fot. A.S.O./ Pauline Ballet

Świętujący za nieco ponad tydzień zaledwie 22 urodziny Tadej Pogačar wygrał już swój drugi etap na tegorocznej “Wielkiej Pętli”. Po triumfie na pirenejskim odcinku kończącym się w Laruns, Słoweniec odniósł dziś zwycięstwo na szczycie Grand Colombier.

Lider zespołu UAE Team Emirates nie zdecydował się na wcześniejszy atak i wyczekiwał na piętnastym etapie na finałowy sprint. Jak sam przyznał w rozmowie na linii mety, było to spowodowane niesamowitą dyspozycją drużyny Jumbo-Visma, która w pełni kontrolowała wyścig.

To był naprawdę trudny etap. Na końcowych kilometrach byłem gotów do finałowego sprintu. Cieszę się, że znowu wygrałem. Zespół Jumbo-Visma był dziś gotowy do tego, aby wszystkich zmiażdżyć. Z mojego punktu widzenia wcześniejsze atakowanie nie miało żadnego sensu

– powiedział Słoweniec.

Z pewnością wiadomością dnia jest klęska lidera ekipy INEOS Grenadiers Egana Bernala. Zeszłoroczny triumfator Grande Boucle stracił ponad siedem minut i pożegnał się z nadziejami na obronę tytułu. Tadej Pogačar przestrzega, jednak, że chwilę słabości w trzecim tygodniu Tour de France mogą dopaść nawet jego samego oraz Primoža Rogliča.

Myślę, że Egan Bernal nie jest już naszym rywalem. Tak jak mówiłem ekipa Jumbo-Visma narzuciła dziś naprawdę mocne tempo i niektórzy zawodnicy za to zapłacili. W tej chwili Roglič wydaje się nie do powstrzymania. Ale dzisiaj Bernal stracił wiele i być może ja lub Primož też kiedyś tyle stracimy. Przed nami nadal wiele możliwości

– zakończył lider klasyfikacji młodzieżowej.