fot. ASO / Pauline Ballet

“On wrócił, odrodził się! Voldemort wrócił i jest silny jak nigdy wcześniej” – takimi słowami Harry Potter “przywitał się” z osobami obserwującymi turniej magiczny w czwartej części jego przygód. Nieco modyfikując tę frazę możemy uzyskać to, co chodzi nam po głowach, a więc…

On wrócił, odrodził się! Le Tour wrócił i jest piękny jak nigdy wcześniej! Pisząc wczoraj zapowiedź etapu kończącego się na Col du Tourmalet przez co najmniej kilkadziesiąt minut nie mogłem oderwać wzroku od kapitalnego pojedynku Andy’ego Schlecka i Alberto Contadora podczas Tour de France 2010, później przechodząc na równie interesujące TdF 2011. W międzyczasie oczywiście zdążyłem się rozmarzyć, widząc oczyma wyobraźni dokładnie to, co dziś mogliśmy ujrzeć w telewizji.

Skoro mowa już o wyobraźni, niech Państwo pozwolą zabrać się ponownie w świat znanej na całym świecie literatury czy ogólnie pojętym świecie kultury. Tym razem podstawą do marzeń niech będzie polski Wiedźmin, który idealnie komponuje się z ostatnimi siedmioma latami (z przerwą na i tak niedoskonały rok 2014). W 2012 roku na Le Tour najechał potężny Team Sky, będący kolarską wersją Nilfgaardu. Nowocześni, oświeceni i do bólu pragmatyczni mistrzowie taktyki szybko poradzili sobie z romantycznym i jednak nieco zacofanym Tour de France, podbijając go w zaledwie kilka dni. Jak wszyscy doskonale wiemy, ten stan trwał i trwał, a kryzys tylko się pogłębiał.

W tym samym czasie działali jednak ludzie, którym taka sytuacja bardzo się nie podobała. “Dzielni Francuzi”, ich dyrektorzy czy kibice idealnie wpasowywali się w postaci Niebieskich Pasów, walczących o odzyskanie tego, co tak bezczelnie odebrały im cyferki, pomiary mocy i ogólnie pojęte marginal gains. Niestety impas trwał nadal.

Na szczęście w końcu na horyzoncie pojawiła się nadzieja, którą przyniósł sam Biały Wilk, Geralt z Rivii… a w zasadzie Julian z Saint-Amand-Montrond. Ten niezwykle charyzmatyczny wojownik nie tylko zdołał postawić się nieco oderwanemu od rzeczywistości królowi Radowidowi Prudhomme, ale także pomógł Niebieskim Pasom odzyskać autonomię… no dobra, przywrócił im ich największy skarb, jakim niewątpliwie jest cały Le Tour. W końcu!

Oczywiście dziś mamy czas na świętowanie. Jutro już jednak kolejny bardzo trudny etap, na którym sytuacja może się odwrócić. W końcu takich kolarzy jak Geraint Thomas czy Egan Bernal nie można lekceważyć. Pytanie tylko, czy będą oni w stanie postawić się rebelii wspieranej przez 3/4 kolarskiego świata.

To będzie piękny Tour do samego końca!