fot. Getty Images

Już niebawem Tour de Pologne będzie miało managera generalnego. John Lelangue, bo o nim mowa, choć ma dopiero 51 lat, to już ponad trzy dekady spędził współpracując przy różnych kolarskich wydarzeniach.

Trwającą godzinę rozmowę przeprowadziliśmy po angielsku – być może po raz ostatni, ponieważ na jej zakończenie Belg prowadzący do niedawna Lotto Soudal wypowiedział słowa, które świadczą o tym, że pracę w naszym kraju zamierza potraktować bardzo poważnie.

Na razie mówię w sześciu językach, ale niestety polskiego nie ma jeszcze wśród nich. Każdego dnia staram się go uczyć. Korzystam z książek, podcastów, różnych aplikacji. Nie wyobrażam sobie, żeby pracując tu, w Polsce  nie umiał mówić w waszym języku. Dzięki temu będzie mi łatwiej porozumieć się z partnerami, sponsorami wyścigu, a także z mediami. Naprawdę, mam nadzieję, że gdy spotkamy się podczas Tour de Pologne będziesz mógł mi zadać te same pytania, a ja będę mógł odpowiedzieć na nie po Polsku.

Oczywiście trzymamy go za słowo i za kilka miesięcy z wielką chęcią porozmawiamy z nim po polsku. Naszych szanownych czytelników jednak uspokajamy – nie będzie wówczas potrzeby zadawania tych samych pytań. W końcu, jak zwykle, specjalnie dla was, cały wywiad został przetłumaczony na nasz ojczysty język.

Jakiś czas temu ogłoszono, że zostaniesz menedżerem generalnym Tour de Pologne. Na czym będą polegały twoje zadania?

Będę przede wszystkim koordynować pracę w zespole Tour de Pologne. To będzie trochę tak, jak wtedy, gdy pełniłem funkcję dyrektora mistrzostw świata w Katarze. Byłem tam przez cztery lata i zajmowałem się wieloma kwestiami, od kwestii czysto sportowych, przez media, komunikację aż po marketing, dbając o to, by wszystko przebiegało płynniej.

Nie mogę się doczekać, żeby współpracować z Czesławem Langiem i całym Lang Teamem. Czesława znam od bardzo dawna – właściwie to spotkaliśmy się po raz pierwszy już w latach 90., gdy pracowałem przy Tour de France i od tego czasu regularnie podtrzymujemy kontakt. Wspólnie będziemy pracować przy już istniejących wyścigach dla zawodowców, Tour de Pologne i ORLEN Wyścig Narodów, przy imprezach dla amatorów i dzieci czyli ORLEN Tour de Pologne Amatorów, ORLEN Lang Team Race oraz Tour de Pologne Junior, ale także przy naszych nowych projektach.

Dlaczego postanowiłeś dołączyć do Tour de Pologne?

Jeśli spojrzysz na moje wykształcenie (ekonomia, zarządzanie i finanse), a także na większą część mojej kariery, zobaczysz, że zawsze interesowało mnie organizowanie wyścigów. Zaczynałem od pracy dla belgijskiego komitetu olimpijskiego grubo ponad 30 lat temu, a później na 10 lat związałem się z Tour de France. Co prawda w kolejnych latach zajmowałem się prowadzeniem zespołów kolarskich – Phonaka i BMC, ale potem znów wróciłem do zarządzania wyścigami, gdy dostałem propozycję pracy dla mistrzostw świata w Katarze i Tour de Qatar. W Katarze spędziłem cztery lata, najdłużej pełniłem funkcję dyrektora generalnego tej pierwszej z wymienionych imprez. Później pracowałem przy wyścigach UCI w Chinach – jako główny doradca brałem udział w utworzeniu i organizacji m.in. Tour of Guangxi najpierw dla mężczyzn, a później dla kobiet…

Tak naprawdę, przez większość swojej kariery w kolarstwie zajmowałem się organizowaniem wyścigów. Trochę mniej czasu spędziłem jako menedżer generalny zespołów, choć prawdę mówiąc, to też jest zajęcie związane z organizacją. Tu też zatrudniasz ludzi – trenerów, masażystów, kolarzy, zajmujesz się administracją itd. 

