Fot. Marek Bala / naszosie.pl

Szef drużyny INEOS Dave Brailsford przyznał w wypowiedzi po dziewiętnastym etapie wyścigu Tour de France, że jego drużyna nie jest tak mocna jak w poprzednich edycjach. Dlatego tym bardziej cieszy się, że  Egan Bernal objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej.

Prymarnym celem drużyny INEOS było kolejne, siódme już zwycięstwo w Tour de France. Jeszcze go nie spełnili, ale są bardzo blisko, ponieważ po dziewiętnastu etapach liderem klasyfikacji generalnej jest Egan Bernal z przewagą 48 sekund nad drugim Julianem Alaphilippem (Deceuninck-Quick Step).

Dziś nastał ten dzień, w którym wspomniany Francuz skapitulował. Najpierw próbował korzystać z tego Geraint Thomas, a później Egan Bernal. Obaj atakowali na Col d l’Iseran, z tym że powiodło się temu drugiemu. Do Kolumbijczyka szczęście uśmiechnęło się podwójnie, ponieważ nie dość że udała mu się akcja ofensywna, to jeszcze na Iseran niespodziewanie skończył się etap. Na ostatnich kilometrach przeszła bowiem burza z gradem, w wyniku czego osunęła się ziemia.

– Szczęście wynagrodziło dzisiaj odważnych. Tak, jak mówiliśmy dzisiaj rano – zamierzaliśmy ruszyć do przodu. Być może nie byliśmy tak silni jak w poprzednich edycjach Tour de France, ale to dziś był ten dzień. Powiedzieliśmy sobie, że jeśli możemy gdzieś zrobić różnicę, to na podjeździe Iseran. Ciężko było jednak do tego miejsca dojechać.

Myślę, że chłopaki pojechali całkiem dobrze, począwszy od Dylana [Van Baarle], który zabrał się w ucieczkę, [Jonathan] Castroviejo i pozostali. No i oczywiście Wout [Poels], który nadawał tempo u podnóża podjazdu. Będąc szczerym miło jest być na czele klasyfikacji generalnej w tej sytuacji.

Nie było jednak tego, na co mieliśmy nadzieję. [Ze szczytu Iseran] wciąż pozostawało sporo kilometrów zjazdu i jeszcze jeden podjazd. Nie da się jednak kontrolować pogody i innych okoliczności towarzyszących. Mówiąc szczerze mam dziś mieszane uczucia, ponieważ z jednej strony cieszę się z mojego wyniku, a z drugiej martwię się o ludzi, którzy mogli ucierpieć przez to osunięcie się ziemi. Chciałbym wiedzieć, że nikomu nic się nie stało. Toczy się kolarski wyścig, ale najważniejsze jest zdrowie i bezpieczeństwo

– powiedział sir Dave Brailsford, którego ojciec jest górskim przewodnikiem.

Rzeczywiście, trudno się z Walijczykiem nie zgodzić co do tegorocznej formy jego drużyny. Na szczegółowe analizy nadejdzie czas po wyścigu, ale nie da się ukryć, że nie obserwujemy na czele peletonu tak samo dobrze naoliwionej maszyny, jaka doprowadziła do czterech zwycięstw Chrisa Froome’a i do jednego Gerainta Thomasa. O triumfie Bradleya Wigginsa nie wspominam, ponieważ wówczas sytuacja wyglądała podobnie jak teraz. Różnicą był fakt, że o etapowe zwycięstwa walczył także sprinter – Mark Cavendish. INEOS na pewno nie wykonuje całej pracy w czubie peletonu, nie dokonuje tak zwanej selekcji od tyłu (Thomas czy Bernal musieli atakować, by odrobić czas), a już tym bardziej zespół nie zabetonował – jak lubią mawiać niektórzy – wyścigu.

Michała Kwiatkowskiego jest w górach zdecydowanie mniej, albo na kluczowych podjazdach nie ma go wcale, Wout Poels wydaje się nie być tym samym Woutem, co w poprzednich latach. Egan Bernal zaś, który w 2018 roku był kluczowym współautorem sukcesu Thomasa, znajduje się w tym momencie w zupełnie innym miejscu. W związku z powyższym lwia część pracy skoncentrowała się na Dylanie van Baarle (bardziej kolarzu klasycznym niż góralu) oraz na Jonathanie Castroviejo, który też nie jest Davidem Gaudu (Groupama-FDJ) czy Laurensem De Plusem (Jumbo-Visma).

Tak więc “nic nie może przecież wiecznie trwać”, jak śpiewała Anna Jantar. Całkowita dominacja podopiecznych Dave’a Brailsforda nie jest wyjątkiem. Tym bardziej (bez względu na to, jak ten wyścig się skończy) brawo dla Egana Bernala. Za to, że nie będąc od początku wyścigu jedynym liderem zespołu jest po dziewiętnastu etapach tu, gdzie jest. Za to, że pomimo młodego wieku wytrzymał trudy tego wyścigu psychicznie. Za cierpliwość. Za odrobienie strat czasowych po czasówce w Gap. No i wreszcie po prostu za dobre nogi. Bo to przecież w kolarstwie jest najważniejsze.