Odejście do wieczności każdej osoby związanej z kolarskim światem boli, ale 5 sierpnia 2019 roku pamiętamy w sposób szczególny. Tego feralnego poniedziałku życie na trasie trzeciego etapu wyścigu Tour de Pologne straciła wschodząca gwiazda belgijskiego kolarstwa – 22-letni Bjorg Lambrecht z drużyny Lotto-Soudal. 

Trzeci dzień rywalizacji w Wyścigu dookoła Polski z Chorzowa do Zabrza był stosunkowo spokojny, w którym o etapowe zwycięstwo, najprawdopodobniej po raz ostatni, mieli powalczyć sprinterzy. Lekko senną atmosferę letniego sierpniowego dnia zakłócił jednak bardzo boleśnie ambiwalentny wypadek – na pozór niegroźny i – ujmując rzecz kolokwialnie – głupi, a z drugiej – tragiczny w skutkach.

143. Ten numer od około pięćdziesiątego kilometra trasy trzeciego odcinka rozbrzmiewał w uszach i widniał przed oczami wszystkich. Najpierw w radiu wyścigu, które informowało, że kolarz nim oznaczony miał kraksę. Później znajdował się on na rowerze Bjorga Lambrechta, który umieszczono na dachu samochodu drużyny Lotto-Soudal. I wreszcie, gdy kolarski świat obiegła informacja, że młody Belg zmarł w szpitalu w wyniku obrażeń odniesionych po uderzeniu w przydrożny betonowy przepust, ludzie zaczęli malować go białą farbą na asfalcie oraz dekorować nim ulice i domy, a także trzymać go w dłoniach.

fot. Szymon Gruchalski / Tour de Pologne

I tak numer, który podczas kolarskich wyścigów służy do identyfikacji zawodnika, stał się symbolem upamiętnienia – zwłaszcza kolejnego dnia, gdy peleton podjął decyzję o zarzuceniu rywalizacji, a przejazd na trasie z Jaworzna zamienił się de facto w coś na kształt pogrzebowego konduktu, cichego marszu w hołdzie Lambrechtowi, w żałobną paradę mającą upamiętnić utalentowanego kolarza, który zginął znajdując się u progu nie tylko kolarskiej kariery, ale również życia.

fot. Szymon Gruchalski / Tour de Pologne

Pozostałe do zakończenia wyścigu cztery dni, cztery etapy nie były zwyczajne… Zwłaszcza czwarty, zneutralizowany odcinek przeszywał smutkiem i powagą. Przypominał 1995 rok, kiedy to sześciu kolarzy drużyny Motorola, włącznie z młodym Lancem Armstrongiem, kończyło przed peletonem w Pau górski, zneutralizowany etap ku czci zmarłego tragicznie dzień wcześniej Fabio Casartelliego. Do momentu wydarzeń z tegorocznego Tour de Pologne, tamte obrazki należały do najbardziej poruszających w kolarskiej w historii. Dziś w pamięci będą majaczyć nam także te z Polski. Niestety.

fot. Szymon Gruchalski / naszosie.pl

Każde kolejne etapowe zwycięstwo i to odniesione w klasyfikacji generalnej przez Pavla Sivakova z Teamu INEOS, dedykowano Bjorgowi. Kolarze pamiętali o nim w swoich wypowiedziach i nie raz ronili łzę wspominając go, jak na przykład Rosjanin, który często ścigał się z nim w młodszych kategoriach. Nie do zapomnienia jest również przepełniona smutkiem twarz Tomasza Marczyńskiego, który w Kościelisku odbierał koszulkę najlepszego górala, wypowiadając po prostu kilka prostych słów: “To dla Bjorga”.

fot. Szymon Gruchalski / Tour de Pologne

Przed startem tegorocznej edycji naszego narodowego Touru Bjorga Lambrechta wymieniano w gronie kolarzy, którzy mogą zaznaczyć swoją obecność w walce o najwyższe lokaty w klasyfikacji generalnej. Dla Belga był to drugi sezon w World Tourze i odnosił coraz to więcej sukcesów, a przede wszystkim stawał się coraz bardziej dojrzały. W czerwcu wygrał klasyfikację młodzieżową w prestiżowej francuskiej etapówce Criterium du Dauphine, co tylko potwierdzało jego wielki potencjał. Lokaty w pierwszych dziesiątkach w ardeńskich klasykach – Brabancka Strzała, Amstel Gold Race i Walońska Strzała – także mówią same za siebie.

Pisane było mu jednak tak wczesne odejście, czego nie rozumie i nigdy nie zrozumie nikt z nas. Bjorg Lambrecht 13 sierpnia spoczął na cmentarzu w swojej rodzinnej miejscowości Knesselare. Żegnała go rodzina, przyjaciele, koledzy z drużyny Lotto-Soudal, przedstawiciele kolarskich władz i kibice.

Bjorg Lambrecht pozostaje w pamięci Redakcji Naszosie.pl.  

Poniżej zamieszczamy wspomnienie autorstwa Adama Probosza z fotografiami Szymona Gruchalskiego.