fot. BORA-hansgrohe / Ralph Scherzer

Z Rafałem Majką rozmawialiśmy prosto ze zgrupowania w austriackim Sölden, gdzie kolarze drużyny BORA-hansgrohe przygotowują się do wznowienia sezonu. Polak zdradził nam kalendarz startów, cele na Giro i pozostałe wyścigi w sezonie, a także wyjaśnił, dlaczego czuje się na tym obozie bezpiecznie. 

Rafał Majka lubi się ścigać we Włoszech. Mówi po włosku, włoski klimat mu odpowiada, a z samego Giro d’Italia ma znakomite wspomnienia. W 2016 roku zajął w tym wielkim tourze piąte miejsce, które czasami jest pamiętane lepiej niż najniższy stopień podium w hiszpańskiej Vuelcie (2015). Wówczas po powrocie z Italii zdobył tytuł mistrza Polski w Świdnicy i w koszulce z orzełkiem na piersi pojechał na Tour de France, gdzie trzykrotnie na etapach był trzeci i raz drugi.

Plany dotyczące udziału w Giro miał już zimą tego roku, jednak pandemia wirusa Covid-19 zmusiła do uzbrojenia się w cierpliwość i spowodowała, że skoro Giro to nie Vuelta, ponieważ w przeorganizowanym kalendarzu na sezon 2020 oba wyścigi się na siebie nakładają. Tour de France z kolei – jak powiedział Majka – nie znajdowało się w polu jego zainteresowań na ten rok. Drużyna BORA-hansgrohe także ma chyba inne plany wobec tego wyścigu, ponieważ chce powalczyć we Francji z czwartym w ubiegłym roku Emanuelem Buchmannem i jak zwykle z Peterem Saganem, o zwycięstwa etapowe i zieloną koszulkę.  

– To będzie pierwszy raz od kilku lat, że wystartuję tylko w jednym wielkim tourze w sezonie i bardzo się z tego powodu cieszę, ponieważ mój organizm był już jednak trochę przemęczony tymi dwiema „trzytygodniówkami” w jednym roku. Jednak zanim to nastąpi, mam kilka naprawdę ciekawych startów w wyścigach etapowych i jednodniowych [pełny kalendarz Rafała Majki na sezon 2020 znajduje się tutaj]. Wraz z dyrektorami sportowymi i trenerami dokonaliśmy kilku zmian w moim kalendarzu i jestem z niego bardzo zadowolony

– powiedział Majka.

Wraz z Polakiem liderem podczas “różowego wyścigu” będzie Austriak Patrick Konrad, ale ponadto ważną rolę w zespole z pewnością będzie odgrywał również Peter Sagan, który zdecydował się na udział w Corsa Rosa. Zapowiada się również na “polski” skład BORY, ponieważ Majka zapowiedział obecność pozostałych dwóch Polaków jeżdżących w tej ekipie (Pawła Poljańskiego i Macieja Bodnara) oraz pół-Polaka Cesare Benedettiego, etapowego zwycięzcę z 2019 roku.

– Oczywiście, Giro d’Italia będzie moim wielkim celem w tym sezonie, lecz nie tylko dla mnie, ale także dla całej drużyny. Jestem bardzo zadowolony. [z powodu koronawirusa] nastąpiło kilka zmian w trasie, rozpoczniemy ściganie na Sycylii, gdzie powinno być ciepło i to z pewnością będzie miły początek wyścigu w dobrej atmosferze. Uważam również, że pojedziemy tam w mocnym składzie, dlatego też chcę się do tego wyścigu dobrze przygotować. Motywacji mi nie brakuje

– dodał Rafał Majka, który nie obawia się złej pogody podczas wyścigu, pomimo że kolarze będą ścigali się w wysokich górach w drugiej połowie października.

– Trzeba zauważyć, że nawet, kiedy wyścig odbywał się w normalnym terminie, czyli w maju, to mieliśmy do czynienia z deszczem i zimnem. W maju często pojawia się na Giro chłód, deszcz, a nawet śnieg i w tej kwestii niewiele się co roku zmienia. Tym razem miejmy nadzieję, że będzie ładna pogoda. Tak czy siak nie ma to większego znaczenia, musimy się ścigać w każdych warunkach atmosferycznych – oczywiście, lepiej byłoby, gdyby było ciepło, ale najważniejsze jest to, że możemy już wspólnie z drużyną być na zgrupowaniu, że zacznie się sezon, ponieważ to jest bardzo ważne dla naszego morale

– kontynuował “Zgred”.

