Mathieu van der Poel i Tadej Pogačar stoczyli kolejny niesamowity pojedynek – tym razem na trasie Paryż-Roubaix. W tym górą był Holender, który wygrał swój 8. monument w karierze.
Paryż-Roubaix od lat uchodzi za wyścig, który profilowo najmniej pasuje Tadejowi Pogačarowi. Ani jednego podjazdu, za to mnóstwo wątpliwej jakości bruków. Do tej pory miał z nimi do czynienia raz – na etapie Tour de France 2022, gdzie zresztą poradził sobie naprawdę dobrze. „Jak poradzi sobie w takich warunkach?” – to było najczęściej zadawane pytanie, na które odpowiedzieć próbowali w rozmaity sposób niemal wszyscy, na czele z wieloma kolarskimi legendami.

Dobre otwarcie
Philippe Gilbert mówił na przykład, że Pogačarowi bardzo sprzyjałby wiejący w plecy wiatr, który ułatwiłby mu przeprowadzenie samotnej akcji. Na początku wyścigu wiele wskazywało jednak na to, że akurat to się nie wydarzy – wiatr wiał raczej w kierunku wschodu. To oznaczało, że na kluczowych odcinkach trasy kolarze będą musieli sobie radzić z wiatrem bocznym.
W takich warunkach na atak zdecydowali się: Kim Heiduk (Ineos Grenadiers), Oier Lazkano (Red Bull – BORA-Hansgrohe), Markus Hoelgaard (Uno-X), Jonas Rutsch (Intermarche), Max Walker (EF Education–EasyPost), Jelte Krijnsen (Jayco-AlUla), Jasper De Buyst (Lotto Soudal) oraz Rory Townsend (Q36.5).
W przeciwieństwie do ubiegłego roku, tym razem zabrakło w niej Polaka, lecz pierwsza część trasy i tak była dla nich dość udana. Pod nieobecność Kamila Małeckiego – naszego bohatera z poprzedniej edycji, w wyścigu wystartowali tylko dwaj Polacy – Stanisław Aniołkowski (Cofidis) oraz Kamil Gradek (Bahrain-Victorious) i obaj znajdowali się w peletonie na 115 km przed metą, gdy główna grupa była już wyraźnie przerzedzona. Jako pierwszy wypadł z niej Gradek. Polak w pewnym momencie prawdopodobnie złapał gumę, a gdy się zatrzymał, wjechał w niego Colby Simmons.
Przypadek Gradka nie był odosobniony – we wstępnej części wyścigu jak zwykle nie brakowało defektów i kraks. Dotknęły również faworytów – głównie w okolicach 160. kilometra i Troisvilles à Inchy. Najpierw, około kilometr przed tym brukowanym sektorem, doszło do kraksy, w której ucierpiał m.in. Jasper Stuyven, zaś po kilkuset metrach, na asfalcie uślizgnęły się koła rowerów Jaspera Philipsena i Lawrence’a Pithiego, przez co zarówno jeden, jak i drugi wylądowali na ziemi. Z kolei gdy kolarze znaleźli się już na sektorze, defekt roweru przydarzył się Filippo Gannie. Na szczęście, choć gonitwa wymienionych trwała ponad 30 kilometrów, w końcu zakończyła się powodzeniem. W efekcie cała czwórka, wraz ze swoimi nieco mniej znanymi kompanami, znalazła się w peletonie na długo przed wjazdem do Lasku Arenberg.
Pierwsze podrygi zabójczego duetu
Jeszcze przed wjazdem na najsłynniejszym, lecz jeszcze niedecydującym brukowanym sektorze na swój atak zdecydował się pierwszy z faworytów – Mads Pedersen. Duńczyk, który w ostatnich tygodniach wyrósł na najważniejszego rywala dwójki Pogačar-Van der Poel, zaatakował już na Haveluy a Wallers – bezskutecznie. Podobnie bezskuteczny okazał się kolejny atak, choć warto o nim wspomnieć z uwagi na wykonawcę. Był nim bowiem Tadej Pogačar. W ten sposób Słoweniec przeprowadził pierwszy atak w historii swoich startów na Paryż-Roubaix.
