fot. NTT Pro Cycling

Ryzyko gangreny przyspieszyło przeprowadzenie wcześniej zaplanowanej operacji usunięcia szwów i płytek z łokcia Domenico Pozzovivo (NTT Pro Cycling). Włoch poddał się jej w szwajcarskim Lugano, gdzie na co dzień mieszka. 

37-letni Domenico Pozzovivo zaledwie kilka dni przed operacją ukończył wyścig Giro d’Italia. Wystartował w nim z celem powtórzenia piątego miejsca w klasyfikacji generalnej, które to wywalczył dwa lata temu, ale dyskomfort w łokciu uniemożliwił mu utrzymanie walki o najwyższe lokaty do mety w Mediolanie. Ostatecznie Włoch ukończył wyścig na jedenastym miejscu.

Po raz pierwszy łokieć Pozzovivo poważnie ucierpiał w lipcu ubiegłego roku, kiedy to został potrącony przez samochód podczas treningu. Po raz drugi rana została otwarta podczas kraksy na pierwszym etapie tegorocznego Tour de France. Skutki podwójnej kontuzji kolarz NTT Pro Cycling odczuł w tegorocznym wyścigu Giro d’Italia, co ujawniło również zagrożenie wdaniem się gangreny.

– To operacja była zaplanowana od dłuższego czasu, ale została przyspieszona z uwagi na ryzyko gangreny. Teraz wszystkie szwy i płytki zostały usunięte, a mój łokieć jest stabilny. Lekarze zrobili biopsję, aby dowiedzieć się, jaka dokładnie bakteria dostała się do mojego organizmu. Wyjdę ze szpitala w poniedziałek lub we wtorek i za około dwa tygodnie będę mógł wrócić na rower, choć polecono mi zachowywać szczególną ostrożność

– wyjaśnił Pozzovivo.

Włoch przyznał, że podczas Corsa Rosa najtrudniejsze były dla niego etapy jazdy na czas, ponieważ to właśnie na rowerze czasowym najbardziej doskwierał mu kontuzjowany łokieć.

– Z fizycznego punktu widzenia najtrudniejsze były czasówki, a zwłaszcza to w Valdobiaddene, ponieważ była najdłuższa. Miałem ropień na łokciu, dlatego położenie rąk na lemondce było bardzo bolesne

– przyznał Pozzovivo.

Włoch ma ważny kontrakt z NTT Pro Cycling na przyszły rok, lecz drużynie grozi rozpad, ponieważ we wrześniu główny sponsor wycofał się z dalszej współpracy. Pozzovivo nie znalazł sobie nowego pracodawcy, w związku z czym żyje nadzieją, że jego obecny zespół przetrwa w jakiejkolwiek formie.

– Jest szansa, że to się nie stanie. Menadżerowie pracują nad tym, aby drużyna nadal istniała. Jest szczypta nadziei i tego się trzymam, ponieważ mówiąc szczerze niewiele mi pozostało. Jeśli jednak NTT Pro Cycling się rozpadnie, to będę próbował podpisać kontrakt z inną ekipą. Jeśli ktoś poszukuje odpowiedzialnego kolarza, który nigdy się nie poddaje i potrafi ścigać się w wielkich tourach, może się do mnie zgłosić

– zakończył z przymrużeniem oka Domenico Pozzovivo.