Fot. Justyna Ślęczka / naszosie.pl

Dobre kilka miesięcy temu zastanawialiśmy się, czy obecna scena amatorska w naszym kraju ma jeszcze coś wspólnego z amatorskim uprawianiem sportu, czym wywołaliśmy niemałą burzę. Od tamtej pory zauważyliśmy jednak coraz większy napływ nowego kolarskiego narybku, często stojącego po zupełnie drugiej stronie barykady.

Kiedy pandemia koronawirusa już wszystkim daje się mocno w kość, utęsknienie za maksymalnym użytkowaniem naszych rowerów rośnie coraz śmielej. Chyba już wszyscy amatorzy w kraju mają dość jazdy na trenażerach, wychodząc na samodzielne przejażdżki po okolicznych szosach, wspominając “groupride’y”. Dla wielu z nas jest to rzecz praktycznie niezbędna, by utrzymać jakąkolwiek wydajność w “home office”. Ile przecież można siedzieć w domu?

Przez całe zamieszanie, praktycznie nikt nie myśli obecnie o treningu na pełnych obrotach, bo przecież jaki ma być cel? Całe grono amatorów pogodziło się już, że w sezonie 2020 nie będzie miało szans na sprawdzenie swojej dyspozycji i zebrania efektów ciężkiej pracy. Można więc, pół żartem – pół serio – stwierdzić, że w zaistniałych okolicznościach wszyscy staliśmy się zwykłymi pasjonatami. Są jednak ludzie, którzy na rower patrzą w ten sposób praktycznie zawsze, a ich liczba z dnia na dzień rośnie.

Zastanawiając się nad etymologią, postanowiliśmy nazwać tężę grupę, jako uprawiającą kolarstwo romantyczno-psychologiczne, nigdy jedno albo drugie. Szosowe “romanticpsycho” jest bowiem domeną jednego ze znanych, “nawróconych” blogerów, a same kwestie psychologiczne nigdy samodzielnie nie determinują pracy w siodle.

Czym charakteryzuje się wspomniany wyżej amator? Aktywność na szosie jest dla niego kwestią wybitnie przyjemną, lecz mającą przede wszystkim za cel… wypoczynek (niech ten, kto nigdy po rowerze nie wrócił do domu bardzo wypoczęty, niech pierwszy rzuci kamieniem), połączony osiąganiem kolejnych limitów, poprzez m.in. wjechanie kolejnego podjazdu, poprawienie własnego KOMa itp. Tego typu użytkowników rowerów szosowych w ostatnim czasie pojawiło się naprawdę wielu. Kto jednak jest najbardziej rozpoznawalnym członkiem tejże grupy?

Odpowiedź jest bliżej, niż nam się wydaje. W ostatnim czasie kolarstwo cieszy się ogromną popularnością wśród innych zawodowych sportowców. Podczas rozmów, zapełniających w ostatnim czasie sieć, o aktywnym wypoczynku na rowerze wspominali m.in. Robert Kubica, Bartosz Zmarzlik, Kacper Woryna czy kilku innych przedstawicieli środowiska żużlowego. Jak sami wspomniani powiedzieli, szosa jest dla nich głównie odskocznią od świata codziennego, jednocześnie pomagającą utrzymać bardzo dobrą formę fizyczną (podobnie jak w pamiętnej reklamie telewizyjnej jednej z marek produkujących osprzęt).

Zwracając uwagę na pewne ruchy w całym zawodowym sporcie można zauważyć, że w ciągu ostatniego roku kolarstwo stało się niezwykle modne i popularne praktycznie w każdej części świata. Coraz więcej czasu na rowerach spędzają bowiem żużlowcy, hokeiści, skoczkowie narciarscy (głównie czescy), kierowcy wyścigowi, czy pływacy. W odróżnieniu od nas, często zbyt poważnie traktujących kolarstwo, dla nich długie wypady to przede wszystkim dobra zabawa, o której przed epidemią łatwo nam było zapomnieć.

Co ciekawe, szczególnie “kolarskie” stało się środowisko żużlowe. W ciągu ostatnich kilku lat praktycznie cała światowa czołówka oraz Ci, którzy chcą się w niej znaleźć, spędzają bardzo dużo czasu na okolicznych drogach. To, że mistrz świata Bartek Zmarzlik, czy Mistrz Europy Mikkel Michelsen potrafią nie wracać do domu przez całe dnie, mówi samo za siebie. Co więcej, zauważyli to także menadżerowie poszczególnych zespołów, którzy, podobnie jak Motor Lublin, przygotowując się do tegorocznych rozgrywek postanowili odbyć kilkudniowe zgrupowanie w południowej Hiszpanii, gdzie… cały zespół jeździł po trudnych, choć ślicznych lokalsach.

Jeśli tylko trend się utrzyma, już niedługo obraz typowego amatora może się diametralnie zmienić. Tych jeżdżących po wynik, może być mniej niż tych, którzy są mocni, lecz robią to tylko i wyłącznie dla siebie. Kto by się tego spodziewał jeszcze rok temu?