Ostatnio robiłem to w Lotto Soudal, ale teraz uznałem, że pora wrócić do korzeni. Podczas trzeciego tygodnia Tour de France podjąłem decyzję o opuszczeniu zespołu, następnie, na początku sierpnia, ogłosiłem ją swoim współpracownikom, a po chwili dostałem ofertę od Czesława. Powiedział mi, że chciałby zaproponować mi współpracę. Zgodziłem się, ponieważ uznałem, że razem możemy jeszcze mocniej rozwinąć ten bardzo udany projekt.

Miałeś jakieś inne oferty?

Pierwotnie nie komunikowałem swojej decyzji publicznie, dlatego nie było tak, że zalała mnie lawina ofert. Dostałem jednak kilka ciekawych propozycji, także podczas mistrzostw świata – niektóre były składane przez zespoły, inne – przez związki kolarskie. Ja jednak chciałem wrócić do zarządzania wyścigiem. Praca z Czesławem będzie bardzo interesującym doświadczeniem – wydaje mi się, że mogę się od niego wiele nauczyć. Decyzja była naprawdę prosta. Znam Czesława, znam Agatę, bywałem na Tour de Pologne wielokrotnie i widzę, jaki potencjał ma ten wyścig. Wiem, że razem możemy rozwinąć go w jeszcze lepszy produkt.

A masz jakieś konkretne pomysły na zmiany? Choćby jeśli chodzi o bezpieczeństwo?

Szczerze mówiąc, nie zamierzam skupiać się na jednej rzeczy – będę managerem generalnym, więc jak sama nazwa wskazuje, moim zadaniem będzie koordynowanie różnych aspektów wyścigu.

Kraksy?. Spójrzmy na największe wyścigi – Tour de France, Giro d’Italia, Wyścig Dookoła Flandrii – co roku zawodnicy się wywracają, mimo że te imprezy są wspaniale zorganizowane. Rzecz jasna, będziemy troszczyć się o bezpieczeństwo, ale nie tylko o nie. W takim samym stopniu będziemy dbać o komunikację, o telewizję, o marketing i tak dalej. Wyścig składa się z wielu elementów.

Ale czy bezpieczeństwo zawodników nie powinno być traktowane priorytetowo? Kolarze od lat zwracają uwagę, że w Tour de Pologne wiele dałoby się pod tym względem poprawić.

Po innych wyścigach również słychać podobne uwagi. Jako organizatorzy naprawdę chcemy, by każdy aspekt wyścigu (a więc także bezpieczeństwo) był na topowym poziomie i robimy wszystko, by faktycznie tak było. 

Na razie piastujesz jeszcze jednak swoje dotychczasowe stanowisko

Oczywiście. Byłem na większości wyścigów gdzie startowała moja ekipa Lotto Soudal w tym roku. Od jakiegoś czasu staram się też robić co w mojej mocy, by zmiana na moim stanowisku była płynna. Naprawdę chciałbym, żeby mojemu następcy udało się z powrotem awansować do World Touru. Oczywiście nie mogę się doczekać pracy z Czesławem, ale wciąż mam robotę do wykonania.

Cztery lata temu, gdy przechodziłem do ekipy Lotto Soudal, było dokładnie tak samo – do 12 listopada, byłem skupiony w 100 procentach na swojej dotychczasowej pracy dla UCI w Chinach – dopiero później, od 15 listopada, przyjechałem do Belgii i poświęciłem się pracy w nowym środowisku. Mogę zapewnić, że bardzo profesjonalnie podchodzę do swojego zawodu.

Czyli na twoją pracę nie ma wpływu świadomość, że za jakiś czas może przyjść dyrektor, który będzie miał skrajnie inną filozofię prowadzenia zespołu?

Dokładnie tak, wiesz, ja także przychodziłem do zespołu po innym menedżerze, więc zdaję sobie sprawę z tego, jak to wygląda. Robię swoje. Nie wydaje mi się jednak, żeby filozofia uległa większej zmianie – z zapowiedzi Lotto – głównego sponsora naszej ekipy, wynika raczej, że zespół wciąż będzie stawiał na młodych zawodników. 

Czyli można powiedzieć, że to, jak w przyszłym sezonie będzie wyglądał zespół, będzie w dużym stopniu zależne od ciebie?

