fot. Lotto Soudal/Twitter

Po oczekiwanych przez wszystkich przymiarkach do żółtej koszulki w wykonaniu Primoza Roglica, nawet jeśli zawodnicy ekipy Jumbo-Visma z całej stawki potrzebują takich najmniej, karawana 107. edycji wyścigu Tour de France rusza dalej. Piąty odcinek imprezy wystartuje z bardzo chętnie odwiedzanego przez Wielką Pętlę alpejskiego Gap, a zakończy się w debiutującym na jej trasach Privas, gdzie choć spodziewamy się kolejnego sprinterskiego pojedynku, może być on daleki od tych najbardziej klasycznych. 

Pierwsza część zaplanowanego na środę etapu, podczas której peleton będzie przecinać Prowansję kierując się na zachód, powinien być na tyle pozbawiony typowo sportowych wrażeń, że pozwoli skoncentrować się na pozakolarskich aspektach widowiska. Dziś będą nimi przede wszystkim plantacje oliwek w okolicach Nyon i nugat z Montélimar. 

Jeśli jednak do tego momentu najszybsi zawodnicy stawki mogli bez większych zastrzeżeń wierzyć w swoje szanse na etapowy sukces, finałowe 40 kilometrów etapu będzie wymagało od nich zachowania wyjątkowej czujności. Właśnie wówczas peleton znajdzie się bowiem w dolinie Rodanu, gdzie do rywalizacji lubi się włączyć niepodzielnie rządzący w tej okolicy Mistral. Co prawda główny ośrodek wysokiego ciśnienia nad Zatoką Biskajską i centrum niżu daleko nad Islandią nie tworzą idealnych warunków do jego zaistnienia, ale ciągle możemy liczyć na podmuchy sięgające 25-30 km/h najpierw w postaci bocznego wiatru, a w decydującej fazie rywalizacji czołowego. Wtedy zawsze zaś lepiej jest mieć belgijską drużynę po swojej stronie.

Finałowe 20 kilometrów 5. etapu tegorocznej edycji Wielkiej Pętli to jeszcze więcej atrakcji, bo uporczywie falująca trasa co prawda nie zrobi żadnego wrażenia na najlepszych zawodnikach klasyfikacji generalnej wyścigu, ale może znacząco utrudnić życie cięższym czy gorzej dysponowanym sprinterom. Tych zdecydowanie bez formy już pokonywane w zbyt wysokim tempie Cote de Saint Vincent de Barres (3,5 km, śr. 3,4%) może pozbawić złudzeń, a tego typu hopek w okolicy samej linii mety będzie więcej w tym 150 metrów o nachyleniu 6-7% na ostatnim kilometrze rywalizacji. Zapowiada to stanowiący duże wyzwanie dla sprinterów i ich pociągów pojedynek, w którym walka o pozycje będzie równie trudna, jak optymalne zarządzanie własną energią i kontrola ewentualnych zapędów atakujących w końcówce harcowników.

Debiutujące na trasach Wielkiej Pętli Privas słynie ze słodyczy produkowanych z kasztanów, jednak co ciekawe, w herbie posiada całkiem rosły dąb (jeśli mnie moja wiedza botaniczna nie myli). Jest też jedną z najsłabiej zaludnionych prefektur w całej Francji, więc zaproszenie Tour de France w swoje progi można uznawać za jedno z działań mających docelowo odwrócić niepokojące tendencje. 

Oto, co na temat 5. etapu Tour de France 2020 mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 5, 2 września: Gap – Privas (183 km, lekkie pagórki)

Etapy do Gap to etapy dedykowane uciekinierom – wie to każdy miłośnik Tour de France. Co jednak z odcinkami rozpoczynającymi się w tej często odwiedzanej przez Wielką Pętlę miejscowości? Tym razem mamy delikatne wskazanie na najszybszych kolarzy zawodowego peletonu. Zjazd z Gap w kierunku Masywu Centralnego to przede wszystkim droga prowadząca w dół, dzielona przez kilka mniejszych wzniesień, które jednak nie powinny mieć wielkiego wpływu na rywalizację. Taki z kolei może mieć końcówka, która choć nie należy do najłatwiejszych ze względu na prowadzące pod górę ostatnie kilometry etapu, daje szansę na triumf przede wszystkim najbardziej dynamicznym sprinterom. Na finiszach tego typu wyjątkowo uważać muszą również liderzy na klasyfikację generalną Wielkiej Pętli.

Choć dolina Rodanu i Mistral napędzają marzenia o dramatach na rantach, a falująca w końcówce trasa o późnych atakach specjalistów od wyścigów klasycznych, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na finał 5. etapu pozostaje sprint z peletonu.

Przed dwoma dniami na papierze zdecydowanie najszybszy z całej stawki Caleb Ewan (Lotto Soudal) udowodnił, jak świetnie odnajduje się na finiszach wiodących delikatnie pod górę, jednak znacznie mniej przekonująco wyglądał dotąd na dłuższych podjazdach, co może mu nieco utrudnić pracę w decydującej części etapu. Trzeba też mieć w pamięci, jak bardzo osłabiona jest jego drużyna, a dodatkowe pary nóg do pracy będą dziś na wagę złota.

Na chaos w decydującej fazie środowej rywalizacji liczy natomiast na pewno Sam Bennett (Deceuninck-Quick Step), bo ma do dyspozycji drużynę, która jak żadna inna potrafi wspinać się po szczeblach przeróżnych okoliczności losowych. Faworytem etapu to Irlandczyka jeszcze nie czyni, bo mimo wszystko dzieli go od Australijczyka nieco zbyt duża różnica czystej prędkości, ale można sobie dość łatwo wyobrazić scenariusz, w którym wszystko idzie po jego myśli.

Za czarnego konia 5. etapu uznać można zaś nie tyle jednego zawodnika, co szerzej ekipę Trek-Segafredo, bo trio tworzone przez Madsa Pedersena, Edwarda Theunsa i Jaspera Stuyvena powinno pozwolić na wyczarowanie z końcówki w Privas nieziemskiego spektaklu. 

W walce o etap powinni się liczyć również Giacomo Nizzolo (NTT), Bryan Coquard (B&B Hotels – Vital Concept), Alexander Kristoff (UAE-Team Emirates), Luka Mezgec (Mitchelton-Scott), Cees Bol (Sunweb) czy Matteo Trentin (CCC Team).

Kusi też, aby wyróżnić specjalizujących się w wyścigach jednodniowych Petera Sagana (Bora-hansgrohe) czy Wouta Van Aerta (Jumbo-Visma), ale ten pierwszy zdecydowanie nie jest sobą, a drugiego dotąd pochłaniają zupełnie inne obowiązki.

Plan transmisji Tour de France 2020 w Eurosporcie

Mapy Tour de France 2020

Lista startowa Tour de France 2020

Poprzedni zwycięzcy Tour de France

Prezentacja Tour de France 2020