fot. Deceuninck-Quick Step

W ostatnim czasie poznaliśmy plany startowe wielu kolarzy. Wczoraj dołączył do nich Elia Viviani. Jego kalendarz startów ujawnił w rozmowie ze Spaziociclismo dyrektor sportowy Cofidisu – Roberto Damiani.

Dla Vivianiego kolejny sezon będzie pierwszym w barwach francuskiej ekipy. Jednak zmiana zespołu wcale nie będzie oznaczała olbrzymich zmian w jego planie startowym – będzie on wyglądał prawie identycznie do tego z minionego sezonu – może poza tym, że w maju zrobi sobie przerwę, którą wykorzysta, by przygotować się do startu w omnium podczas igrzysk olimpijskich.

Pierwszym głównym celem Vivianiego będzie Mediolan-San Remo. Tour Down Under i Tour of Oman mają jedynie przygotować go do tego wyścigu. Później Elia pojedzie w Tirreno-Adriatico i kilku północnych klasykach – jednym z nich będzie Gandawa-Wevelgem. Po tym wyścigu na pewno odpuści Ronde van Vlaanderen i Paryż-Roubaix. Po ostatnim z klasyków zrobi sobie chwilę przerwy, by w pełni skupić się na torze. Wróci dopiero na Tour de Suisse, gdzie będzie przygotowywać się do Tour de France. To rok olimpijski, więc nie zamierzamy go specjalnie obciążać. Mimo to wierzymy, że zagwarantuje nam wspaniałe wyniki

 

– mówił Damiani włoskim dziennikarzom.

 

Później dodał, że choć Viviani jest zdecydowanie największą gwiazdą ekipy, to wcale nie oznacza to, że pozostali zawodnicy nie dostaną swoich szans w czasie Wielkiej Pętli. Oczywiście nie odbędzie się to kosztem włoskiego sprintera, który dostanie swój pociąg, który pomoże mu rywalizować ze sprinterami pokroju Sagana i Gronewegena.

 

Mało jest drużyn stawiających na zaledwie jednego lidera – nie będziemy tu wyjątkiem. Chcemy dawać z siebie wszystko na każdym z etapów. Zależy nam na zwycięstwie etapowym, więc oczywiście zrobimy co w naszej mocy, by jak najlepiej go rozprowadzić, jednak będziemy stawiać również na Guillaume Martina, który ma powalczyć w klasyfikacji generalnej. Zresztą inni kolarze też dostaną szansę – to konieczne, ponieważ chcemy być widoczni na wszystkich etapach.

 

Zobaczymy jak Włoch poradzi sobie w takim układzie, ale raczej nie ma powodów do obaw. W końcu podobnie było w ostatnich dwóch wielkich tourach z udziałem Vivianiego (Tour 2019 i Vuelta 2018), a mimo to wygrał na tych wyścigach łącznie cztery etapy.