fot. ASO/Alex Broadway

Najmłodszy powojenny zwycięzca Tour de France miał ambitne plany na najbliższe kilkanaście miesięcy. Niestety wirus sprawił, że wciąż nie wie, czy będzie w stanie je wypełnić.

Poprzedni sezon był dla Kolumbijczyka bardzo udany. Wygrał Tour de France jako najmłodszy zawodnik od ponad 100 lat i triumfu Francoisa Fabera. W tym roku chciał powtórki, po której mógłby wreszcie zacząć myśleć o debiucie w Giro d’Italia. 

Choć Kolumbijczyk pierwsze dwa lata swojej profesjonalnej kariery spędził we włoskim Androni Giocattoli, to dotychczas nie miał okazji, by pościgać się w różowym wyścigu, ponieważ w tamtym czasie skupiał się bardziej na juniorskich występach. Zdecydowanie bliższy startu w nim był rok temu – Team Ineos planował, że to właśnie na Półwyspie Apenińskim Bernal przejedzie swój pierwszy wyścig w roli lidera. 

Niestety Kolumbijczyk doznał kontuzji, która uniemożliwiła mu start, a o klasyfikację generalną dla brytyjskiego zespołu ostatecznie bił się Rosjanin Paweł Siwakow, który zajął nawet dość wysokie 9. miejsce. W przyszłym roku 23-latek chciał wreszcie spełnić marzenie, ale w obecnej sytuacji nie wiadomo, czy będzie mu to dane.

Wzięcie udziału w Giro d’Italia to coś, o czym myślę, odkąd zacząłem swój pierwszy sezon w profesjonalnym peletonie. Długo mieszkałem we Włoszech, mam tam wielu przyjaciół i dobrze znam tamtejsze trasy. Mój plan był taki, aby w czerwcu przystąpić do Tour de France, a później skupić się na jesiennych klasykach, takich jak Il Lombardia, a na najważniejszy włoski wyścig wyruszyć już w przyszłym roku, ale teraz musimy myśleć przede wszystkim o dokończeniu tego sezonu, a nie planach na kolejny

– mówił włoskiemu Sky Sports.

Wprawdzie na razie wciąż istnieje możliwość, że plany Kolumbijczyka nie ulegną zasadniczym zmianom. W końcu organizatorzy Tour de France wciąż wierzą, że choć bez obecności, to jednak uda im się rozegrać wyścig zgodnie z planowanym terminem. Tyle że wielu osobom nie podoba się taki pomysł, więc niewykluczone, że lada dzień także Wielka Pętla będzie musiała zostać przełożona. A co na to ostatni zwycięzca wyścigu?

Szczerze mówiąc, na razie staram się o tym nie myśleć. Sytuacja nie jest łatwa i naprawdę ciężko jest mówić w tej chwili o konkretnych terminach. Mam nadzieję, że wznowimy ściganie jak najszybciej  dla siebie, dla zespołów, dla kolarstwa w ogóle no i oczywiście dla kibiców.

– zakończył Kolumbijczyk, który niedawno oddał na licytację rower na którym wygrał ostatnie Tour de France.

Poprzedni artykułWłoscy kolarze wciąż nie mogą trenować
Następny artykułGiro delle Valle d’Aosta odwołane
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze