fot. @BettiniPhoto/BORA - hansgrohe/Twitter

Niemiecki kolarz jeżdżący na co dzień w barwach ekipy BORA – hansgrohe wczoraj podjął się niecodziennego wyzwania. W ciągu 7 godzin 28 minut pokonał na rowerze w sumie 8848 metrów przewyższenia, czyli wysokość, jaką ma najwyższy szczyt świata Mount Everest.

27-letni zawodnik potrzebował 162 kilometrów, 7 batonów, 6 żeli energetycznych i 11 bidonów, aby ukończyć Everest Challenge i ustanowić nowy, nieoficjalny rekord. Po ukończeniu jazdy Niemiec nie ukrywał zadowolenia w rozmowie z biurem prasowym swojego zespołu.

To była jedna z najtrudniejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiłem. Nie sądziłem, że to będzie mnie tak bolało pod koniec. Na początku znalazłem dobry rytm, a potem zdecydowałem się mocno naciskać. Po ukończeniu 7000 metrów wspinaczki zacząłem czuć swoje mięśnie. Nie jestem przyzwyczajony do takiego obciążenia i zaczęło to bardzo mnie boleć. Ostatnie 1000 metrów były brutalne. Ale (przy trasie) było też kilku fanów i ich wsparcie pognało mnie do mety. To wspaniałe uczucie, że pobiłem rekord tutaj, w Ötztal. Jako profesjonalista zwykle nie ma czasu na takie szalone rzeczy, ale jakoś mi się podobało. W ogóle nie jest to porównywalne z wyścigami, ale myślę, że nadal był to dobry występ i zdecydowanie pokazuje, że jestem na dobrej drodze do Tour de France. Ważne jest również, że ludzie nie zapominają, dlaczego to zrobiłem – działalność charytatywna. Wykonałem już swoją część i chciałbym zachęcić do przekazania dalszych funduszy na Deutsches Kinderhilfswerk (niemiecki fundusz charytatywny dla dzieci)

– powiedział czwarty kolarz zeszłorocznej “Wielkiej Pętli”.

Wspomniane wyzwanie nie miało, jedynie znamię wyczynu sportowego, lecz także pomocy charytatywnej dla potrzebujących dzieci w Niemczech. Być może, jeszcze przed wznowieniem sezonu kolejne gwiazdy światowego peletonu zdecydują się na podjęcie tego wyzwania.