fot. Lotto Soudal

Victor Campenaerts wrócił z rekonesansu olimpijskiej trasy. W rozmowie z Het Nieuwsblad opowiedział o swoich odczuciach dotyczących przyszłorocznych igrzysk.

Od co najmniej dwóch lat Belg należy do ścisłej światowej czołówki, jeśli chodzi o jazdę indywidualną na czas. W tym czasie zdołał wygrać czasówkę rozgrywaną podczas Tirreno-Adriatico, zająć dwa drugie miejsca na etapach Giro d’Italia, oraz zdobyć brązowy medal mistrzostw świata i złoto Mistrzostw Europy. 

Można się więc było spodziewać, że jeśli pojedzie do Tokio, to i tam może powalczyć o któryś z krążków. Po powrocie z Azji Belg zdecydowanie potwierdza te przypuszczenia.

Jestem zadowolony z naszej podróży do Japonii. Niemal natychmiast złapałem świetny kontakt z naszym nowym sponsorem – NTT. Nasza ekipa bardzo się tam zintegrowała. Ale oczywiście robiliśmy tam także rekonesans trasy. I mam kolejną dobrą wiadomość.Trasa jest skrojona pod nas. Zarówno ja, jak i Remco Evenepoel oraz Wout Van Aert powinniśmy sobie tam dobrze poradzić. W środę będę rozmawiał z selekcjonerem kadry Rikiem Verbrugge, dyrektorem technicznym Frederikiem Broche i moim trenerem, by porozmawiać o Tokio. Powiem im, że przy dobrym przygotowaniu możemy powalczyć o medal.

– mówił belgijskim dziennikarzom.

Pytanie jednak, czy Belgowi będzie dane powrócić do Japonii. Jego problem polega na tym, że na czasówce w Tokio selekcjoner będzie mógł wystawić nie trzech, jak na mistrzostwach świata, ale zaledwie dwóch zawodników.

A przecież oprócz Campenaertsa walkę o bilet do Tokio zapowiadają zwyciezca czasówki z Criterium Dauphine Wout Van Aert oraz brązowy medalista ostatnich Mistrzostw Świata Remco Evenepoel, który przecież ma zaledwie 19 lat, więc w ciągu kolejnych miesięcy może zrobić jeszcze olbrzymi postęp.

Co gorsza dla 28-latka, każdy z dwóch czasowców będzie musiał wziąć udział także w wyścigu ze startu wspólnego. I o ile Evenepoel i Van Aert dobrze radzą sobie w tego typu zawodach, to Campenaertsowi nigdy nie szło w nich zbyt dobrze. A rekonesans raczej nie wlał w jego serce optymizmu…

Finałowy podjazd jest praktycznie niemożliwy do pokonania. Bardzo się cieszę, że mogłem przejechać go w samochodzie. Ten, kto go przetrwa, będzie się bił o zwycięstwo w wyścigu.

– przepowiada.

Wypowiedź Belga wskazuje, że w Tokio czeka nas pasjonujące ściganie. Natomiast jego samego czeka walka o to, by w przyszłym roku jeździć na czas na tyle dobrze, by mimo wszystko dostać szansę walki o medal.