fot. CCC Team / Getty Images

Na ostatnim etapie Santos Tour Down Under, który kończył się podjazdem na Willunga Hill, Joey Rosskopf obronił koszulkę najlepszego górala, a Simon Geschke awansował na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej.

Rosskopf do ostatniego etapu wyścigu przystępował jako lider klasyfikacji górskiej. Miał on 9 punktów przewagi nad Richie Portem. Aby obronić koszulkę, Amerykanin musiał znaleźć się w ucieczce i wygrać premię górską usytuowaną na pierwszym przejeździe na Willunga Hill.

Ucieczka zawiązała się bardzo szybko – od peletonu odjechała spora grupa licząca 26 zawodników. Wśród nich był Joey Rosskopf. Harcownicy szybko osiągnęli przewagę wynoszącą 4,5 minuty, która utrzymywała się przez pierwsze 100 km etapu. U podnóża Willunga Hill Rosskopf przesunął się na czoło ucieczki i w swoim tempie wspinał się na szczyt. Grupa podzieliła się na podjeździe, a Amerykanin wygrał premię górską i zgarnął 16 pkt., co zapewniło mu wygraną w klasyfikacji górskiej.

W tym samym czasie, w grupie zasadniczej trwała rywalizacja kolarzy walczących w klasyfikacji generalnej. Niecałe dwie minuty przed peletonem jechała zredukowana ucieczka, gdzie utrzymywał się Rosskopf. Amerykanin, którego starta do lidera w generalce wynosiła 58 sekund, przez pewien czas był nawet wirtualnym liderem wyścigu.Podczas finałowej wspinaczki było mnóstwo ataków, przewaga zredukowanej ucieczki malała, a Rosskopf został doścignięty przez główną grupę w połowie podjazdu.

Na około kilometr przed metą zaatakował Richie Porte (Trek-Segafredo). Większość kolarzy walczących o generalkę nie była w stanie opowiedzieć na jego ruch. Simon Geschke jechał swoim tempem, co okazało się kluczem do sukcesu. Niemiec na ostatnim kilometrze wyprzedził wielu zawodników, a linię mety przekroczył jako siódmy. Finalnie – przeskoczył w klasyfikacji generalnej na trzecie miejsce, osiągając tym samym najlepszy wynik w karierze.

Rywalizacja o wygraną etapową toczyła się między Portem a Matthew Holmesem (Lotto Soudal), zawodnikiem, który jako jedyny pozostał z ucieczki dnia i który był w stanie utrzymać koło Richiego Porta. Finalnie, to Holmes przekroczył linię mety jako pierwszy, Tasmańczyk z kolei zapewnił sobie drugie miejsce na etapie i przypieczętował wygraną w klasyfikacji generalnej.

PO ETAPIE POWIEDZIELI:

JOEY ROSSKOPF:

Zdobycie tej koszulki wymagało wiele pracy, spędziłem kilka dni w ucieczce. Wyznaczyłem sobie cel, którego realizację rozpocząłem od pierwszego dnia wyścigu. Ta koszulka to wspaniała nagroda. Na początku etapu nie byliśmy pewni co się wydarzy. Mógł powtórzyć się scenariusz z wczoraj, kiedy kolarze walczący o generalkę narzucili mocne tempo na podjeździe i jeden z nich zgranął punkty z premii górskiej. Dlatego, gdy udało się odjechać tak wielu silnym zawodnikom, pomyślałem, że to idealny scenariusz. Jestem przekonany,
że w peletonie było sporo dyskusji dotyczących tego, kto ma wziąć na siebie ciężar pościgu, bo dogonienie tak licznej grupy wymagało sporo poświęcenia. Tak, jak mówiłem – dla nas był to idealny scenariusz, aby właśnie w takim układzie dojechać do pierwszego podjazdu.

Na pierwszym spotkaniu ekipy, kiedy okazało się, że Paddy Bevin nie pojedzie w wyścigu, zaczęliśmy zastanawiać się nad tym, co moglibyśmy tu ugrać. Wcześniej, naszym głównym celem była walka o generalkę z Paddy’m. W ubiegłym roku bardzo dobrze mu szło, przez kilka dni był liderem, a my pomagaliśmy mu bronić tej przewagi. Taki był nasz główny cel również i na ten rok. Musieliśmy jednak wyznaczyć sobie inne, a koszulka dla najlepszego górala była w naszym zasięgu. Przede wszystkim dlatego, że trasa tego wyścigu daje sporo
możliwości ucieczkom, była więc szansa, że koszulka trafi w ręce harcownika, a nie typowego górala. Szansę mógł mieć każdy kto w dwóch pierwszych dniach znalazłby się w odjeździe. Lubię tego typu wyzwania, ale po kilku dniach takiej jazdy, zwłaszcza na początku sezonu, kiedy był to mój pierwszy wyścig etapowy, zacząłem się zastanawiać, czy jestem zawodnikiem, który będzie w stanie jechać tak każdego dnia. Nigdy nie wiadomo, jak organizm zareaguje w styczniu.

SIMON GESCHKE:

Przyjechałem tu z myślą o roli pomocnika, a nagle okazało się, że to ja przejąłem rolę zawodnika walczącego w generalce. Po wspinaczce na Paracombe byłem siódmy i to już był wynik, którego się nie spodziewałem. Miałem wtedy bardzo dobry dzień, dobrze mi się jechało, ale to, że finalnie zająłem trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej jest sporą niespodzianką. Przed ostatnim etapem byliśmy trochę niepokojni, ponieważ Joey nie był pewien wygranej w klasyfikacji górskiej. Była szansa na to, że mogliśmy stracić zarówno koszulkę najlepszego górala, jak i moje miejsce w top-10. Na szczęście, finalnie, okazało się, że możemy być zadowoleni z naszego występu. Cały wyścig pojechaliśmy drużynowo.
Joey był w ucieczkach praktycznie codziennie, więc bardzo cieszę się, że został najlepszym góralem. Zasłużył na tę koszulkę. Jeśli chodzi o mnie, to jestem zadowolony, że właśnie tak zacząłem ten sezon. Ubiegłoroczne ściganie rozpocząłem od kraksy, a w tym roku osiągnąłem najlepszy wynik na worldtourowym wyścigu etapowym w swojej karierze.

JACKSON STEWART, DYREKTOR SPORTOWY:

Możemy być naprawdę bardzo zadowoleni z tego, co udało nam się osiągnąć w tym tygodniu. Kiedy straciliśmy Paddy’ego Bevina, musieliśmy na nowo zdefiniować nasze cele na ten wyścig, a to nigdy nie jest łatwe. Uznaliśmy, że w naszym zasięgu jest zdobycie
koszulki najlepszego górala i miejsce w top-10 Simona Geschke. Ekipa świetnie pracowała, Joey mocno walczył o punkty w klasyfikacji górskiej, zdecydowanie zasłużył na tę koszulkę. Simon dobrze prezentował się po Paracombe, ale to jak pojechał dziś było imponujące. Pierwszy wyścig worldtourowy kończymy miejscem na podium w klasyfikacji generalnej i to nas bardzo cieszy.