fot. ASO / Pauline Ballet

Cóż to był za etap, cóż to było za ściganie! Col du Tourmalet nie zawiodło, podobnie jak najsilniejsi zawodnicy w stawce. Czas na oceny.

Plusy:
Grill czy palenie na stosie?
W normalnych warunkach powiedzielibyśmy, że przez cały dzień najsilniejsze zespoły grillowały całą stawkę. Trzeba jednak przyznać, że grill przy takim ogniu to jak zapałka przy ognisku. Pół stawki zostało dziś spalone na stosie, przez co wybito im kolarstwo z głowy na kolejne dwie dekady. Kwintesencja ścigania, coś pięknego!

Jak Hinault i Fignon
Francja dzisiaj oszalała, a my razem z nią! Wygląda na to, że po trzydziestu latach oczekiwania, jedna z największych kolarskich nacji jest w końcu blisko wygrania Tour de France. Póki co Julian Alaphilippe wygląda więcej niż znakomicie, a największym zagrożeniem może być Thibaut Pinot. Ależ przyjemnie musi być teraz być dziennikarzem L’Equipe zajmującym się Wielką Pętlą. Dzieje się, oj dzieje!

Wynik ponad stan
Z zawodników, którzy do samego końca walczyli o zwycięstwo etapowe warto wyróżnić jeszcze Emmanuela Buchmanna. Czy ktokolwiek spodziewał się, że Niemiec będzie na Tourmalet wyglądał aż tak dobrze? Bez wątpienia miejsce w czołowej “5” klasyfikacji generalnej jest w jego zasięgu, a to będzie już coś naprawdę dużego.

Kolarski Ajax Amsterdam
Chyba nie musimy nikomu przypominać co w ostatniej edycji piłkarskiej Ligi Mistrzów wykonywała ekipa Ajaxu Amsterdam. Wydaje się, że w tegorocznym Tour de France podobnym objawieniem może być team Groupama – FDJ, który dziś od początku etapu jechał aktywnie i kontrolował sytuację. Co więcej, Thibaut Pinot z takim pomocnikiem jak David Gaudu będzie mógł zrobić naprawdę wiele.

Minusy:
Autodestrukcja
Ekipa Movistar ma w ostatnich latach niezwykłą umiejętność niszczenia siebie samej. Dziś mieliśmy tego kolejny przykład. Tempo narzucane przez pomocników na Col du Soulor i Col du Tourmalet spowodowało oderwanie od grupy liderów Nairo Quintany, dla którego będzie to kolejny stracony wyścig Tour de France. Ostatecznie w czubie został już tylko Mikel Landa, który ostatecznie nic nie odrobił, a przed etapem był najsłabszym z trzech liderów zespołu Eusebio Unzue. Cóż, bywa.

Gigant na glinianych nogach
Pierwszy naprawdę poważny etap w górach i Team Ineos nie odnosi zwycięstwa! Ba, można odnieść wrażenie, że kolarscy “Galacticos” są w tym roku co najwyżej trzecią siłą w peletonie. Choć z punktu widzenia kibica jest to naprawdę świetna informacja, dla samego zespołu dzisiejszy etap był naprawdę dużym minusem.