fot. Vuelta a San Juan

Miguel Eduardo Florez był głównym bohaterem wczorajszego etapu Vuelta a San Juan. Na piątym odcinku największego wyścigu w Argentynie Kolumbijczyk sięgnął po swoje pierwsze zwycięstwo w imprezie tej rangi.

Zawodnik, który rok temu trafił pod skrzydła Gianniego Savio, znanego ze znakomitego wychowywania młodych zawodników, zwycięstwo zapewnił sobie solowym atakiem przeprowadzonym na około kilometr przed metą. To jego zdecydowanie największy sukces w karierze – wcześniej wygrywał etapy jedynie znacznie słabiej obsadzone wyścigów takich jak Vuelta al Tachira czy Vuelta a Portugal de Futuro.

Niewiele brakowało, by do tego sukcesu w ogóle nie doszło. Wszystko dlatego, że gdy peleton podzielił się na wiatrach, Florez został za czołówką razem z m.in Oscarem Sevillą i Remco Evenepoel – dwoma z trzech najlepszych kolarzy wyścigu. Na szczęście dzięki solidnej współpracy ich grupka dołączyła do peletoniku, choć początkowo nawet sam zainteresowany nie do końca wierzył w taką możliwość

Kiedy zostałem z tyłu razem z Evenepoelem i Sevillą, myślałem, że to koniec moich marzeń na ugranie tutaj czegokolwiek. Jakimś cudem dojechaliśmy jednak do czołówki, a wtedy postanowiłem podążać za Guillaume Martinem. Trzymałem się jego koła aż do momentu, w którym zaatakowałem. To niesamowite, ale wszystko ułożyło się po mojej myśli. Jestem w świetnej formie i mam nadzieję, że utrzymam ją jak najdłużej

– powiedział podczas konferencji prasowej po wyścigu.

Dzięki zwycięstwu 23-latek wskoczył na piąte miejsce w klasyfikacji generalnej, którego prawdopodobnie nie straci już do końca wyścigu, ponieważ kolejne dwa etapy, powinny bardziej odpowiadać sprinterom. Jego kolejnym celem będzie Colombia Tour – wyścig jeszcze lepiej obsadzony niż Vuelta a San Juan.

Jednak jego zdecydowanym priorytetem będzie udany start w Giro d’Italia, gdzie będzie chciał łapać się w ucieczki. Czy powtórzy tam wczorajszy wyczyn? Z pewnością będzie o to bardzo trudno, ale przecież wczoraj Kolumbijczyk przekonał się na własnej skórze, że niemożliwe nie istnieje. 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments