Czy 103. edycja wyścigu Giro d’Italia pozwoli nam w ogóle złapać oddech? Tak, ale jeszcze nie dziś! Kiedy rywalizacja rozpoczyna się podjazdem, ale niekoniecznie nim kończy, wiemy, że przed nami kolejny szalony dzień z ucieczką na pierwszym planie.

W czwartek La Corsa Rosa kontynuuje swoją podróż w górę włoskiego “buta” i po wyjątkowo krótkiej wizycie w Kalabrii odwiedzi jeden z mniej znanych regionów Italii, w więc Basilicatę. Fakt, że jest to górzysta kraina położona w Apeninach Południowych znajdzie swoje odzwierciedlenie w profilu wytyczonego na ten dzień odcinka, który przysporzy rywalizującym zawodnikom trudności od samego startu.

6. etap tegorocznego Giro d’Italia rozpocznie się jeszcze w kalabryjskim Castrovillari, a rozegrany zostanie na dystansie 188 kilometrów. Chociaż jedyny kategoryzowany podjazd dnia w Milotcie (4,5 km, śr. 6,5%) pokonany zostanie dopiero na 160. kilometrze, to pierwsza część dzisiejszego odcinka wypakowana jest wspinaczką, co niemal gwarantuje, że w skład odjazdu dnia wejdą zaprawieni w bojach harcownicy.

Finałowe 10 kilometrów etapu niemal nieustannie wiedzie pod górę, a zaledwie 1,7 kilometra od linii mety w Materze kolarze zmierzą się z jeszcze jednym konkretniejszym podjazdem (ok. 800 m, śr. 8,7%), który wydaje się idealny do przepuszczenia późnego ataku.

Losy odcinka mogą być jednak rozstrzygnięte na długo, zanim dotrze do niego peleton.

Oto, co na temat 6. etapu 103. edycji Giro d’Italia napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 6, Castrovillari – Matera, 188 km, pagórki

Mamy dopiero 6 dzień rywalizacji, a po raz trzeci trasa jest perfekcyjnie skrojona pod harcowników! Bardzo trudny początek rywalizacji powinien ułatwić uformowanie silniej ucieczki, która później nie powinna mieć większego problemu z utrzymaniem przewagi. Końcówka jest z kolei za trudna dla sprinterów i za łatwa dla górali. Nie wiadomo więc, czy ktokolwiek będzie miał ochotę wziąć się za porządny pościg.

 

fot. Giro d’Italia

fot. Giro d’Italia

Z jednej strony pierwsza połowa etapu, która zdecydowanie sprzyja ukształtowaniu się silnego odjazdu dnia, z drugiej finał, który jeszcze bardziej niż wcześniejsze odpowiada Peterowi Saganowi i Michaelowi Matthewsowi. Czy ekipy Bora-hansgrohe i Sunweb rzucą wszystkie siły na czoło peletonu, by kontrolować dzisiejszą ucieczkę?

Zakładam, że albo podejmą taką próbę, albo wyślą swoich najsilniejszych zawodników w górę szosy, bo równie dobrych okazji dla ich liderów wcale nie będzie tak wiele. Kontrolowaniu wydarzeń z perspektywy peletonu sprzyjać będzie również fakt, że przez cały dzień rywalizującym zawodnikom towarzyszyć będzie czołowy wiatr, a dla harcowników to zawsze zła wiadomość.

Chociaż kiedy tegoroczne Giro się rozpoczynało, w lepszej formie wydawał się być Michael Matthews (Sunweb), dziś więcej przemawia za triumfem Petera Sagana (Bora-hansgrohe). Słowak bardzo dobrze się wspina i już dwa razy finiszował tuż za plecami triumfatorów etapów, a dzisiejsza końcówka odpowiada mu wprost idealnie, dlatego czwartek może być dniem, w którym 30-latek przerwie trwającą już ponad rok posuchę.

Podczas gdy Australijczyka w roli jego najsilniejszego rywala nie sposób jednoznacznie przekreślać, w walkę włączyć się również może świetnie dysponowany Diego Ulissi (UAE-Team Emirates) czy Davide Ballerini (Deceuninck-Quick Step).

Nie jestem natomiast pewna, czy podjazd w Milotcie zdołają przetrwać nieco szybsi sprinterzy, jak chociażby Arnaud Demare (Groupama-FDJ).