fot. Strade Bianche

Już w najbliższą niedzielę Tadej Pogačar stanie na starcie Paryż-Roubaix. W jego szanse na zwycięstwo w debiutanckim “Piekle Północy” wierzy Philippe Gilbert.

Belg to kolarz, który w trakcie swojej kariery wygrał cztery z pięć monumentów, a ostatnie ze zwycięstw wywalczył właśnie podczas Paryż-Roubaix. Dokonał tego w 2019 roku, gdy miał już 36 lat i do dziś jest jednym z najstarszych triumfatorów tego wyścigu w historii. Jednocześnie dokonał tego już w swoim… trzecim starcie – Wcześniej nie startowałem tym wyścigu, ponieważ trochę obawiałem się ryzyka, które się z nim wiąże. Bardzo łatwo tam o kraksę – wspominał tydzień temu podczas rozmowy z Naszosie.pl.

Można powiedzieć, że tymi słowami Belg pośrednio przyznaje rację szefostwu UAE Team Emirates, które długi czas odradzało Pogačarowi start w „Piekle Północy”. Ostatecznie Słoweniec postawił jednak na swoim i dziś wiadomo już, że na kilka miesięcy przed Tour de France podejmie on to ryzyko. Jako że do tej pory nie miał przyjemności mierzyć się z trasą tego niepowtarzalnego wyścigu, opinie dotyczące jego szans są na wygraną są podzielone. Jedni – jak Niki Terpstra, podchodzą do jego szans bardzo sceptycznie, za to inni, np. Bernard Hinault, wierzą w to, że może wygrać już w debiucie. Gilbert zdecydowanie zalicza się do tego drugiego grona, zupełnie nie przejmując się tym, że tradycyjnie mówi się o Paryż-Roubaix jako wyścigu, który premiuje kolarzy bardziej doświadczonych.

– Nie uważam, że aby wygrać „Piekło Północy”, potrzeba dużo więcej doświadczenia niż w przypadku innych wyścigów. Młody kolarz również może skupić się na tym wyścigu i szybko zacząć w nim wygrywać. Nie lubię tych stereotypów, które mówią, że jedne wyścigi zarezerwowane są dla starszych – inne dla młodszych zawodników. Ważniejsze jest nastawienie – jeśli szczególnie mocno celujesz w jakiś konkretny wyścig, możesz go wygrać niezależnie od tego ile masz lat. Dlatego uważam, że wiek i mniejsze doświadczenie nie powinno być dla Tadeja Pogačara szczególnie dużym problemem. 

– Poza tym, on jest dobry właściwie w każdym terenie. Wielkie toury, klasyki, a nawet czasówki – on zawsze jest faworytem i tak samo będzie w Paryż-Roubaix. Jego zespół bardzo mocno przygotowuje się do startu w tym wyścigu, on sam też przejeżdżał tę trasę podczas rekonesansów. Poradzi sobie.

– mówi Naszosie.pl Gilbert, który jednak do szans Pogačara na zwycięstwo stara się podchodzić bardzo realistycznie. – To nie jest Ronde van Vlaanderen, które właściwie wyklucza cięższych zawodników z uwagi na liczne pagórki. Tu waga może być atutem. – zauważa Belg. A choć Pogačar jest kolarzem całkiem dobrze zbudowanym jak na górala,  jego 66 kg to wyraźnie mniej niż 78 kg Wouta van Aerta albo 75 kg Jaspera Philipsena oraz Mathieu van der Poela. W tej sytuacji były kolarz Lotto, Quick Stepu oraz BMC przekonuje, że ważną rolę w kontekście występu Słoweńca może odegrać… wiatr.

– Paryż-Roubaix jest płaskim wyścigiem i o przeprowadzenie skutecznego ataku jest zdecydowanie trudniej, więc trudno będzie mu wygrać, jeśli nie będzie sprzyjał mu wiatr. Jeśli będzie wiało w twarz, będzie mu bardzo trudno oderwać się od Mathieu van der Poela i spółki, ale jeśli powieje w plecy… może okazać się niedościgniony. Wtedy łatwiej jest zaatakować, a potem utrzymać się przed pogonią.

Następny cel? Mediolan-San Remo

Ewentualne zwycięstwo Tadeja Pogačara oznaczałoby, że dogoni on Philippe’a Gilberta w liczbie różnych monumentów, które udało mu się wygrać (a podobnie jak on ma już w dorobku także mistrzostwo świata). Wtedy do wygrania pozostawałoby mu już tylko Mediolan-San Remo. A akurat Philippe Gilbert doskonale wie, jak trudna do wygrania jest tamta impreza. Od 2004 do 2022 roku tylko raz, w 2016 odpuścił sobie start, co oznacza, że wystartował w niej 18 razy – tyle samo razy co w mistrzostwach Belgii i więcej niż w jakimkolwiek innym wyścigu. Dwa razy był na podium, cztery razy w pierwszej dziesiątce, ale nigdy nie udało mu się go wygrać. Belg nie wyklucza, że podobny los może spotkać Tadeja Pogačara.

– Oczywiście wciąż jest relatywnie młodym zawodnikiem, ale z drugiej strony, próbował już naprawdę wiele razy. Mam nadzieję, że kiedyś rzeczywiście uda mu się ta sztuka, ale nie zdziwiłbym się, gdyby właśnie to był ten wyścig, w którym najtrudniej będzie mu zatriumfować. Tak czy inaczej, fajnie jest oglądać jak próbuje – dzięki temu wyścigi są jeszcze ciekawsze 

– mówi.

Szanse Pogačara znacznie ogranicza fakt, że musi rywalizować z Mathieu van der Poelem. W ostatnich trzech latach 30-latek dwa razy wygrał tę imprezę, a raz doprowadził do zwycięstwa swojego zespołowego kolegi – Jaspera Philipsena. Zdaniem Gilberta, to właśnie Holender jest stworzony do wygrywania “Primavery”.

– Mediolan-San Remo to wyścig, który bardzo trudno wygrać, nawet gdy jesteś w świetnej formie. Jest bardzo długi, a na trasie jest jeszcze więcej rywali niż zazwyczaj, ponieważ wielu kolarzy ma jakieś cechy, które pozwalają im liczyć na zaistnienie w tym wyścigu. Dlatego z reguły nie wiadomo kto wygra, choć… pewnym wyjątkiem jest tutaj Mathieu van der Poel. On ma w tym wyścigu ogromną przewagę nad rywalami – właściwie jest stworzony do wygrywania na tej trasie. Jest zdecydowanie lepszym sprinterem, niż byłem ja – jest ekstremalnie szybki, a do tego świetnie radzi sobie na podjazdach… Gdy jest w szczytowej formie, rywale nie mają z nim szans.

– zakończył.

Materiał powstał dzięki współpracy z EKOI. 

 

Poprzedni artykułItzulia Basque Country 2025: João Almeida przypieczętował triumf w baskijskiej etapówce
Następny artykułDimitri Claeys: „Nie możemy chować się za pechem”
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Ricky
Ricky

Tadej nie wygra, to nie jest wyścig dla niego i tyle. Najwyżej wejdę tu wieczorem i odszczekam. Wszyscy się nad tym rozwodzą jakby jego ew. wygrana i sam udział (tak jakby w peletonie nie było innych kolarzy, którzy też mają swoje aspiracje) były ważniejsze od samego wyścigu…