Z powodu pandemii COVID-19 wielu sponsorów i partnerów kolarskich zespołów znalazło się w trudnej sytuacji. Dalsze finansowanie sportu z ich strony stoi pod znakiem zapytania. Mimo tego John Lelangue uważa, że obecny model finansowania kolarstwa nie powinien być zmieniony.

Generalny menedżer ekipy Lotto Soudal, gdzie jednym z zawodników jest Tomasz Marczyński udzielił w ostatnich dniach bardzo ciekawej wypowiedzi w wywiadzie dla belgijskiego Le Soir na temat obecnej sytuacji oraz modelu finansowania na, którym oparte jest kolarstwo.

Kolarstwo przetrwało ponad 50 lat tak, jak przetrwa i dziś. Nie ma mniej zawodników lub sponsorów niż w latach 90., czy też w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku. Po co kwestionować model biznesowy, który działa idealnie?

– stwierdził Belg.

Ponadto Lelangue odwołał się do postaci założyciela zespołu BMC Racing Andy’ego Rihsa, który zmarł w 2018 roku. Belgijski menedżer w przeszłości miał przyjemność współpracować z Rihsem, gdy pracował w BMC.

Andy Rihs nauczył mnie, że jeśli zespół kolarski osiąga zysk na koniec sezonu, to albo dlatego, że proszono sponsorów o zbyt dużo pieniędzy, bądź też za mało pieniędzy przeznaczono na rozwój sportu. Sport bez przychodów z biletów, praw telewizyjnych i opłat za transfery jest rzeczywiście opłacalny. Sprawienie, że nasi sponsorzy są widoczni pozostaje esencją naszego sportu. Zespoły oferują im promocję, gościnność, marketing i komunikację

– zakończył Lelangue.

Powyższa wypowiedź może być zaskakująca dla wielu osób związanych z kolarstwem. Chociażby Dave Brailsford, czyli generalny menedżer Team INEOS wzywał do zmiany modelu finansowania, który w największym stopniu jest zależny od odbycia się Tour de France. Miejmy nadzieję, że pandemia COVID-19 nie zmusi zespołów kolarskich do zakończenia swojej działalności. Chociaż przykład kobiecego zespołu Bigla-Katusha, gdzie sponsorzy już odmówili wypełnienia kontraktu nie napawa optymizmem.