fot. BORA-hansgrohe

W sobotę informowaliśmy, że Emanuel Buchmann (BORA-hansgrohe) pobił rekord w wyzwaniu Everest Challenge, czyli pokonaniu na rowerze 8848 metrów przewyższenia – tylu, ile ma słynna góra Mount Everest. Teraz jednak okazało się, że próba nie została oficjalnie uznana. 

Rekordzistą nadal pozostaje więc mistrz Stanów Zjednoczonych w kolarstwie górskim Keegan Swenson, który co prawda uzyskał czas o 14 minut gorszy, ale – jak informuje Andy van Bergen z Hells 500, nadzorujący Everest Challenge – Buchmann nie wziął pod uwagę dwóch aspektów.

– Niestety, ale próba Buchmanna nie będzie widniała jako oficjalnie pobity rekord z dwóch powodów. Po pierwsze, bierzemy pod uwagę całkowity czas, a nie tylko ten, w jakim kolarz znajduje się w ruchu. Szkoda, że zawodnik nie zastosował się do tej zasady, ponieważ jest ona bardzo prosta. Ponadto, pierwszy podjazd odbył od innej strony niż pozostałe, co również jest niedozwolone. Naprawdę szkoda, ponieważ wygląda na to, że było bardzo blisko

– powiedział Andy van Bergen.

Czwarty kolarz ubiegłorocznego wyścigu Tour de France podjął Everest Challenge w alpejskiej dolinie Ötzal, w Austrii. Wyzwaniu przyświecał również cel charytatywny – za każdy pokonany metr przewyższenia Niemiec zbierał 10 euro dla niemieckiej fundacji pomagającej dzieciom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej.

Jak dotychczas ani na oficjalnej stronie internetowej, ani w mediach społecznościowych, drużyna BORA-hansgrohe nie odniosła się do tej sytuacji. Wciąż widnieją tam radośnie obwieszczające wpisy, że Buchmannowi udało się osiągnąć cel.