Oczy polskich kibiców będą jednak zwrócone nie tylko na Włochy, ale także na Tour de Pologne, który to wyścig będzie drugim startem Rafała Majki w zrestartowanym sezonie. Sam zawodnik nie jest pewien, jaką dyspozycję zaprezentuje w rodzinnym kraju, ale zapewnia, że już na Il Lombardii, gdzie kiedyś stanął na podium, powinien prezentować wysoki poziom. Generalnie cieszy się, że na Wyścig dookoła Polski zjadą się gwiazdy światowego peletonu, ponieważ to dobrze zrobi zarówno samym kolarzom, jak i prestiżowi wyścigu.

– Miejmy nadzieję, że na Tour de Pologne przyjedzie jak najwięcej gwiazd i że będzie fajne ściganie, fajne widowisko. Czym lepsza obsada, tym wyścig jest bardziej interesujący. Szczerze mówiąc, czasami też nawet lepiej się jedzie, bo kolarze nie oglądają się na siebie, gdy walczą o “generalkę”. Natomiast co do moich celów na Tour de Pologne, to nie wiem jeszcze, jak to będzie, ale myślę, że już na Lombardii i Tirreno będę w dobrej dyspozycji. Nie mam na co czekać i także w tych wyścigach przed Giro będę chciał o coś powalczyć

– deklaruje Majka.

Polak zapytany o to, jak ocenia swoją formę, powiedział, że ma nad czym pracować, ale po stronie zalet zapisuje fakt, że do zrzucenia ma tylko półtora kilograma wagi ciała. Do pierwszego startu wciąż pozostaje mu nieco ponad miesiąc, dlatego też ze spokojną głową podchodzi do pracy na zgrupowaniu w Sölden, gdzie na podopiecznych Ralpha Denka czekają spore obciążenia.

– Ciągle muszę pracować nad poprawą formy, zwłaszcza że na początku maja prawie na dwa tygodnie odstawiłem rower, by nabrać sił przed tym zgrupowaniem. Poza tym moje treningi w domu też były nieco lżejsze. Inaczej trenuje się, gdy nie zna się daty kolejnego wyścigu, a inaczej, kiedy się ją zna. Teraz forma idzie w miarę szybko w górę, potrzebuję zrzucić tylko półtora kilograma, także nie jest to dużo i nie mam się czym martwić. Wciąż mam nieco ponad miesiąc do kolejnego startu, więc muszę pracować i tyle

– wyjaśnił Majka i zauważył, że po przerwie spowodowanej pandemią każdy kolarz zaliczy wzloty i upadki związane z dyspozycją fizyczną, a stanie się to w szczególności podczas wielkich tourów, gdzie przez trzy tygodnie trzeba prezentować równą formę.

– Po tej pandemii każdy będzie miał wzloty i upadki, to będzie normalne. Ja starałem się wykonywać swój plan treningowy, chociaż wiadomo, że było to 50 proc. albo nawet mniej obciążenia. Jeździłem po prostu na rowerze, nie mogłem odstawić roweru na miesiąc, ale to nie były normalne treningi. Myślę, że skutki tej sytuacji będą najbardziej widoczne w wielkich tourach, gdzie trzeba prezentować wysoką formę przez trzy tygodnie. Ktoś może na tym zyskać, a ktoś inny może stracić. Sam nie wiem, jak będzie w moim przypadku. Zobaczymy. Oby tylko to wszystko wreszcie ruszyło

– powiedział Majka.

Drużyna BORA-hansgrohe została podzielona podczas austriackiego zgrupowania na grupy po to, aby jednocześnie przebywało ze sobą mniej osób. Wszyscy przeszli testy na obecność wirusa Covid-19 (włącznie z obsługą), które dały sto procent negatywnych wyników, a hotel jest przeznaczony tylko dla zespołu. To właśnie z tych powodów Majka twierdzi, że kolarze czują się bezpiecznie.

W hotelu i podczas treningów nie nastąpiła zmiana nawyków znanych sprzed wybuchu pandemii, ale kolarze nie opuszczają miejsca zakwaterowania, czyli nie mogą wyjść na przykład po zakupy czy w celach rozrywkowych.

Konferencja prasowa także odbyła się zdalnie i uczestniczyła w niej

Marta Wiśniewska.