Foto: Tour de l’Ain / Elise Chauveau

Drugi tydzień rozgrywania 107. edycji wyścigu Tour de France zwieńczy długo oczekiwany odcinek z metą na podjeździe najwyższej kategorii. W tej roli dopiero po raz pierwszy wystąpi z rzadka odwiedzany przez Wielką Pętlę, majestatyczny Grand Colombier, co walczącym o etapowy triumf zawodnikom umożliwi zapisanie się na kartach historii, a z perspektywy pretendentów do tytułu stanowić będzie ważne rozdanie przed pojedynkami w Alpach.

Jak dotąd pewnie zmierzający ku swojemu pierwszemu triumfowi w Tour de France Primoz Roglic nie zrobił najmniejszego błędu, jednak zajmujący niższe pozycje w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej zawodnicy mogą mieć w niedzielę nadzieje na pewne zmiany w układzie sił. Wszystko dlatego, że co prawda od ostatniej próby w górach mijają dopiero niespełna dwa dni, ale wraz ze zmianą scenerii z Pirenejów i Masywu Centralnego na położoną na północ od Alp Zachodnich Jurę, po raz pierwszy zmieni się również charakter pokonywanych podjazdów. Od momentami bardzo stromych i nieregularnych, ale relatywnie krótkich wspinaczek przejdziemy dziś do intensywnego, kilkudziesięciominutowego wysiłku, co stanowić będzie poważny sprawdzian formy na tydzień przed zakończeniem Wielkiej Pętli.

W porównaniu do piątkowego odcinka również przebieg trasy będzie bardziej klasyczny, która po blisko 100 płaskich kilometrach w departamentach Rodanu i Isere z jedyną atrakcją w postaci lotnego finiszu w La Bouchage, całość wspinaczki zaoferuje w swojej drugiej części. Na papierze taki profil etapu czyni go łatwym do kontrolowania z perspektywy drużyny lidera wyścigu, a pierwszy w historii finisz na będącym piękną dominantą otaczającego go krajobrazu Grand Colombier może stanowić dodatkową motywację, ale dość klarowna hierarchia wśród liderów i wybór najbardziej oczywistych rozwiązań taktycznych może doprowadzić do tego, że kolejny raz będziemy świadkami dwóch równolegle toczonych wyścigów. Niezależnie jednak od tego, kto rozbije bank na pierwszym z zaledwie dwóch wieńczących etapy tegorocznego Tour de France podjazdów kategorii HC, będzie to ważny dzień z perspektywy kolarzy poważnie zainteresowanych walką o koszulkę w czerwone grochy, bo czekają na nich punkty na dwóch poprzedzających wielki finał wzniesieniach.

Pierwszym z nich będzie Montee de la Selle de Fromentel (11,1 km, śr. 8,1%), który najprościej rzecz ujmując jest częścią najtrudniejszego wariantu wspinaczki na Grand Colombier. Jak na otwierający zasadniczą część rywalizacji podjazd stanowić on może bardzo bolesną rozgrzewkę, bo im bliżej szczytu, tym robi się ciężej, a walki z nachyleniami rzędu 14-18% z pewnością nie ułatwi dość chropowata nawierzchnia.

Za kolejną pozycję w menu dnia posłuży położony na północy tego samego masywu Col de la Biche (6,9 km, śr. 8,9%), który także nie zostanie przejechany w całości, a najtrudniejsza jest jego środkowa część. Również zjazd, w przeciwieństwie do tego z Montee de la Selle de Fromentel, dla mniej wprawnych zawodników prezentować może pewne wyzwanie ze względu ciasne łuki i momentami nierówną nawierzchnię. Po jego pokonaniu, od podnóża finałowego podjazdu zawodników dzielić będzie 14-kilometrowy odcinek wiodący doliną Rodanu.

Do decydującego starcia, po raz pierwszy w historii całego wyścigu, dojdzie na Grand Colombier (17,4 km, śr. 7,1%), który zadebiutował na trasach Wielkiej Pętli dopiero w 2012 roku. Wybrany na dziś wariant wspinaczki od strony Culoz, dokładnie taki sam jak w Tour de l’Ain przed zaledwie kilkoma tygodniami, nie jest najtrudniejszym, ale jego długość połączona z brakiem regularności i bardzo stromą końcówką powinny przełożyć się na pogłębienie różnic w klasyfikacji generalnej.