Nie ostatni, bo Pogačar na następnych kilometrach wielokrotnie próbował swoich sił, pokazując, że odpowiadają mu nie tylko belgijskie, ale i francuskie bruki. Atakował także w Lasku Arenberg, gdzie jego przyspieszenie wystarczyło wyłącznie do tego, by nieco przerzedzić grupkę, z której w końcu zniknął długo dobrze jadący Aniołkowski.
Zdecydowanie bardziej soczysty okazał się atak Van der Poela, który w drugiej części Lasku Arenberg przejął pałeczkę najaktywniejszego kolarza na trasie. Przez kolejne kilkanaście kilometrów Holender przyspieszał jeszcze wielokrotnie, niekiedy odrywając się nawet od pozostałych kolarzy. Za każdym razem grupa – najczęściej prowadzona przez Pogačara, doganiała go już po kilkunastu sekundach. Była jednak coraz mniejsza i po Wallers à Hélesmes znajdowali się w niej już obok faworyzowanej dwójki Pedersen (Lidl-Trek), Bissegger (Astana XDS) oraz Philipsen (Alpecin-Deceuninck). Piątka szybko odjeżdżała pozostałym i nic nie wskazywało, by ktokolwiek mógł do niej dołączyć. Debiut Pogačara w „Piekle Północy” przebiegał bezboleśnie, nawet jeśli na najmocniejszego kolarza na trasie wyglądał Van der Poel. Decydujące momenty wyścigu miały jednak jeszcze nadejść.
Selekcja naturalna
Kolejny sektor – Tilloy a Sars-et-Rosieres Mathieu van der Poel rozpoczął delikatnie za pozostałymi uczestnikami odjazdu. Szybko okazało się, że mógł popełnić błąd, ponieważ już na samym jego początku zaatakował Tadej Pogačar. Słoweniec błyskawicznie oderwał się od Bisseggera, Pedersena oraz Philipsena i zaczął tworzyć sporą lukę na czele. Tyle że raz jeszcze okazało się, jak dobrym kolarzem jest na brukach Mathieu van der Poel. Holender momentalnie wyprzedził Szwajcara, Duńczyka oraz Belga, a potem bez najmniejszego problemu dołączył do Pogačara.
Jego sytuacja z dobrej zamieniła się w jeszcze lepszą. Brukowany sektor się zakończył i okazało się, że Pedersen, który złapał defekt, oraz Bissegger, i tak jadący zaskakująco dobre zawody, nie będą w stanie wrócić do czołówki. Piątka zamieniła się w trójkę, a w jej składzie obok Pogačara jechali już tylko Holender oraz jego zespołowy kolega. A o tym, że poprzedni atak Słoweńca wcale nie zrobił na nim wrażenia, można było najlepiej przekonać się już na następnym brukowanym sektorze, który Van der Poel znów rozpoczął kilka metrów za Philipsenem i Pogačarem.
Holender miał wszystko pod kontrolą. Współpraca układała się całkiem dobrze, choć jadący osamotniony Pogačar siłą rzeczy dawał krótsze zmiany niż dwójka z Alpecin–Deceuninck. Trójka nie musiała się wcale przejmować tym co działo się za jej plecami, choć działo się całkiem dużo. Na atak z tyłu zdecydował się Mads Pedersen, pomstujący na pecha, który spotkał go kilkanaście kilometrów wcześniej. Za nim pojechali m.in. niedawny kolega z ucieczki – Bissegger oraz czujący się coraz lepiej Wout van Aert. Problem utworzonej w ten sposób siódemki* polegał jednak na tym, że przewaga czołówki wynosiła już 1:20, więc szanse na jej dogonienie były niemal zerowe.
