Fot. Marek Bala / naszosie.pl

Włoski kolarz trapiony w ostatnich latach, różnymi kontuzjami i chorobami liczy na lepszy start w 2020 roku. Będzie to dla niego kluczowy sezon, ponieważ z końcem roku kończy mu się kontrakt z jego obecnym pracodawcą, czyli UAE Team Emirates.

29-letni zawodnik już za tydzień inauguruje swoje starty w 2020 roku w Kolumbii podczas wyścigu Colombia 2.1, na który wybierają się między innymi: Egan Bernal, Richard Carapaz (obaj Team INEOS) oraz Julian Alaphilippe (Deceuninck Quick-Step). W wywiadzie dla włoskiego dziennika La Repubblica Aru opowiedział o swoich przygotowaniach do nadchodzących startów i problemach, które miał w ubiegłym roku.

Nie mogę się doczekać pierwszych startów. Czuje się dobrze, miałem udane treningi w Val di Susa. W ostatnim roku miałem poważne problemy ze zdrowiem. Miałem operację tętnicy biodrowej oraz  zaatakował mnie wirus, który złapałem pod koniec sezonu. Teraz potrzebuję mieć choć odrobinę szczęścia. Mam wiele celów, ale wolę zachować je dla siebie. Mam nadal w sobie ambicję i pasję

– przyznał zwycięzca hiszpańskiej Vuelty z 2015 roku.

Po starcie w Ameryce Południowej Aru powróci do Europy. Ma on ws moich planach start w Tirreno-Adriatico, Liege-Bastogne-Liege oraz Tour de Romandie. Następnie po przerwie na obóz wysokogórski wystartuje w generalnym sprawdzianie przed Tour de France, czyli Critérium du Dauphiné.

Zespół wybrał dla mnie ten program startów, a ja go zaakceptowałem. Póki co Igrzyska Olimpijskie nie są w moim kalendarzu. Mój ewentualny udział będzie zależny od tego jak będę się prezentować. Chciałbym być przydatny dla reprezentacji i jej kapitana Vincenzo Nibaliego

– zakończył kolarz pochodzący z Sardynii.

Miejmy nadzieję, że Fabio Aru w końcu będzie mieć sezon, w którym będzie mógł skupić się na swoich startach, a nie na wizytach u lekarza. Jeśli tak się stanie będzie on wartościowym pomocnikiem dla swojego lidera podczas nadchodzącej “Wielkiej Pętli”, czyli rewelacyjnego Słoweńca Tadeja Pogačara.