W związku ze zmianami w kalendarzu UCI World Tour, Tour de Pologne otrzymało dużą szansę ściągnięcia na trasę wielu gwiazd światowego formatu, przygotowujących się do Wielkiej Pętli. Zapewniono więc, że trasa tegorocznego wyścigu będzie trudniejsza, niż planowano. Postanowiliśmy sprawdzić, czy taki scenariusz jest w ogóle możliwy.

W ostatnich latach nasz narodowy wyścig zyskał miano interesującej etapówki, rozgrywanej głównie na krótkich i sztywnych podjazdach, idealnie odpowiadających zawodnikom lubującym się w wyścigach jednodniowych, choć jednocześnie swoje szanse otrzymywali także kolarze celujący w klasyfikacje generalne większych wyścigów. Dobrym tego przykładem jest zeszłoroczna wygrana Pavla Sivakova, który przecież jest jednym z młodych talentów, przymierzanych do wygrania Le Touru, Giro czy Vuelty w najbliższych latach. Mimo to, zgodnie z zapowiedziami Czesława Langa, w sezonie 2020 trasa ma być jeszcze trudniejsza. Czego więc możemy się spodziewać?

Dziś już wiadomo, jakie miasta odwiedzą trzy z pięciu etapów wyścigu. Pewne jest, że peleton odwiedzi sprinterskie Katowice, Kraków oraz Bielsko-Białą. O ile odcinek do stolicy Górnego Śląska z pewnością będzie płaski, o tyle kolejne dwa mogą całkiem nieźle wpisać się w wielkotourowy scenariusz. Etap do najpiękniejszego miasta w kraju będzie bowiem idealnym materiałem na sprawdzenie się w jeździe indywidualnej na czas. Mamy nadzieję, że szefostwo Lang Team także zdaje sobie z tego sprawę. Jeśli z kolei chodzi o Bielsko-Białą, tutaj pole do popisu będzie jeszcze większe. Już w poprzednich latach etap ten był jednym z trudniejszych na trasie wyścigu. Kolarze zahaczali bowiem o Przełęcz Przegibek, by później sprawdzić swoje możliwości na trudnej rundzie w samym mieście. Można więc z powodzeniem dodatkowo utrudnić tę część wyścigu.

Na koniec zostają nam dwa, wciąż nieobsadzone etapy. Tutaj Lang Team z pewnością będzie miał pole do popisu. Zważając na lokację pozostałych odcinków, możemy być pewni, że kolarze sprawdzą się w trudnym terenie w Małopolsce i w Beskidach. Pytanie tylko, na jakich trasach.

Zważając na niedawno publikowane przez Przemysława Niemca zdjęcia, choć oczywiście nie miał tam daleko z domu, możemy się spodziewać powrotu Tour de Pologne na Kocierz. Finisz ulicą widokową, który w ubiegłym roku z wiadomych przyczyn nie doszedł do skutku, z pewnością byłby interesujący. Niewykluczone jednak, że obejrzymy trudniejszą wersję rundy dookoła Żywca. Wstępnie dobrym pomysłem wydaje się poprowadzenie nitki tak, by zawodnicy finiszowali na jednej z trudniejszych gór w okolicy. Mowa tu choćby o sprawdzonej w 2010 roku Równicy, czy też Górze Żar, która wciąż czeka na zawodowy peleton. W przypadku drugiego ze wzniesień pozostaje jednak kwestia rozwiązań logistycznych.

Jeśli chodzi o etap małopolski, tutaj murowanym kandydatem do organizacji odcinka wydaje się być Bukowina Tatrzańska. Nie wszystko jest jednak tak jasne, gdyż podhalańska miejscowość z reguły jako pierwsza ogłaszała swoją “przynależność” do wyścigu Czesława Langa. Oczywiście ewentualnych opcji zastępczych nie powinno brakować. Wielu kibicom marzy się z pewnością górski finisz na Przehybie, lecz ten z pewnością można włożyć między bajki. Ciekawą opcją wydaje się być za to organizacja trudnego finiszu w okolicach Piwnicznej-Zdrój. Tutaj na myśl przychodzi choćby Obidza, gdzie miejsca na organizację mety powinno wystarczyć.

Wszystkie powyższe teorie mogą jednak już lada moment okazać się jedynie mrzonką. Jak udało się nam dowiedzieć, Lang Team jest w trakcie negocjacji z warszawskim magistratem. Tym samym wiele wskazuje na to, że tegoroczny Tour de Pologne odwiedzi także stolicę. Wtedy jednak nie bardzo będzie kiedy porządnie sprawdzić się w górach.

Panie Czesławie, czekamy!