fot. CCC Team/Twitter

Jakub Mareczko ustrzelił wczoraj hat-tricka. Na czwartym etapie Tour de Hongrie odniósł swoje trzecie zwycięstwo.

Dla Włocha Wyścig Dookoła Węgier okazał się przełamaniem. Dopiero w kraju naszych “bratanków” odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w barwach CCC Team, choć przecież barwy pomarańczowego zespołu reprezentuje już od początku 2019 roku. Fatum przełamał dopiero w niedzielę, gdy wygrał 2. etap imprezy. Dziś mamy dopiero środę, a on już wczoraj odniósł zwycięstwo numer trzy, więc nic dziwnego, że po sukcesie nie ukrywał satysfakcji.

To był kolejny świetny dzień dla naszej ekipy i muszę podziękować całemu naszemu zespołowi. W ciągu całego etapu wykonali dla mnie kawał dobrej roboty. Walczyli ze mną, by dogonić ucieczkę, a później dzięki nim byłem w dobrej pozycji wyjściowej przed ostatnimi kilometrami. Na koniec, podobnie jak wczoraj, Gradek i Wiśniowski wspaniale mnie rozprowadzili, dzięki czemu zaczynałem sprint z dobrej pozycji. Ja musiałem jedynie to wszystko wykończyć

– mówił cytowany przez Spaziociclismo

Włoch polskiego pochodzenia uchodzi za zawodnika, któremu bardzo przeszkadzają nawet najłatwiejsze podjazdy, znajdujące się dość daleko od mety. Teraz na ostatnich 45 kilometrach znalazły się aż dwa wzniesienia, ale Mareczko jest w na tyle dobrej formie, że potrafił sobie z nimi poradzić i zachować siły na finisz.

Teoretycznie ostatnie kilometry były trudniejsze niż na poprzednim etapie. Na ostatnich kilometrach mieliśmy dwa krótkie podjazdy, ale wiedziałem, że sobie z nimi poradzę. To była ostatnia szansa dla sprinterów, więc bardzo się cieszę, że udało mi się wygrać

– powiedział.

Jutro wyścig wjedzie w góry, więc Mareczko nie będzie liczył się w walce o zwycięstwo. To jednak nie oznacza, że z przodu nie zobaczymy żadnej pomarańczowej koszulki. W składzie CCC Team znajduje się Atilla Valter. Trzymamy kciuki, by Węgier u siebie podtrzymał dobrą passę polskiej ekipy.