fot. Lotto-Soudal

Belgijski specjalista od ucieczek wraz ze swoim rodakiem Jasperem De Buystem  w sobotę wybrali się na 300 kilometrową “przejażdżkę”. W ten sposób odbyli swoje Milano-Sanremo, które miało właśnie mieć miejsce 21 marca.

Pierwszy monument sezonu, jak wiemy został przełożony z powodu pandemii na nieznany jeszcze termin. Dwójka zawodników z Lotto Soudal zdecydowała się zorganizować swój wyścig. O tym pomyśle i jego realizacji opowiedział Thomas De Gendt w wywiadzie dla Cyclingnews.

Zostało to zaplanowane, ponieważ chcieliśmy uczcić tymi 300-kilometrami wyścig  Mediolan-San Remo. Jasper (De Buyst) mieszka niedaleko mnie i był przewidywany w składzie na ten wyścig, więc był w świetnej formie i chciał wyładować swoją frustrację związaną z odwołanymi wyścigami. Odwiedziliśmy, więc kilka miejsc i dużych miast, takich jak Bruksela, Antwerpia i Gandawa. Widzieliśmy duże rynki, które były puste i było naprawdę cicho na drogach. W tym sensie był to idealny czas, aby to zrobić

– wyjaśnił 33-letni zawodnik.

Ze względu na silny porywisty wiatr cały trening trwał 10 godzin.

Zajęło nam to 10 godzin. Mieliśmy na celu osiągnięcie prędkości 30 km/h, ale przez około 120 km był silny, czołowy wiatr. Zajęło to nam dużo czasu, ale na szczęście wiało nam w plecy w ciągu ostatnich trzech godzin

– przyznał trzeci kolarz Giro d’Italia z 2012 roku.

Oczywiście dwójka Belgów, jak wspomina Thomas De Gendt starała się zachować zasady wszelkiej ostrożności.

Wzięliśmy ze sobą żel z alkoholem, więc jak się zatrzymaliśmy to myliśmy ręce przed pójściem do piekarni. Potem myliśmy je ponownie po wyjściu. Wziąłem ze sobą jak najwięcej jedzenia, zanim wyszedłem z domu. Zatrzymaliśmy się tylko raz i zachowaliśmy między sobą 1,5-metrową odległość

– zakończył kolarz ekipy Lotto Soudal.