę odpocząć. Ale gdy przyjdzie wiosna i zrobi się cieplej, wyciągnę go.

Rozmawiała Marta Wiśniewska