Zgadza się. W końcu kadra i sztab na kolejny sezon są już właściwie zakontraktowane. Tyle że menedżer generalny nie jest jedyną osobą w zespole. Sponsorzy,  właściciele, dyrektorzy sportowi, osoby odpowiadające za rekrutację, sami kolarze itd. Na wyniki zespołu składa się praca wielu osób no i oczywiście decyzje, które zostaną podjęte wtedy, gdy mnie już nie będzie.

Twoje odejście z zespołu spotkało się z dużą krytyką. Choćby ze strony Marca Sergeanta…

Po fakcie łatwo jest oceniać. Był w tym zespole przez cztery lata jako menedżer do spraw sportu. Wiedział jaki mamy budżet, wiedział, jak wyglądał proces rekrutacyjny, widział, jak układamy kalendarz. A teraz pisze o tym, że opuszczam tonący statek. To nie jest prawda – jest wręcz przeciwnie – uważam, że moje zadanie dotyczące restrukturyzacji zespołu zostało zakończone. 

Ten rok był dla nas akurat całkiem udany – właściwie to najlepszy od 2016 roku. Nie udało nam się uratować utrzymania w World Tourze, ale zanotowaliśmy 25 zwycięstw (pod tym względem jesteśmy w tym roku 7. drużyną na świecie), a dzięki punktom zgromadzonym w tym sezonie, w przyszłym będziemy mogli wystartować we wszystkich wyścigach najwyższej dywizji.

Zainwestowaliśmy w młodych zawodników, a na efekty takich działań zwykle potrzeba czasu – teraz już je widać, a w drodze są kolejne materiały na gwiazdę. Choćby Alec Segaert. Jego postępy są imponujące – to pierwszoroczny orlik, a już zdobył srebrny medal mistrzostw świata i wygrał Piccolo Lombardia.

No właśnie, już teraz jest w stanie rywalizować ze starszymi zawodnikami od siebie. Dlaczego w takim razie będzie w waszym zespole rozwojowym aż do końca pierwszej połowy 2024 roku? Choćby Arnaud De Lie pokazuje, że młodzi zawodnicy mogą szybko przystosować się do worldtourowego poziomu.

Tyle że nawet Arnaud De Lie jest starszy niż Segaert. Przypomnijmy, jak wyglądała droga Arnauda – najpierw spędził rok w naszym drugim zespole i zaliczał zwycięstwo za zwycięstwem. Naprawdę odpalił. Wtedy uznaliśmy, że najwyższy czas, by do nas dołączył. Alec jest na innym etapie. Jemu jeszcze przyda się obycie w starciach z zawodnikami na niższym poziomie, w wyścigach kontynentalnych.

UCI pozwala na wypożyczanie zawodników na wyścigi rangi 1.Pro czy 1.1 z Developmentów. Nie jest więc to, że Alec nie posmakuje ścigania w naszym seniorskim zespole. Ale na razie wciąż chciałby osiągnąć coś w wyścigach na poziomie u23. W Paryż-Roubaix, w Ronde van Vlaanderen dla orlików. Oczywiście jeśli w pewnym momencie Lotto uzna, że lepiej dla jego rozwoju byłoby go przenieść do pierwszej dywizji – wtedy może zrobić to bez żadnego problemu.

Alec podobny przypadek co Lennert Van Eetvelt. Jakieś dwa lata temu podpisaliśmy z nim kontrakt na 2023 rok, a on w ostatnich miesiącach pokazał, że naprawdę na to zasługuje – wygrał Wyścig Pokoju dla Orlików, był drugi w Giro Ciclistico d’Italia. Dzięki temu może wejść do zespołu z większą pewnością siebie.

Patrząc na wypowiedzi twoje, a także zawodników Lotto Soudal (niebawem Lotto Dstny), można odnieść wrażenie, że spadek nie jest dla was końcem świata. Z czego to wynika? Choćby Sylvan Adams groził UCI pozwem w przypadku utraty miejsca w World Tourze, a jego głos wcale nie był odosobniony.

