fot. Deceuninck - Quick Step / GettySport

Pierwszy z trzech najtrudniejszych etapów Giro d’Italia za kolarzami. Niestety dla nas, w trudnym, alpejskim terenie niewiele się działo. Czas na oceny.

Plusy:
Never give up
Dzisiejsza jazda Bena O’Connora to znakomity przykład niezłomności. Australijczyk wczoraj poniósł na pewno bolesną porażkę, a dziś wstał jak feniks z popiołów, wziął sprawy w swoje ręce i osiągnął największy sukces w karierze. Jego triumf cieszy tym bardziej, że to bardzo sympatyczny jegomość, który naprawdę oddaje kolarstwu całe życie.

Pewny jak nigdy
Może i powtarzamy się jak zacięta płyta, lecz trzeba przyznać, że kolejny raz cała ekipa Deceuninck – Quick Step znakomicie obroniła koszulkę lidera Joao Almeidy. Portugalczyk, zważając na zmianę trasy 20. etapu, może spodziewać się największego testu jutro. Jeśli przetrzyma Stelvio, wówczas będzie miał naprawdę ogromną szansę na wygranie całego wyścigu.

Minusy:
Zwiedzanie
Jeśli ktokolwiek z Państwa zdecydował się dziś na wzięcie wolnego lub wcześniejsze zerwanie się z pracy – serdecznie współczujemy. Choć profil etapu wyglądał znakomicie, zawodnicy nie zdecydowali się na bardzo mocną jazdę, nieco zwiedzając przepiękne, alpejskie tereny. Szkoda, ale może dzięki temu jutro zobaczymy dużo ciekawszą rywalizację.

Niekończący się pościg
W dzisiejszym odjeździe, który, jak się okazało, ostatecznie dojechał do mety, znalazło się dwóch najlepszych górali w zespole CCC, wybranym na Giro d’Italia 2020. Niestety, mimo szczerych chęci, Ilnur Zakarin i Victor De la Parte nie byli w stanie do samego końca walczyć o zwycięstwo, tracąc kolejną szansę na odegranie chociaż pewnej roli w kolejnym z Wielkich Tourów. Coraz bardziej obawiamy się, że “Pomarańczowi” do końca istnienia nie zgarną etapowego skalpu w trzytygodniowym wyścigu.