Gdy nie jechał w ucieczce, by spróbować zawalczyć o etapowe zwycięstwo, to okupował ogon peletonu. Znajdując się w najwyższej formie, jego obecność w odjeździe niemal gwarantowała, że na kresce uniesie ręce w geście triumfu. Wywiadów udzielał z akcentem Scouse, obecnym w hrabstwie w Merseyside, którego wielu (zwłaszcza na początku kariery) nie mogło zrozumieć. Był charyzmatyczny i chodził własnymi ścieżkami. Na kolarską emeryturę przeszedł Steve Cummings.  

Co prawda Cummings ma już trzydzieści osiem wiosen na karku i w ostatnim czasie zmagał się pasmem pecha, ale pomimo to nie miał jeszcze ochoty kończyć barwnej i dość nietypowej kolarskiej kariery. Kolarz z Birkenhead posiada w swoim dorobku między innymi dwa etapowe zwycięstwa w Tour de France, srebro olimpijskie wywalczone na torze i tytuł mistrza świata (także na welodromie).

– Drużyny nie były mną zainteresowane. Może obawiały się, że forma 38-latka osłabnie, co rzeczywiście jest nieuniknione. Ale ja mógłbym ścigać się do sześćdziesiątego roku życia!

– pół żartem, pół serio powiedział Cummings tygodnikowi “Cycling Weekly”.

Trzy złote lata Cummingsa to sezony 2015, 2016 i 2017. W 2015 roku, gdy ścigał się w barwach prokontynentalnej drużyny z Republiki Południowej Afryki MTN-Qhubeka (obecnie Dimension Data), wygrał etap Touru z metą w Mende, pokonując faworytów gospodarzy – Romaina Bardeta i Thibaut Pinot. Smaczku temu zwycięstwu dodał fakt, że Anglik dokonał tego dniu Nelsona Mandeli, co dla afrykańskiego zespołu było niezwykle istotne, zwłaszcza, że debiutował wówczas w Wielkiej Pętli z przesłaniem pomagania mieszkańcom Czarnego Lądu.

– Tak, 2015, 2016 i 2017 rok to były moje najlepsze lata. Czułem się świetnie. Tour 2016 zaczynałem z myślą, że mogę wygrać etap

– powiedział Cummings.

“Stevo” – jak mawiali na niego koledzy w peletonie – słynął z dwóch rzeczy. Po pierwsze, z odnoszenia zwycięstw po samotnych ucieczkach w stylu Thomasa De Gendta z Lotto-Soudal, a po drugie, z jazdy w ogonie peletonu. Gdy w 2008 roku podpisał dwuletni kontrakt z drużyną Barloworld, zirytował tym stylem jazdy dyrektora sportowego Alberto Volpiego. Pomimo że ten próbował przywołać go do porządku, Cummings był przekonany, że wie co robi. Najlepszej odpowiedzi, jakiej mógł udzielić było zwycięstwo we włoskim semi-klasyku Coppa Bernocchi, kiedy to przekraczając linię mety położył palec na ustach, uciszając krytyków.

– Czasami mnie za to krytykowano. “Dlaczego jesteś z tyłu?” W kolarstwie zawsze znajdą się dyrektorzy sportowi, którzy powiedzą ci: “Jedź na przedzie, jedź na przedzie”. Jeśli drużyna ma najsilniejszego kolarza w wyścigu, to trzyma go w czubie peletonu, gdzie pozbawiony wszelkich problemów wygra wyścig. Ale kiedy polujesz na etapowe zwycięstwa, a nie klasyfikację generalną, nie jest obligatoryjne cały dzień jechać na czele, ponieważ to dużo kosztuje. Nie raz lepiej jest się zrelaksować i znaleźć się na czele wtedy, kiedy chcesz walczyć w ucieczce. Gdy twoim celem jest walka o etap, wybierz swój dzień, ponieważ nie można zwyciężać każdego dnia

– wyłożył “profesor” Cummings.

Profesjonalna kariera kolarska Steve’a Cummingsa rozpoczęła się w 2005 roku w barwach zespołu Landbouwkrediet-Colnago. Rok 2007 spędził w Discovery Channel, zaś po wyżej wspomnianym pobycie w Barloworld, gdzie ścigał się z między innymi Geraintem Thomasem i Bradleyem Wigginsem, został pozyskany przez powstającą drużynę Sky. Ta chętnie w tamtym czasie zatrudniała zdolnych brytyjskich kolarzy. Gdy jednak zorientowała się na zwycięstwo w Tour de France z “Wiggo” w roli głównej, Cummings musiał odejść do składu, który zaakceptuje jego postawę wolnego ptaka.

Trafił do amerykańskiej ekipy BMC, czyli – nie da się ukryć – z deszczu pod rynnę. Podczas dwóch sezonów u Jima Ochowicza wygrał co prawda etap Vuelta a España (2012), ale przyznał później, że niezbyt komfortowo czuł się w tym otoczeniu. Najlepsze i zarazem najgorsze lata przeżył w drużynie znanej obecnie pod nazwą Dimension Data. O najlepszych już było, zaś te chude nastały z początkiem sezonu 2018. Cummings był niezadowolony z modyfikacji jego kalendarza startów w związku ze stratą chorego na mononukleozę Marka Cavendisha, a w minionym sezonie znalezienie nowej ekipy najprawdopodobniej uniemożliwiła mu kraksa, którą zaliczył – o ironio – podczas Tour of Britain, niedaleko swojej rodzinnej miejscowości.

W sumie, poza sukcesami na torze, we Vuelcie i w Tourze, wygrał jeszcze klasyfikacje generalne Tour of Britain (2016) i Tour Méditerranéen Cycliste Professionnel (2014), a także etapy w Critérium du Dauphiné (2016), Tirreno-Adriatico (2016), Vuelta al Pais Vasco (2016) oraz Tour of Beijing (2012). Ostatni raz na najwyższym stopniu podium stał w 2017 roku, wygrywając pierwszy etap Giro della Toscana z metą w Pontederze.

– Nie żałuję niczego w mojej karierze. Patrząc wstecz zawsze myślisz, że coś zrobiłeś źle. Tak już jest. Jednak mnie wszystko potoczyło się szczęśliwie i mogę być z tego dumny

– ocenił Cummings.

Od przyszłego sezonu peleton będzie uboższy o zdolnego kolarza posiadającego interesującą osobowość. Kolarza, mającego korzenie w czasach, gdy nie najważniejsze były “cyferki”, waty i punkty UCI. Ginący gatunek nie kalkulujących uciekinierów ocalają już tylko Thomas De Gendt i po trosze Julian Alaphilippe.