Po pierwsze, chciałbym podkreślić, że Lotto z całą pewnością zasługuje na to, by być w najwyższej dywizji. Jednak fakt, spadek nie boli nas aż tak bardzo, ponieważ wiemy, jak dobrzy byliśmy w tym sezonie i że jesteśmy w stanie wrócić za trzy lata. Tym bardziej, że, przynajmniej w najbliższym roku, możemy liczyć na otrzymanie dzikich kart wszystkich wyścigów rangi World Tour. Nie musimy się więc martwić o byt – w końcu logo sponsora będzie pokazywane tak samo, jak dotychczas. Caleb Ewan, Arnaud De Lie, Victor Campenaerts – oni wszyscy będą wygrywać niezależnie od tego, w której dywizji będzie nominalnie Lotto Soudal.

Jeśli chodzi o innych, cóż, Israel faktycznie może mieć problem. Oni nie znaleźli się wystarczająco wysoko w tegorocznym rankingu, by w przyszłym roku startować we wszystkich wyścigach rangi World Tour. W związku z tym, będą zależni od organizatorów. Niektórzy dadzą im prawo startu, inni pewnie odmówią. Trudno będzie im wystąpić we wszystkich wyścigach, więc są w nieporównywalnie gorszej sytuacji niż my.

Mówisz o tym, że wasi najlepsi zawodnicy zostaną w ekipie. Czy to jest już przesądzone? 

Tak, zdają sobie sprawę z tego, że nasz kalendarz wciąż będzie wyglądał bardzo dobrze i wiedzą na czym stoją, jeśli chodzi o ich rolę w ekipie. To wcale nie byłoby takie oczywiste, gdyby postanowili zmienić zespół. Wiadomo przecież, że różne ekipy mają różne cele – choćby takiemu Calebowi Ewanowi mogłoby być trudniej, gdyby trafił do ekipy, która miałaby, powiedzmy, jakiegoś lidera na klasyfikację generalną najważniejszych wyścigów.

Ale gdyby jednak zdecydowali się na odejście, to nawet mimo ważnego kontraktu, mogliby to zrobić z powodu spadku zespołu do niższej dywizji, prawda?

Tak, reguły UCI są jasne w tej kwestii. Tyle że nie obawiamy się tego, zawodnicy, zarówno w kuluarowych rozmowach, jak i w wywiadach z mediami, jasno wyrażają chęć pozostania w naszej ekipie.

W takim razie przyszłość ekipy rysuje się w dość przyjemnych barwach. A jak wyglądają kwestie finansowe? Domyślam się, że w związku ze zmianą sponsora tytularnego i spadkiem, kilka rzeczy mogło się zmienić.

Właśnie fajne jest to, że nie zmieniło się w zasadzie nic. Nasz budżet będzie taki sam, jak w tym roku. Wiedzieliśmy, że po tym sezonie nasza współpraca z Soudal zostanie zakończona, więc szukaliśmy nowego sponsora i udało nam się to zrobić, z czego jestem bardzo zadowolony. Myślę że z Dstny i Narodową Loterią, która wciąż pozostaje naszym głównym sponsorem, naprawdę możemy być spokojni o przyszłość.

Jak już mówiłeś wcześniej, Lotto nie było twoim pierwszym miejscem pracy, a w kolarskiej branży jesteś już od ponad trzech dekad. Dlaczego w ogóle postanowiłeś związać swoje życie z kolarstwem?

Wszystko dzięki mojemu ojcu, który był dyrektorem sportowym Eddy’ego Merckxa w Molteni w latach 70, a później, już po zakończeniu przez “Kanibala” kariery, współpracował z nim przy kolejnych projektach. W zasadzie urodziłem się w środowisku kolarskim. Na początku chciałem być kolarzem, ale nie szło mi to za dobrze. Mimo to, zależało mi na pracy w kolarstwie. Podpatrywałem swojego ojca. Widziałem, jak zarządza ekipami, jak konstruuje rowery, jak współpracuje z Tour de France i sam zapragnąłem takiego życia.

W kontekście Tour de Pologne najbardziej interesujący wydaje się twój udział przy organizacji mistrzostw świata w Katarze. W końcu pełniłeś tam funkcję dyrektora generalnego.

