LIV tworzy rowery z myślą o kobietach, uwzględniając naszą budowę, predyspozycję i wymagania, także te estetyczne. Geometria, wygląd, wyposażenie testowanego roweru LIV AVAIL AR2 jasno pokazuje, że to uniwersalny, wygodny rower szosowy (zerkający w kierunku coraz popularniejszych graveli), który ułatwi nam dziewczynom rozpoczęcie kolarskiej przygody!

Testerka

Jeśli rower tworzony jest dla kobiet, często przy współpracy z kobietami, to wiadomo, że testować musi dziewczyna. Ponieważ Livka poszukiwała testerki to ją przygarnęłam, oczywiście nie zdradzając jej na wstępie, że to nie będzie łatwe zadanie i, że zamierzam ją solidnie zmęczyć. Nie zdradziłam jej też tego, że zaprzężona zostanie w trenażer, że będziemy jeździć po drogach, ścieżkach, szutrze oraz, że niewątpliwi będzie musiała trenować ze mną, bo ja swoich planów treningowych nie zmienię, a ona musi się dostawać.

Naszą współpracę zaczęłyśmy od rundy honorowej po błoniach Stadionu Narodowego, choć co do zasady taka runda powinna kończyć testy, to nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że musimy koniecznie zaliczyć sesję zdjęciową w tym miejscu. Ten rower pasował idealnie do tego miejsca.

Spędziłyśmy razem trochę czasu i przejechałyśmy sporo kilometrów po różnych nawierzchniach. Wykonałyśmy kilka jednostek treningowych, ale zwiedzałyśmy też warszawskie drogi rowerowe i szwendałyśmy się bez celu, uprawiając kolarstwo romantyczne.

W życiu liczy się nie tylko wygląd

LIV AVAIL to zdecydowanie rower który może się podobać, i to nie tylko dlatego że „czerwone jest najszybsze”. Testowany egzemplarza miał błyszczące metaliczne czerwono-czarne malowanie, które dobrze współgra z osprzętem. Zaskoczyło mnie naprawdę wygodne siodło – LIV Contact Forward, choć na początku miałam odrobinę problemów z jego właściwym wyregulowaniem w mocowaniu, które jest odmienne niż te, do których przywykłam.

Zdecydowanie dobrze wyglądają też koła Livki, które choć aluminiowe dodają jej charakteru. Niestandardowe, jak dla mnie, były dość szerokie opony (GAINT GAVIA FONDO 2 700X32C Tubeless), które pompujemy tylko do 4,5 bara, niby jakoś tak dziwnie mało, ale może właśnie dlatego dość komfortowo i stabilnie. Podobno do tego roweru da się założyć jeszcze szersze opony, ale tego już nie testowałam. Jak podaje producent do 38 milimetrów.

Ponieważ nie tylko wygląd ma znacznie to należy dodać, że sercem roweru jest aluminiowa rama, o komfortowej geometrii endurance. Całość uzupełnia widelec z włókna węglowego (wraz z rurą sterową) oraz sztyca D-Fuse. Regulacja wysokości sztycy jest banalnie prosta, każda z nas będzie w stanie dopasować sobie wysokość siodła, zanim wybierze się na profesjonalny bikefitting. Ten zestaw daje poczucie komfortu podczas jazdy.

W tym rowerze zadziwia mnie jego mostek, który poniekąd integruje i porządkuje cale okablowanie, ale samodzielne lepiej go nie wymieniać, bynajmniej ja nie podjęłam próby. Jak na mój gust ten element jest zbyt masywny, ja jednak preferuję proste standardowe rozwiązania. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że podobało mi się zintegrowane mocowanie na licznika.

Biżuteria znaczy napęd

Oczywiście w każdym napędzie najważniejsza jest noga właścicielki, idealna to taka która chce kręcić, a reszta to już tylko dodatek. Testowany egzemplarz wyposażony był w dziesięciorzędowy osprzęt Shimano Tiagra. korba 50/34, czyli powszechny i uniwersalny kompakt oraz kasetę 11-34, co w praktyce przekłada się na naprawdę spory zakres regulacji. Choć sama jakiś czas temu przesiadłam się większe blaty, to w moim przekonaniu jest to idealne rozwiązanie dla większości dziewczyn, bo zapewnia wszechstronność, relatywnie pomaga w pokonywaniu podjazdów. Na tym wszystkim zawieszono solidny łańcuszek KMC.

