fot. Giro d'Italia

Dziewiętnasty etap Giro d’Italia 2020 odbył się w piątkowe popołudnie. Zasadniczo na tym można byłoby dziś zakończyć wszystkie teksty. Całe zamieszanie z nim związane jest jednak warte omówienia. Czas na oceny.

Plusy:
Krok po kroku
Już po czasówce w ubiegłą sobotę pisaliśmy, że bardzo cieszymy się ze znakomitego wyniku Jozsefa Cernego i życzyliśmy mu dalszego rozwoju. Dziś Czech sięgnął po życiowy sukces, bardzo poważnie otwierając sobie drzwi do cyklu World Tour w sezonie 2021. Co więcej, niezmiernie nas cieszy, że ostatecznie udało się ekipie CCC sięgnąć po triumf w Wielkim Tourze. Dobrze, że w tak dziwny dzień, chociaż przez chwilę mogliśmy się uśmiechnąć.

Minusy:
Burdel na kółkach
Jedyny minus tego dnia, lecz jak ogromny. Absolutnie nie dziwimy się włodarzom Giro d’Italia, którzy przez cały dzień chodzili wściekli jak osy. Poniekąd rozumiemy też zawodników, lecz zorganizowany przez nich protest był na tyle chaotyczny i nieczytelny, że trudno go traktować w pełni poważnie. Czara goryczy przelała się także wraz z pojawieniem Gianniego Bugno, który postanowił wtrącić swoje trzy grosze do sprawy, z którą absolutnie nie miał nic wspólnego. Tak obecnie działa CPA. Jeśli zawodnicy chcą być traktowani poważnie, muszą w końcu porządnie zrewidować swój związek, działający przy UCI. W innym razie takie sytuacje zaczną być pacyfikowane przez organizatorów wyścigów, którzy w ten sposób ponoszą ogromne straty.