Tak, gdy przyznano Katarowi mistrzostwa świata UCI zwróciła się do mnie z propozycją współpracy, ponieważ byłem w tym państwie przy okazji pracy dla Tour de France, a także dla Tour of Qatar. Znałem to miejsce, znałem ludzi i wiedziałem, jak należy poprowadzić kwestie logistyczne, z zakwaterowaniem na czele. Zrezygnowałem więc z pracy dla BMC, z którym przeszliśmy drogę od jazdy w trzeciej dywizji, aż po zwycięstwo w Tour de France z Cadelem Evansem, i zacząłem kolejny rozdział w swojej karierze. Zamieszkałem w Katarze i całkowicie skupiłem się na tworzeniu odpowiednich struktur.

Z perspektywy czasu, uważasz że przyznanie Katarowi mistrzostw świata w kolarstwie szosowym było dobrym pomysłem?

Zdecydowanie tak. Fajnie, że swoją szansę wreszcie dostali sprinterzy, którzy w ostatnich kilkunastu latach rzadko miewali możliwość założenia tęczowej koszulki. Tym bardziej, że akcja nie ograniczała się tylko do końcowego finiszu. Nie wiem, czy pamiętasz, ale na sześćdziesiąt kilometrów przed metą ranty sprawiły, że peleton się podzielił, na koniec do mety przyjechała zaledwie kilkunastoosobowa grupa, więc wyścig był naprawdę ciekawy. 

Pamiętajmy, że sprinterzy też powinni mieć swoje pięć minut. Dlatego bardzo ucieszyłem się, gdy zobaczyłem trasę ostatnich Mistrzostw Europy w Monachium. Fajnie, że wygrał Jakobsen, że Demare sięgnął po medal, bo oni zwyczajnie rzadko mają okazję cieszyć się z podobnych sukcesów.

Właściwie to zgadzam się z tym, ale czy większym problemem nie były na przykład brak kibiców czy upały?

Gdybyśmy ścigali się we wrześniu, byłyby z tym problemy, ale na szczęście jako organizacja mieliśmy doświadczenie w radzeniu sobie z upałami. Większość lokalnych katarskich wyścigów rozgrywana jest w drugiej części jesieni i zimą. Z własnego doświadczenia wiem, że między październikiem, a lutym w Katarze naprawdę da się uprawiać sport na zewnątrz. Dlatego też przenieśliśmy mistrzostwa na ten miesiąc.

I naprawdę nie było źle. Owszem, było gorąco, ale gorąco bywa również w Europie – w tym roku również, a wyścigi się odbywają. Podczas Vuelta a Espana temperatury często są jeszcze wyższe, niż były wtedy. Zresztą, podobnie bywa w Australii, podczas Tour Down Under. Po wyścigu pytaliśmy wielu kolarzy o ich odczucia i żaden z nich nie miał żadnego problemu z upałem.

Jak sądzisz, z czego wynika to, że dziś w Katarze właściwie nie ma dużego kolarstwa? W przeciwieństwie do swoich sąsiadów kraj ten nie ma ani dużego wyścigu, ani dużego zespołu, nie wspominając już o kolarzach.

Moim zdaniem nie jest wcale tak źle. Niedawno rozmawiałem z ludźmi mieszkającymi w Katarze i okazuje się, że zimą wciąż odbywają się lokalne wyścigi, które zaczęliśmy tam organizować przed mistrzostwami świata i cieszą się zainteresowaniem. Odbywają się tam także wyścigi w kolarstwie górskim, a także kryteria prowadzone po torach F1 i MotoGP.  Podczas Giro d’Italia przy trasie, choćby na Stelvio, da się zauważyć grupy kibiców z Kataru. Zresztą, nawet gdy byłem w Polsce, na trasie Tour de Pologne Junior, spotkałem zawodnika, pochodzącego z Kataru.

Na Bliskim Wschodzie jest już wiele wyścigów – UAE Tour, Saudi Tour, Tour of Oman itd., jednak mam nadzieję, że i dla Kataru wkrótce znajdzie się miejsce w kalendarzu. Pewnie po mistrzostwach świata w piłce nożnej będzie im łatwiej – teraz większość nakładów finansowych idzie na tą imprezę. Ale gdy to się skończy, jestem spokojny o przyszłość katarskiego kolarstwa.

 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments