fot. Team INEOS / Russ Eliss

Szczerze rzecz ujmując niewiele zmieniła się sytuacja obrońcy tytułu Gerainta Thomasa (Team INEOS) w porównaniu do miejsca, w którym znajdował się podczas pierwszego dnia odpoczynku w wyścigu Tour de France. Nadal bowiem traci do lidera klasyfikacji generalnej Juliana Alaphilippe’a (Deceuninck-Quick Step) ponad minutę. Z tym, że ma w nogach Pireneje. 

Po dziesięciu etapach strata Gerainta Thomasa do Juliana Alaphilippe’a wynosiła minutę i dwanaście sekund, a teraz, czyli po piętnastu etapach wynosi dziewięćdziesiąt pięć sekund, czyli nieco ponad półtorej minuty. Walijczyk nadal plasuje się na pozycji wicelidera wyścigu i jeśli w Alpach Francuz skapituluje, a jemu starczy sił, obrona tytułu stanie się wielce prawdopodobna.

Po piętach depczą mu jednak Steven Kruijswijk (Jumbo-Visma) oraz zwycięzca etapu na Col du Tourmalet Thibaut Pinot (Groupama-FDJ), który w Pirenejach odrobił sporą część strat powstałych po pechowym dla siebie wietrznym, dziesiątym etapie do Albi. Rywalizacja jest więc otwarta, a szanse na zwycięstwo posiada przynajmniej kilku zawodników.

– Zajmujemy w klasyfikacji generalnej drugie i piąte miejsce. W porządku, nie mamy żółtej koszulki i nie jedziemy ciągle na czele peletonu, ale istnieje więcej niż jeden sposób na wygranie Touru. Ta sytuacja jest całkowicie inna. Nie musimy ciągnąć peletonu, jeśli inne drużyny także mają na to ochotę. Jesteśmy na bardzo mocnej pozycji. Każdy przeżywa wzloty i upadki. Musisz po prostu sobie z tym radzić i jestem pewny, że znajdujemy się na dobrej pozycji i w dobrej formie. Czekamy na wielkie alpejskie podjazdy

– powiedział oficjalnej stronie internetowej Team INEOS podczas drugiego dnia odpoczynku Geraint Thomas.

Niewielki kryzys 33-latka na “gigancie Pirenejów”, który kosztował go pół minuty straty, i dobra, choć niezbyt agresywna jazda podczas piętnastego etapu, skłoniła brytyjską prasę do wyrażenia wątpliwości, czy Thomas będzie w stanie powtórzyć sukces z ubiegłego roku.

Dziennik “The Guardian” wylicza argumenty popierające tezę, że jego sytuacja jest zgoła odmienna w porównaniu do ubiegłego roku. Pomimo że Thomas w licznych wypowiedziach prasowych mówi, że cieszy się, iż współliderem drużyny INEOS jest Egan Bernal, ponieważ zdejmuje to nieco presji z jego barków, to jednak znaczący może być brak w drużynie czterokrotnego zwycięzcy Wielkiej Pętli – Chrisa Froome’a. Ponadto musiał on w krótkim czasie poddać się bardzo restrykcyjnej diecie, by wrócić do optymalnej wagi i katorżniczym treningom. Przyczyną – mówiąc kolokwialnie – “zapuszczenia się” Thomasa było obfite świętowanie i spełnianie obowiązków promocyjnych.

O tym podczas pierwszego rest day mówił szef INEOS sir Dave Brailsford:

– [Geraint] wykonał mnóstwo pracy. Od stycznia przeszedł długą drogę. Ale po jesieni, którą spędził na spotkaniach promujących jego książkę, uroczystościach wręczenia rozmaitych nagród i na kanapie u Grahama Nortona [gospodarza popularnego w Wielkiej Brytanii programu telewizyjnego – przyp. M.W.], to może okazać się zbyt mało. Być może zaczął robić to wszystko zbyt późno

– mówił “Guardianowi” Brailsford.

Do tego dochodzi jeszcze niedostatek dni wyścigowych w tym sezonie oraz zawirowania personalne w drużynie Sky/INEOS związane z odejściem wieloletniego trenera Gerainta Thomasa – Roda Ellingwortha.

– Najważniejsze jest to, aby wjechać w Alpy zmotywowanym i spróbować w dobrym stylu zakończyć ten Tour. Nie miałem idealnych przygotowań w porównaniu z ubiegłym rokiem. Jednak najważniejsze jest to, że wczoraj zaprezentowałem się dobrze i zaczynam być bardzo głodny prawdziwej walki. Wolę Alpy i oczywiście mam stamtąd lepsze wspomnienia. Po prostu nie mogę się ich doczekać

– dodał “G”.

Przypomnijmy, że w ubiegłorocznej edycji Tour de France Geraint Thomas wygrał w Alpach dwa etapy z rzędu – najpierw w La Rosiere, gdzie założył żółtą koszulkę, a kolejnego dnia na legendarnym Alpe d’Huez. Po tych dwóch odcinkach miał minutę i trzydzieści dziewięć sekund przewagi nad Chrisem Froomem i nie oddał maillot jaune już do końca wyścigu.