Zamana Group / Road Tour

Wyścig męskiej elity podczas niedawnych Mistrzostw Europy w kolarstwie pokazał, jak wiele zyskuje ta dyscyplina, jeśli pozbawi się kolarzy łączności z wozami i dyrektorami sportowymi. Czy ktoś usłyszy apel, aby przywrócić emocje i usunąć słuchawki z uszu sportowców?

Kto oglądał wspomniany wyścig ten, jak wiele emocji towarzyszyło ostatnim kilometrom. Kolarze byli zdani sami na siebie oraz na swoją ocenę sytuacji. To oni, będąc w samym centrum wydarzeń, wsłuchując się w swój organizm i oceniając formę rywali, podejmowali decyzje kluczowe dla losów wyścigu. Czy atakować? Trzymać koło? Zabrać się do ucieczki? Już sam ten element sprawiał, że ich zachowania były mniej przewidywalne. Wymagały też bezbłędnej intuicji – tego pierwiastka, który odróżnia kolarzy wybitnych od całej reszty.

Odcięci od centrum informacyjnego, jakim są podążający za peletonem w samochodach dyrektorzy poszczególnych drużyn, kolarze musieli wykazać się też nieprzeciętną koncentracją. Chwila nieuwagi i przegapienie odjazdu rywala mogło mieć fatalne konsekwencje.

Widzimy więc, że wpływ na końcowy rezultat miały dodatkowe czynniki. Sprawiły one, że ściganie się nabrało intensywniejszych rumieńców. Owszem, było trudniejsze dla samych kolarzy. Ale czy właśnie nie ten poziom trudności od zawsze czynił naszą ukochaną dyscyplinę tak szczególną? Słuchawki w uszach jawią się jako odhumanizowanie kolarskich zmagań. Kolarze coraz częściej stają się jedynie wykonawcami poleceń wysyłanych im z sunących pojazdów. Można stwierdzić, że o losie niejednego kolarskiego wyścigu zadecydowano w klimatyzowanym wnętrzu samochodu. Nie na szosie, gdzie poszczególni zawodnicy sami decydowali się na zawiązywanie akcji. Obecnie takiej swobody nie mają. Mają za to wszechwiedzące słuchawki w uszach.

Chcemy widzieć w kolarzach herosów. Imponujących nam nieludzką siłą oraz wytrwałością. Zdolnych do wspinania się na dach świata, tylko po to, by zaraz pognać z niego w dół, bez lęku przed zawrotną prędkością. Niech tego wizerunku nie niszczą nam niepotrzebne dodatki, czyniące z kolarstwa sport oparty na technologii, a nie na męstwie, wytrwałości, odwadze.

Dlatego apeluję – zdecydujmy się na ten odważny krok i wyciągnijmy z kolarskich uszu słuchawki. Nie musi to być od razu odgórna regulacja, dotycząca wszystkich wyścigów. Można robić to stopniowo, najpierw na wybranych imprezach, a później stopniowo zwiększać liczbę kolarskich wyścigów, na których radiowa łączność byłaby zakazana. Jestem przekonany, że będzie to krok w dobrym kierunku – z pożytkiem nie tylko dla kibiców, ale i całego kolarskiego świata (no, może z wyjątkiem dyrektorów sportowych…).

Cezary Zamana