fot. Deceuninck-Quick Step

Zwycięzca wyścigu 72. edycji Kuurne-Bruksela-Kuurne Kasper Asgreen (Deceuninck-Quick Step) przyznał w wypowiedzi po zakończeniu wyścigu, że na trasie było mu bardzo ciężko, a wysiłek, jaki włożył w swój triumf okazał się wielki – nie dość bowiem, że przypuścił udany atak z peletonu, to jeszcze po drodze zerwał z koła dwóch rywali. 

Asgreen zaatakował 29 kilometrów przed metą i szybko doskoczył do pozostałych na czele uciekinierów dnia – Roya Jansa (Alpecin-Fenix) oraz Borisa Vallée (Bingoal-Wallonie Bruxelles). Na wjeździe na ostatnią rundę, czyli 15 kilometrów przed metą, Asgreen miał na kole już tylko Belga, którego zgubił mniej więcej 5 kilometrów później. Na ostatnich trzech kilometrach miał tylko kilka sekund przewagi, ale pomimo to nie dał się doścignąć peletonowi, który rozegrał finisz o drugie miejsce.

– Było tak bardzo ciężko. Musiałem zgubić kolarza Alpecin, ponieważ miał w peletonie Tima Merliera [mistrza Belgii] i nie dawał zmian. Było to trochę denerwujące, dlatego musiałem się go pozbyć. Wysiłek, jaki w to wszystko włożyłem był bardzo wielki, zatem na ostatnich kilometrach naprawdę wątpiłem, czy uda mi się dowieźć przewagę do linii mety. Następnie nie wiedziałem, jak szybki jest Vallée, więc wolałem zostać sam

– skomentował Kasper Asgreen.

Tym samym Duńczyk wygrał wyścig Kuurne-Bruksela-Kuurne w bardzo podobny sposób jak dwanaście miesięcy wcześniej jego klubowy kolega Bob Jungels. Z tym, że w obliczu zerwania z koła dwóch rywali, a we wcześniejszej fazie wyścigu pracowania na rzecz sprintera Fabio Jakobsena jego sukces nabiera jeszcze większej wartości.

– Rano w autobusie Bob [Jungels] powiedział mi, aby zrobić to tak jak w zeszłym roku. Wiedzieliśmy, że istnieje możliwość ucieczki, ponieważ drogi są bardzo wąskie. Spróbowałem tego. Gdyby nie udało mi się dojechać do mety, mieliśmy Fabio, który miał finiszować

– zakończył Asgreen.

Kasper Asgreen jest drugim Duńczykiem, który wygrał wyścig Kuurne-Bruksela-Kuurne. Poprzednio dokonał tego Rolf Sørensen w 1986 roku.