*Pełny skład grupki to: Mads Pedersen, Florian Vermeersch, Matthew Brennan, Wout van Aert, Stefan Bissegger, Markus Hoelgaard i Jonas Rutsch.
Koniec psot
Sytuacja Mathieu van der Poela nieco pogorszyła się na około 40 kilometrów przed metą, na Mons en Pavele. Na drugim z pięciogwiazdkowych sektorów dwóch najmocniejszych klasykowców na świecie znów zaczęło się kąsać. Najpierw zaatakował Pogačar, potem odpowiedział mu Van der Poel, którego znów skontrował Słoweniec. Gdy biją się wielcy, cierpią maluczcy – ta zasada sprawdziła się tutaj po raz kolejny, bo z tyłu został Jasper Philipsen. Belg stracił na tyle dużo, że Mathieu van der Poel nie planował na niego czekać i dość szybko zaczął wychodzić na zmiany Pogačarowi.
I gdy wydawało się, że sytuacja zaczyna się wyrównywać, na sektorze Pont-Thibault a Ennevelin Pogačar źle wszedł w jeden z zakrętów i upadł. Mało brakowało, by pociągnął za sobą również Mathieu van der Poela, lecz Holender, choć otarł się o bandy reklamowe, pojechał dalej. Miał 20 sekund przewagi, których nie mógł już roztrwonić. Pogačar rzucił się wprawdzie do wściekłej pogoni i już po kilku kilometrach odrobił blisko połowę strat, jednak w końcu opadł z sił i stopniowo zaczął tracić kolejne sekundy.
Errore incredibile per Tadej Pogacar😱
Lo sloveno sbaglia la frenata e finisce in terra a 35km dall’arrivo👀#EurosportCICLISMO #Ciclismo #Pogacar #ParisRoubaix pic.twitter.com/6A1kEWtKEA
— Eurosport IT (@Eurosport_IT) April 13, 2025
Mimo wszystko, postawa Słoweńca była godna podziwu. Choć na 20 km przed metą musiał jeszcze wymienić rower, zacisnął zęby i utrzymał drugie miejsce. Nie dał się trzyosobowej grupce złożonej z Madsa Pedersena, Wouta van Aerta i wiozącego się na ich kole z powodów taktycznych Floriana Vermeerscha. Do mety dojechał minutę za Mathieu van der Poelem. Holender, który na 15 kilometrów przed metą też musiał wymieniać rower, wygrał swoje trzecie Paryż-Roubaix z olbrzymią przewagą. Do rekordzistów – Rogera De Vlaemincka i Toma Boonena brakuje mu już tylko jednego triumfu, jednak po wydarzeniach z tej edycji można spodziewać się, że o kolejne zwycięstwa będzie mu trudniej niż do tej pory.
Za plecami Mathieu van der Poela i Tadeja Pogačara obejrzeliśmy finisz o 3. miejsce, który wygrał Mads Pedersen. Kolejne miejsca zajęli Wout van Aert i Florian Vermeersch. Stanisław Aniołkowski poprawił o jedną pozycję swój rekord życiowy w Piekle Północy kończąc zmagania na 45. pozycji.
Wyniki Paryż-Roubaix 2025:
Results powered by FirstCycling.com










Czyli gdyby nie najlepszy klasykowiec wszech czasów, czyli Mathieu van der Poel, to Pogacar miałby swoje zwycięstwo w debiucie. Ale generalnie to chyba każdy przewidział pierwszą trójkę. Nie tylko Baranowski.
MvDP is Boss!! Szkoda wywrotki Pogacara no ale cóż. Znalazł się też rider którego Pogacar nie mógł sobie od tak dogonić.
Oby tego co rzucił w van der poela bidonem złapali i przykładnie ukarali. To jest nie do pomyślenia takie zachowanie
Kolejny raz się powtórzę, Pogacar gdy ma konkurencję i presję to popełnia błędy, małe ale znaczące. Było tak na Strade i MSR, wcześniej 2022 tdf. Ale. Wynik I tak piękny, chociaż gdyby lepiej się tam zawzieli z tyłu yo by go dogonili.
