fot. Getty Sport Images

Siedem minut i dwadzieścia sekund. Tyle na dzisiejszym etapie Egan Bernal stracił do dwójki Słoweńców: Tadeja Pogačara (UAE Team Emirates) i Primoža Rogliča (Jumbo-Visma) na mecie na Grand Colombier. Kolumbijczyk pożegnał się z nadziejami na obronę tytułu w tegorocznej “Wielkiej Pętli”. 

Trzynasty dzień września 2020 roku z pewnością dla ekipy kierowanej przez Dave’a Brailsforda będzie pamiętną datą. To właśnie dziś zakończyła się trwająca od 2012 roku (z wyjątkiem 2014 roku) dominacja Team Sky/Ineos Grenadiers w Tour de France. Egan Bernal przeżył bardzo ciężki kryzys na podjeździe pod Grand Colombier. Jak sam twierdził w rozmowie na linii mety od początku etapu czuł się źle.

Szczerze powiedziawszy już na pierwszym podjeździe niezbyt dobrze sobie radziłem. Niemal nie odpadłem tam od grupy liderów. Próbowałem walczyć dla siebie i dla zespołu, ale inni byli silniejsi. Muszę to zaakceptować. Czułem się pusty i nie miałem mocy. Nie mam żadnego usprawiedliwienia, inni byli mocniejsi 

– przyznał Bernal.

Po straceniu kontaktu z czołówka napędzaną przez drużynę Jumbo-Visma wraz z Kolumbijczykiem byli jego koledzy: Jonathan Castroviejo oraz zwłaszcza Michał Kwiatkowski, który na metę przyjechał wraz z Bernalem. Zeszłoroczny triumfator “Wielkiej Pętli” powiedział, że dzisiejszy dzień był najgorszym w jego dotychczasowej karierze.

Dziś straciłem trzy lata swojego życia. Zespół będzie musiał przemyśleć i zmienić cele na końcówkę tego Tour de France. Obrona tytułu jest już teraz niemożliwa

– zakończył Kolumbijczyk.

Po fiasku starań brytyjskiej ekipy w walce o ósmy triumf w “Wielkiej Pętli” w historii Sky/INEOS Grenadiers z pewnością zmienią się cele podopiecznych Dave’a Brailsforda. Możemy mieć nadzieję, że inni kolarze INEOS Grenadiers dostaną tzw. “wolną rękę” i powalczą o zwycięstwo etapowe. Być może taką szansę dostanie też jedyny Polak w tegorocznym wyścigu Tour de France Michał Kwiatkowski.