fot. Giro d'Italia/Twitter

Wczoraj poznaliśmy ostatnie zaproszone ekipy, które otrzymały “dziką kartę” na start w Corsa Rosa. Są wśród z nich jedynie trzy włoskie drużyny prokontynentalne, które od pewnego czasu przechodzą znaczący kryzys.

Dyrektor włoskiego Giro Mauro Vegni w wywiadzie dla La Gazzetta dello Sport zwraca uwagę na problemy jakie trapią włoskie drużyny drugiej dywizji, czyli Androni Giocattoli-Sidermec, Bardiani-CSF-Faizanè oraz Vini Zabù-KTM.

Giro d’ Italia od zawsze wspiera włoskie zespoły i staram się robić co mogę, lecz na skutek reform mam coraz mniejsze pole manewru. Moim celem była pomoc tym zespołom, ale mówię teraz jasno, że w przyszłości bycie drużyną z Włoch nie będzie wystarczające, aby dostać zaproszenie na nasz wyścig. Chciałbym, aby te ekipy zwróciły uwagę jak inne zespoły zagraniczne budują swój skład oraz jaką uwagę przywiązują do struktury zespołu i planowania. Nie będzie już wystarczające pochodzenie drużyny z Włoch, aby otrzymać zaproszenie, także na inne zagraniczne wyścigi

– przyznał ostro Vegni.

Po zmianie przepisów najlepsza drużyna na poziomie prokontynentalnym poprzedniego sezonu ma prawo startu we wszystkich wyścigach na poziomie World Tour, w tym w Grand Tourach. Z tego prawa zrezygnowała francuska drużyna Total Direct Energie. Znamienne słowa Mauro Vegniego powinny być wstrząsem i ostatecznym ostrzeżeniem dla włoskiego kolarstwa. Z pewnością na start w tak prestiżowym wyścigu celuje wiele ekip drugiej dywizji, jednak do tej pory pierwszeństwo miały głównie drużyny z Półwyspu Apenińskiego. Miejmy nadzieję, że apel dyrektora Giro d’ Italia zaprocentuje. Jeśli nie to w niedalekiej przyszłości możemy się niestety doczekać “Różowego Wyścigu” bez włoskiego zespołu w peletonie.