Fot. Szymon Sikora / CCC Development Team

– Chciałbym poprawić wynik z mistrzostw Polski i powalczyć w wyścigach. Trochę odmłodził nam się skład, więc trzeba będzie wziąć ciężar “liderowania” na swoje barki. Czuję się na to gotowy, solidnie przepracuję zimę – mówi Damian Papierski, który w tym sezonie zdobył brązowy medal mistrzostw Polski w jeździe indywidualnej na czas.

Jak podsumujesz swój pierwszy sezon w kategorii orlika?

Damian Papierski: Na pewno na plus. Zebrałem dużo doświadczenia, udało się też zdobyć medal mistrzostw Polski w jeździe indywidualnej na czas. Sposoby rozgrywania wyścigów w kategorii juniora i młodzieżowca bardzo się między sobą różnią. Gdy jeździłem w młodszej kategorii, zwykle bywało tak, że odjazd z mocnymi kolarzami dojeżdżał do mety. Taktyka nie liczyła się tak bardzo. Z kolei w młodzieżowcach każdy wyścig jest inny – raz idzie pełen gaz od startu, innym razem kiedy ucieczka zyskuje dużą przewagę peleton zwalania i zaczynają się rozgrywki taktyczne, a końcówka jest bardzo mocna. To dwa różne typy ścigania i trzeba było się przestawić.

Jak zmieniłeś się jako zawodnik?

Zacząłem przykładać większą wagę do innych czynników. Do tej pory głównie jeździłem i trenowałem na rowerze. W styczniu, na zgrupowaniu w Calpe, poznałem zasady treningów core, fizjoterapeuci wyjaśnili nam na czym one polegają i jak wpływają na nasze ciało. Na początku było mi ciężko – ćwiczenia nie zawsze mi wychodziły, większości z nich wcześniej nie znałem. Na szczęście z dnia na dzień było coraz lepiej. Mieliśmy też zrobione dokładne badania i na tej podstawie każdy z nas dostał indywidualnie dopasowany plan ćwiczeń. Miały one nas wzmocnić i korygować pewne dysfunkcje. Dużo dały też zajęcia z dietetykiem. Myślę, że dzięki temu poznałem lepiej swoje ciało.

Jak wyglądał Twój kalendarz startów?

Starty zacząłem od klasyków w Chorwacji, potem miałem kilka wyścigów w kadrze młodzieżowców, jednodniówki w Belgii. Na początku sezonu miałem chwilę przerwy z powodu kontuzji kolana. Na szczęście nie było to nic groźnego. Później jechałem jeszcze m.in. Wyścig Szlakiem Walk Majora Hubala, Tour de Hongrie, mistrzostwa Polski, wyścig Solidarności i Olimpijczyków. Pojechałem też na mistrzostwa Europy. Sezon skończyłem we wrześniu, wziąłem wtedy udział we włoskich klasykach.

Jak wspominasz dzień, w którym zdobyłeś brązowy medal w jeździe indywidualnej na czas?

Już na rozgrzewce czułem, że nogi są dobre. Wsiadłem na trenażer i zacząłem kręcić, jak przed każdym, innym wyścigiem. Po stracie narzuciłem sobie równe tempo, żeby nie przesadzić, bo czasówka była dość długa – miała prawie 35 km. Trasa nie była zbyt ciężka technicznie, ścigaliśmy się na takich samych rundach, jak w ubiegłym roku. Wtedy zdobyłem złoto w “juniorze”, więc dobrze znałem tę rundę. W tym roku, orlicy musieli ją przejechać trzy razy. Dwa, pierwsze okrążenia pojechałem równo, na ostatnim nie kalkulowałem, tylko jechałem najmocniej jak mogłem. Cieszę się, że się nie spaliłem, podium mistrzostw Polski w pierwszym roku nowej kategorii to duży sukces.

Jak oceniasz atmosferę w ekipie?

Jest bardzo dobra. Szybko się zaklimatyzowałem, starsi zawodnicy byli bardzo pomocni. I to też przełożyło się na dobre wyniki – mieliśmy 19 wygranych w sezonie. Żaden z nas nie miał problemów, aby pracować na kolegów, którzy byli liderami. Dzięki pieniądzom od sponsorów, ekipa może zatrudnić specjalistów – mechaników, fizjoterapeutów, którzy razem z nami pracują na sukces ekipy. Cieszę się, że w takiej zgranej grupie spędzę kolejny sezon.

Jakie cele stawiasz sobie na przyszły sezon?

Chciałbym poprawić wynik z mistrzostw Polski i powalczyć w wyścigach. Trochę odmłodził nam się skład, więc trzeba będzie wziąć ciężar “liderowania” na swoje barki. Czuję się na to gotowy, solidnie przepracuję zimę. Chciałbym powalczyć na płaskich etapach i czasówkach. Na pewno znajdzie się coś ciekawego w kalendarzu.