Drugi zawodnik w 21 wieku z podium na wszystkich monumentach. Ciekawe czy vdp spróbuje tej lombardi.
@Piotr. Zgadzam się z tobą. Przy jeździe po tym bruku takie zachowanie to kryminał. Może jego kupon w tym momencie przegrywał duże pieniądze, dlatego nie wytrzymał. Tak poza tym, bardzo podoba mi się ten szacunek MVDP do Pogacara i na odwrót. Widać, że ci Panowie zdają sobie sprawę z kim mają do czynienia.
Jednak mam niesmak po tym zwycięstwie MvDP. Gość miał dziś szansę zapisać się w historii kolarstwa nie tylko osiągnięciami (bo tam już od dawna jest) ale również sportowym zachowaniem. Nie skorzystał – jego sprawa, choć moim zdaniem popełnił duży błąd.
@Piotr Proponuję publiczne ukamienowanie kostkami brukowymi… Nie chce być źle zrozumiany – gość powinien ponieść odpowiedzialność na podstawie obowiązujących przepisów ale nie lubię takiego gadania o „przykładnym ukaraniu”.
@Ricky
XD
Pogaczar powinien poczekać na Pedersena, który złapał kapcia bez swojej winy, w przeciwieństwie do Tadzia, który popełnił niewymuszony błąd. Miałby szanse zapisać się w historii kolarstwa nie tylko osiągnięciami (bo tam już od dawna jest) ale również sportowym zachowaniem. Nie skorzystał – jego sprawa, choć moim zdaniem popełnił duży błąd.
Widać mistrzowską technikę wyniesioną z przelajów i doświadczenie na brukach po zachowaniu w tamtym kluczowym zakręcie. Brawo Mathieu!
@Ricky
To nie etap TdF i czekanie na żółtą koszulkę lidera po przytrafieniu się pecha.
Pogi wszedł zbyt szybko, źle w zakręt. Jest ryzyko są i konsekwencje. Technika to ważny aspekt tego wyścigu.
Dobra dobra, zachowajcie może te truizmy dla siebie. Najwyraźniej nie zrozumieliście o co mi chodziło (ew. ja to niejasno napisałem) – trudno, bez urazy ale nie chce mi się już rozwodzić na ten temat.
Podrzucę tylko takie coś, bo może ktoś już zapomniał: https://naszosie.pl/2025/03/29/mathieu-van-der-poel-zachowanie-innych-druzyn-bylo-niesportowe/
Dokładnie, to nie jest tour, tylko monument, tu mógłby poczekać jakby sam go przewrócił. Sam Tadej przyznał się do błędu i koniec tematu.
Tadej popełnił błąd, ale nawet gdyby tego nie zrobił podejrzewam, że MvdP skutecznie zaatakował by na Carrefourze. Miał dziś lepsze nogi.
Swoją drogą, organizatorzy powinni coś zrobić z parkowaniem motocykli i rowerów w takich miejscach. Uderzenie w motocykl mogło się skończyć gorzej.
Ricky, skoncz wasc wstydu oszczedz. Widac ze jestes uprzedzony do mvdp i tyle
Czy to było niesportowe? Nie. To Paris-Roubaix. Na tym polega ten wyścig. Kto łapie kapcia odpada. Kto się przewraca odpada. Kto za szybko wchodzi w zakręt odpada. To elementy tego wyścigu. Gdyby Mathieu wypadł z trasy, to Tadek też by pognał…
To nie jeden z alpejskich etapów z 3-tygodniowym TdF, gdzie na zjeździe można bawić się w grę fair play.
