Najmłodszy powojenny zwycięzca Tour de France miał ambitne plany na najbliższe kilkanaście miesięcy. Niestety wirus sprawił, że wciąż nie wie, czy będzie w stanie je wypełnić.
Poprzedni sezon był dla Kolumbijczyka bardzo udany. Wygrał Tour de France jako najmłodszy zawodnik od ponad 100 lat i triumfu Francoisa Fabera. W tym roku chciał powtórki, po której mógłby wreszcie zacząć myśleć o debiucie w Giro d’Italia.
Choć Kolumbijczyk pierwsze dwa lata swojej profesjonalnej kariery spędził we włoskim Androni Giocattoli, to dotychczas nie miał okazji, by pościgać się w różowym wyścigu, ponieważ w tamtym czasie skupiał się bardziej na juniorskich występach. Zdecydowanie bliższy startu w nim był rok temu – Team Ineos planował, że to właśnie na Półwyspie Apenińskim Bernal przejedzie swój pierwszy wyścig w roli lidera.
Niestety Kolumbijczyk doznał kontuzji, która uniemożliwiła mu start, a o klasyfikację generalną dla brytyjskiego zespołu ostatecznie bił się Rosjanin Paweł Siwakow, który zajął nawet dość wysokie 9. miejsce. W przyszłym roku 23-latek chciał wreszcie spełnić marzenie, ale w obecnej sytuacji nie wiadomo, czy będzie mu to dane.
Wzięcie udziału w Giro d’Italia to coś, o czym myślę, odkąd zacząłem swój pierwszy sezon w profesjonalnym peletonie. Długo mieszkałem we Włoszech, mam tam wielu przyjaciół i dobrze znam tamtejsze trasy. Mój plan był taki, aby w czerwcu przystąpić do Tour de France, a później skupić się na jesiennych klasykach, takich jak Il Lombardia, a na najważniejszy włoski wyścig wyruszyć już w przyszłym roku, ale teraz musimy myśleć przede wszystkim o dokończeniu tego sezonu, a nie planach na kolejny
– mówił włoskiemu Sky Sports.
Wprawdzie na razie wciąż istnieje możliwość, że plany Kolumbijczyka nie ulegną zasadniczym zmianom. W końcu organizatorzy Tour de France wciąż wierzą, że choć bez obecności, to jednak uda im się rozegrać wyścig zgodnie z planowanym terminem. Tyle że wielu osobom nie podoba się taki pomysł, więc niewykluczone, że lada dzień także Wielka Pętla będzie musiała zostać przełożona. A co na to ostatni zwycięzca wyścigu?
Szczerze mówiąc, na razie staram się o tym nie myśleć. Sytuacja nie jest łatwa i naprawdę ciężko jest mówić w tej chwili o konkretnych terminach. Mam nadzieję, że wznowimy ściganie jak najszybciej dla siebie, dla zespołów, dla kolarstwa w ogóle no i oczywiście dla kibiców.
– zakończył Kolumbijczyk, który niedawno oddał na licytację rower na którym wygrał ostatnie Tour de France.








