Fot. Pauline Ballet / ASO

Słynąca z pierwszych etapów rozgrywanych w atmosferze ogromnej nerwowości, Wielka Pętla rozpoczęła się prawdziwym trzęsieniem ziemi. Wygląda też na to, że zgodnie z powszechnie znanymi zaleceniami mistrza Stevena Spielberga była to jedynie skromna przygrywka, bo już drugiego dnia rywalizacji peleton 107. edycji Tour de France wjedzie w Alpy Nadmorskie i podąży szlakiem finałowego odcinka wiosennego wyścigu Paryż-Nicea. Ten zaś, nie bez powodu, słynie z epickich wydarzeń na jego trasach.

Pierwszy tydzień Tour de France zazwyczaj naznaczają chaos i liczne kraksy, jednak najczęściej ma to związek ze ścieraniem się, w sensie nazbyt nawet dosłownym, interesów buchających żądzą triumfu sprinterów. Tym razem organizatorzy Wielkiej Pętli poszli zupełnie inną drogą i zaserwowali nam otwarcie w stylu hiszpańskiej Vuelty, czyli całkiem solidne góry już w pierwszy weekend rozgrywania wyścigu. I już to samo w sobie wydawało się ekscytująco ekstrawaganckim ruchem, ale dopiero kontekst nadany przez wczorajsze, deszczowo-mydlane zmagania kolarzy na zjazdach sprawia, że spodziewać się możemy absolutnie wszystkiego. 

Kiedy zaś spodziewamy się epickich akcji i emocji na najwyższym poziomie, w rękach sympatyka kolarstwa dość często pozostaje jedynie smutny niewypał, bo nawet jeśli część dyrektorów sportowych największych ekip rzeczywiście wierzy, że chaos jest drabiną, wolą wyciągać ją z pomieszczeń gospodarczych znacznie bliżej finałowych rozstrzygnięć wyścigów wieloetapowych. Co jednak, kiedy nie sposób z całą pewnością określić, do którego dnia w kalendarzu odliczamy? 

Niezależnie od decyzji w samej płaszczyźnie taktycznej, do których za moment jeszcze przejdziemy, kolarzy już w pierwszej fazie niedzielnej rywalizacji czekają dwa całkiem solidne, sprawdzające formę podjazdy, w jej finale natomiast świetnie znana końcówka wiosennego Paryż-Nicea z Col d’Eze i Col des Quatre Chemins, na której wydarzenia bardzo łatwo mogą wyrwać się spod jakiejkolwiek kontroli. Na szczęście pogoda tym razem ma być bardziej nicejska, a mniej nawiązująca do Wyścigu ku słońcu.

Oto, co na temat 2. etapu 107. edycji Tour de France mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 2, 30 sierpnia: Nicea – Nicea (186 km, średnie góry)

Drugiego dnia peleton po raz pierwszy zaatakuje Alpy. Szybko, prawda? Nie będzie to jednak typowy górski etap, a bardziej odcinek męczący sprinterów i pozwalający powalczyć puncheurom. W pierwszej części dystansu organizatorzy umieścili dwa bardzo dobrze znane podjazdy – Col de la Colmaine (17,1 km, 6,1%) oraz Col du Turini (15,3 km, 7,2%). Później kolarzy czeka długi zjazd i dwie poprawki odpowiadające zawodnikom dynamicznym – znany z wyścigu Paryż-Nicea Col d’Eze (7,8 km, 5,9%) oraz niesklasyfikowana wspinaczka pod Col des Quatre Chemins (5,5 km, 5,7%), która skończy się około 9 kilometrów przed metą. Czy ktoś będzie w stanie powtórzyć wyczyn Jana Bakelantsa z 2013 roku? Być może.

Kiedy spoczywał jeszcze na desce kreślarskiej, 2. etap 107. edycji Tour de France był najprawdopodobniej zaprojektowany jako pełna emocji rywalizacja w końcówce, dedykowana specjalistom od wyścigów klasycznych. Typowy odcinek zbyt trudny dla sprinterów, ale zbyt łatwy dla liderów na klasyfikację generalną imprezy. Zastanowić się jednak warto, czy i jaki wpływ na jego rozegranie będą miały wydarzenia, których na trasie Wielkiej Pętli byliśmy świadkami w sobotę.

Nie mamy jeszcze pewności, na ile ucierpieli kluczowi pomocnicy największych ekip, a w niektórych przypadkach nawet ich liderzy, jak chociażby Thibaut Pinot. W ciemno można jednak obstawiać, że przynajmniej części z nich kusząca może wydać się propozycja odpuszczenia dostatecznie silnego odjazdu, by jego uczestnicy o własnych siłach dotarli do mety i między sobą rozegrali walkę o etapowe zwycięstwo tylko to bowiem może zagwarantować drużynom zainteresowanym kontrolą wydarzeń w peletonie względny spokój na ostatnich 30 kilometrach. Tu jednak pojawia się bardzo duże zastrzeżenie sprowadzające się do tego, że formowania się ucieczki dnia niełatwo przypilnować w tak daleko idącym stopniu (to właśnie takie etapy polecam oglądać od pierwszych minut to fascynujące!), by znaleźli się w niej Alessandro De Marchi i Thomas De Gendt, ale już nie Julian Alaphilippe czy Wout Van Aert. A nawet odpuszczanie przysłowiowego już niemal De Gendta na kilka minut w sytuacji, kiedy Tour de France może się zakończyć dowolnego dnia, a jego trasa jest uszyta z sennych marzeń najbardziej wytrawnych harcowników nie wydaje się najlepszym pomysłem w tak nieprzewidywalnych okolicznościach nikt w Jumbo-Visma ani INEOS Grenadiers na pewno nie chce mierzyć się z kolejnym Voecklerem. 

Jeśli jednak ucieczka dnia będzie satysfakcjonująca i dojedzie, w jej składzie wyobrazić sobie można wymienionych już De Gendta (Lotto Soudal) i De Marchiego (CCC Team), a obok nich Mateja Mohorica (Bahrain-McLaren), Alexeya Lutsenkę (Astana), Lennard Kämnę (Bora-hansgrohe), Grega Van Avermaeta, Matteo Trentina (CCC Team), Marca Hirshiego, Tiesja Benoota (Sunweb), Davide Formolo (UAE-Team Emirates), Benoita Cosnefroya (AG2R-La Mondiale) czy Daryla Impeya (Mitchelton-Scott).

Jeśli natomiast odjazd zostanie złapany, lub dostatecznie daleko od linii mety znajdzie się w zasięgu ognia, walka o etapowy triumf (i żółtą koszulkę) niemal na pewno rozegra się na Col d’Eze i Col des Quatre Chemins. Tam zaś ruszyć mogą nie tylko specjaliści od wyścigów jednodniowych, ale również zainteresowani każdą potencjalnie nadrobioną sekundą liderzy na klasyfikację generalną Wielkiej Pętli, co zapowiadać będzie ekscytujący spektakl. W poszukiwaniu zwycięzcy sprintu z małej grupy ryzykownie typować jest kogokolwiek poza Julianem Alaphilippem (Deceuninck-Quick Step) i Woutem Van Aertem (Jumbo-Visma), ale z dobrej strony mogą się również pokazać Sergio Higiuta (EF Pro Cycling), Tadej Pogacar (UAE-Team Emirates), Primoz Roglic (Jumbo-Visma), Michał Kwiatkowski (INEOS Grenadiers), Alejandro Valverde (Movistar) czy Thibaut Pinot (Groupama-FDJ), jeśli tylko zdołał wydobrzeć.

Wydaje się, że tempo na kluczowych podjazdach będzie zbyt wysokie dla sprinterów, ale Petera Sagana (Bora-hansgrohe) nawet w obecnej formie jeszcze nie wypada definitywnie przekreślać. W okoliczności finiszu z nieco większej grupy pokazać się może również Bryan Coquard (B&B Hotels-Vital Concept).

Plan transmisji Tour de France 2020 w Eurosporcie

Mapy Tour de France 2020

Lista startowa Tour de France 2020

Poprzedni zwycięzcy Tour de France

Prezentacja Tour de France 2020