fot. ASO / Pauline Ballet

Pierwszy z dwóch etapów zakończonych długim podjazdem w tegorocznej edycji Tour de France za nami. Choć w klasyfikacji generalnej doszło do przetasowania, nie mieliśmy dziś wielu emocji. Czas na oceny.

Plusy:
Takich trzech, jak ich dwóch…
Choć do końca ścigania w tegorocznej Wielkiej Pętli jeszcze cały tydzień, coraz poważniej można zastanawiać się, czy ktokolwiek poza dwójką Tadej Pogacar – Primoz Roglic liczy się jeszcze w walce o triumf. Dziś Słoweńcy znów pokazali, że są zdecydowanie najmocniejsi, dzięki czemu udało im się jeszcze odskoczyć rywalom w klasyfikacji generalnej. Oby obaj nas nie zawiedli i dali porządny pokaz walki w końcówce imprezy.

Usługi ochroniarskie
Dziś można już powiedzieć wprost, że ekipa Jumbo – Visma jest zdecydowanie najmocniejszą w całym Tour de France. Reprezentanci holenderskiego teamu pojechali dziś swój własny wyścig, nie tylko gubiąc pretendentów do wygrania całego wyścigu, ale także kontrolując tych, którzy tempo na ostatnim podjeździe byli w stanie wytrzymać. Ciężko będzie pokonać tak dobrze naoliwioną maszynę.

Minusy:
Procesja
Choć wszyscy liczyliśmy dziś na wykwintne dane, ostatecznie otrzymaliśmy mrożone pulpety z rzadkim sosem. Nie licząc początku, kiedy ucieczka długo nie mogła się uformować, oglądaliśmy procesję, która dla dwóch liczących się w generalce zawodników stała się żałobną. Nie był to interesujący etap i niestety nie zanosi się na to, by ktokolwiek miał argumenty, by kolejne trudne odcinki poprowadzić inaczej.

Koniec ery
Dziś możemy już powiedzieć to oficjalnie. Po prawie dekadzie dominacji ekipy Sky/Ineos (z wyjątkiem 2014 roku), w sezonie 2020 Tour de France wygra zawodnik spoza ekipy prowadzonej przez Dave’a Brailsforda. Egan Bernal zanotował dziś bardzo duże straty, nie wytrzymując tempa tam, gdzie miał rozpocząć wielkie odrabianie. Co więcej, nie wydaje się, by na następnych etapach Kolumbijczyk miał jakąkolwiek szansę, by spróbować samobójczej akcji zaczepnej.

Powtórka z rozrywki
Wielu kibiców liczyło, że po przejściu do zespołu Arkea – Samsic, o powrót do najwyższej dyspozycji powalczy Nairo Quintana. Niestety Kolumbijczyk stracił dziś dużo, spadając na dziewiąte miejsce w klasyfikacji generalnej. Choć oczywiście nie jest to jeszcze koniec świata, 30-letni góral swoje wielkie plany będzie musiał przesunąć na sezon 2021.

Problemy na życzenie
Po bardzo dobrym początku wyścigu, Guillaume Martin wrócił na dobrze znane miejsce, czyli początek drugiej dziesiątki generalki. Dziś Francuz, praktycznie na własne życzenie, w najważniejszych momentach potrafił się pogubić, m.in. kombinując ze sprzętem. Skończyło się na stracie około 3,5 minuty, co obecnie pozwala myśleć o akcji zaczepnej po etap.