Oto, co na temat 15. etapu 107. edycji Tour de France pisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 15, 13 września: Lyon – Grand Colombier (174,5 km, góry)

Tym razem cofamy się do wyścigu Tour de l’Ain, gdzie konfiguracja drugiej części etapu została dokładnie skopiowana na potrzeby rozegrania ostatniego odcinka imprezy, wygranego zresztą przez będącego faworytem Wielkiej Pętli Primoza Roglica. Po otwierających etap niemal 100 kilometrach pozbawionych jakichkolwiek atrakcji, na kolarzy czekać będą 3 bardzo trudne podjazdy – Montee de la Selle de Fromentel (11,5 km, 8% z czego ostatnie 4,5 km, 11,9%), Col de la Biche (6,9 km, 8,6%) i finałowy Grand Colombier (17,7 km, 7,1%), będący pierwszym z zaledwie dwóch najwyższej kategorii podjazdów prowadzących do mety w tegorocznej edycji Tour de France. Właśnie z uwagi na ten fakt, spodziewać się możemy prawdziwie górskiego etapu, kontrolowanego przez najmocniejsze ekipy w peletonie, które z pewnością spróbują za wszelką cenę zgubić najgroźniejszych rywali w walce o maillot jaune. 

Jak już podkreślaliśmy, ze względu na przebieg trasy jest to etap wygodny do kontrolowania z perspektywy najmocniejszych ekip biorących udział w wyścigu, a więc taki, który z łatwością mógłby paść łupem jednego z liderów na klasyfikację generalną. Czy dojdzie do takiego właśnie scenariusza jest jednak w istocie pytaniem o to, czy prężyć dziś muskuły będzie miał ochotę Primoz Roglic (Jumbo-Visma), bo co prawda jako jedyny posiada on do tego konieczne zasoby ludzkie i formę, ale z taktycznego punktu widzenia, poza kwestiami czysto ambicjonalnymi, nie ma dostatecznie dobrego powodu.

Nie zapominamy oczywiście, że w roli dyktowania zabójczego dla uczestników odjazdu (i nie tylko) tempa ekipę Jumbo-Visma kolejny raz wyręczyć może drużyna INEOS, ale nie mamy żadnej pewności, że będą chcieli się tego podjąć, zanim Egan Bernal potwierdzi swoją dyspozycję na bardziej mu odpowiadających, długich podjazdach.

Pojedynek na Grand Colombier będzie też ważny z perspektywy innych zawodników zajmujących wysokie miejsca w klasyfikacji generalnej. Liczymy na kolejne ataki Tadeja Pogacara (UAE-Team Emirates), który dotąd jako jedyny był w stanie dotrzymać tempa swojemu starszemu rodakowi, a także dobry występ Mikela Landy (Bahrain-McLaren), Nairo Quintany czy Miguela Angela Lopeza (Astana), którzy w końcu znajdą się na preferowanym przez siebie terytorium. Zastanawiamy się też, czy swoją dotąd imponującą formę potwierdzi Richie Porte (Trek-Segafredo), co do zasady najlepiej spisujący się na stromych, ale maksymalnie 30-minutowych podjazdach.

Jeśli Jumbo-Visma podejdzie do niedzielnej rywalizacji na spokojnie i żadna inna ekipa nie postanowi wyręczyć ich w pracy, na pierwszy plan kolejny raz wysuną się uczestnicy ucieczki. Chociaż spodziewamy się wśród nich zobaczyć wyśmienitych górali, którzy błyszczeli już formą na trasach tegorocznej Wielkiej Pętli, dziś do odjazdu podejść będzie trzeba nieco bardziej taktycznie, bo otwierający zmagania 100-kilometrowy płaski odcinek będzie wymagał zabrania ze sobą nie tylko silnych, ale również chętnych do współpracy “koni pociągowych”.

O chęć udziału w ucieczce dnia podejrzewamy Daniela Martineza, Hugh Carthy’ego (EF Pro Cycling), Nansa Petersa, Alexisa Vuillermoza (AG2R-La Mondiale), Davida Gaudu, Valentina Madouasa, Thibauta Pinota (Groupama-FDJ), Marca Hirschiego (Sunweb), Pierre’a Rollanda (B&B Hotels-Vital Concept), Estebana Chavesa (Mitchelton-Scott), Marca Solera (Movistar), Emanuela Buchmanna, Lennarda Kamnę (Bora-hansgrohe), Warrena Barguila (Arkea Samsic), Jesusa Herradę (Cofidis), Juliana Alaphilippe (Deceuninck-Quick Step) czy Dana Martina (Israel Start-Up Nation).

Thomasa De Gendta (Lotto Soudal) i Alessandro De Marchiego (CCC Team) celowo nie wymieniam. Może wtedy w końcu odjadą.

Plan transmisji Tour de France 2020 w Eurosporcie

Mapy Tour de France 2020

Lista startowa Tour de France 2020

Poprzedni zwycięzcy Tour de France

Prezentacja Tour de France 2020