Livka całkiem ładnie podjeżdża (choć wiadomo testy na Mazowszu są utrudnione w tym zakresie), jest dobrze wyważona i zgrabnie się prowadzi pod górkę. Jednak jak się wjedzie to trzeba jakość zjechać, i tu wspierają nas hydrauliczne hamulce GIANT Conduct Disc 160. Ciężko mi je porównać do innych hamulców, bo ja jestem posiadaczką rowerów na hamulcach szczękowych, ale one zwyczajnie dawały radę.

Jeśli zaś chodzi o napęd oparty na Shimano Tiagra, to przyznam, że pierwszy raz testowałam rower zbudowany na tej grupie i w sumie nie mogę mu nic zarzucić. Napęd chodził płynnie może odrobine głośniej niż wyższych grupach osprzętu. Nie odnotowałam jednak żadnych problemów ze zmianą biegów, było zwyczajnie bardzo prawidłowo i komfortowo.

Lekka nadwaga

Kobiety podobno nie wypada pytać o wiek i wagę. Producent nie chwali się wagą Livki, ale przeprowadziłam małe dochodzenie i mój testowany egzemplarz w rozmiarze M ważył lekko powyżej 10 kg. Jeśli waga jest dla Ciebie najważniejsza, to Livka nie jest chucherkiem, jednak można powiedzieć, że w jej budowie wszystko jest wyważone. Odrobinę wyższa waga to poniekąd cena za powszechnie już stosowane hamulce tarczowe oraz dość zacnych rozmiarów opony i nie najlżejsze koła. Ten typ tak ma.

Rozmiarówka

LIV AVAIL AR2 to rower dostępny w rozmiarach od XXS do L, moja sztuka to M (54) i choć zgodnie z informacjami producenta mieszczę się w zupełnym środku rozmiarów to docelowo rozważyłabym S. W sumie to miłe doświadczanie, kiedy mieścisz się w mniejszy rozmiar, choćby tylko na rowerze. Zupełnie zaś poważnie, może to trochę wynikać z moich przyzwyczajeń do bardziej agresywnych geometrii i mniejszych ram.

Wszystko w jednym

Jeśli miałabym opisać testowany rower jednym słowem to jedyne co przychodzi mi do głowy to „WSZECHSTRONNOŚĆ”. Ten rower daje radę na każdej nawierzchni, nie byłabym sobą gdybym nie zabrała Livki, aby przejechać się po moim okolicznym praskim bruku. Rower dobrze tłumi drgania, jest komfortowy, i bardzo uniwersalny. Nie buntował się też podczas mocnych i interwałowych treningów. Dobrze radził sobie na drogach rowerowych, niezależnie od ich nawierzchni – kostka, płyt, asfalt – nie miało to większego znaczenia, dla komfortu użytkownika. Ten typ to takie all in one!

Dziewczyny na rowery

Kiedy sama kupowałam pierwszą szosę, miałam nieodparte wrażenie, że część firm nie zauważa kobiet, że brakuje małych ram, że mało jest uniwersalności, że od razu powinnam mieć rower ociekający karbonem, bezwzględnie na elektryce. Według mnie do takich rzeczy się dorasta, lub nie. Kolejnym wyznacznikiem jest budżet, testowany egzemplarz kosztuje 5499 zł, i generalnie mniej więcej tyle byłam gotowa zapłacić kupując swoją pierwszą szosę.

Testowany rower to fajny wybór kiedy jeszcze nie do końca wiemy co bardziej lubimy; długie wycieczki, podjazdy, czy kiedy czasem musimy zjechać z utartej ścieżki. Tu zgodzę się z producentem, że ten rower otwiera nowe możliwości, a ja dodam, że sprzyja poszukiwaniu własnych kolarskich dróg.

Dystrybutor: Giant Polska