To monument po brukach gdzie każdy zakręt waży o wygranej… 😁
Tadej to wie. Mathieu to wie. A Ricky tego nie wie…
Mimo wszystko, nie porównywałbym tych sytuacji. Tam, przynajmniej zdaniem Van der Poela, ekipy zareagowały przyspieszeniem na jego upadek, tu Mathieu van der Poel po prostu pojechał dalej, tyle że bez Pogačara. Poza tym, rzadko zdarza się upadek, do którego pech przyczynił się w tak niewielkim stopniu jak tu. Słoweniec po prostu zapłacił za swój błąd – za szybko wszedł w zakręt. Podjął ryzyko, które się nie opłaciło i tyle.
Z pierwszą myślą (a raczej z jedną z jej możliwych interpretacji) się jednak zgadzam, Mathieu van der Poel mógł poczekać na Pogačara. To byłby naprawdę piękny gest, a można spodziewać się tego, że i tak by Słoweńca pokonał. Zdecydowanie większa byłaby szansa na to, że na tym ruchu zyskał wizerunkowo niż sportowo stracił. Tyle tylko że nie sądzę, że kibice chcieliby tego, by decyzja o wykonywaniu tego typu gestów była wynikiem podobnych kalkulacji. Poprzestańmy zatem na tym, że Holender zrobił po prostu to, co na jego miejscu zrobiłby niemal każdy kolarz na świecie, włącznie z samym Pogačarem, który zajął zasłużone 2. miejsce.
Ps. Proszę nie przywoływać przykładu Toma Pidcocka z ostatniego Strade Bianche. Brytyjczyk czekał na Pogačara, bo musiał. Prawdopodobnie wiedział, że raczej nie będzie na tyle mocny by dojechać samotnie do mety i nie opłacało mu się tracić sił na próbę ucieczki przed Pogačarem
Mado pluł na kibiców więc karma wróciła o wracać będzie nie raz. Gdyby nie wywrotka, Pogacar wygrał by w debiucie.
dobrze się to oglądało….wygrał moim zdaniem lepszy , zresztą pewnie w takiej kolejności skończyłoby się to na velodromie. MvdP jest wielki bo 3 raz ogolil Piekło, Tadej jest wielki pokazał, że to najbardziej wszechstronny kolarz w peletonie, 2 miejsce w debiucie, wybitnego górala, grantourowca. Bawi się kolarstwem, smakuje, to się ceni i szanuje…
@Ricky ma racje, VdP powinien był poczekać na „ofermę” przez którą omal nie wylądował na ziemi i przez którą mógł przegrać wyścig.
Ot logika.
Marcraft,najlepszy klasykowiec wszechczasów? A wiesz że jezdził kiedyś taki kolarz który nazywał się Eddy Mercx który wygrał bagatela 19 monumentów,na ale holender z 8 zwycięstwami jest tym nsjlepszym,trochę cię wyobražnis poniosła
Hehe pluł na kibiców, no zdarzyło się po tym jak go oblewali piwem czy tam moczem z kubka, tak wiec ochłoń chłopie
Redaktor Bartek Kozyra słusznie odczytał intencje mojego wpisu (dziękuję) i opisał je lepiej niż pewnie ja bym to zrobił, tak więc możecie sobie przeczytać o co mi chodziło. Dlatego uważam, że błędem było niewykorzystanie szansy, która mu się „trafiła”, ale rzeczywiście nie ma sensu się dalej rozwodzić nad tym tematem, bo co się stało, to się stało i tyle. Osobiście nigdy nie byłem wielkim fanem Tadeja, bo nie zwyczajnie nie potrafię uwierzyć, że człowiek może tak jeździć na takim poziomie bez jakiegokolwiek „wspomagania” (nawet jeżeli na dzień dzisiejszy nie jest ono zakazane i nie mam żadnych dowodów), więc mnie to ani grzeje ani ziębi.
@piter Proponuję, żebyś na przyszłość sam sobie oszczędził wstydu i nie używał tego słynnego cytatu w nieprawidłowym kontekście. Mała pomoc: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%84cz_wa%C5%9B%C4%87,_wstydu_oszcz%C4%99d%C5%BA