fot. ASO / Alex Broadway

Dlaczego etapy w Pau zawsze muszą być tak emocjonujące? Tam, gdzie 2 lata temu o mały włos nie wygrał Maciej Bodnar, dziś prawdziwy popis dał Julian Alaphilippe. Czas na oceny!

Plusy:
Niech nikt nas nie szczypie!
Ależ to jest Tour, ależ to są emocje! Julian Alaphilippe kradnie serca absolutnie wszystkim kibicom obserwującym rywalizację, jadąc nie na 110, nie na 120, a na 200% możliwości. Francuz pokazuje co znaczy motywacja do obrony najważniejszego trykotu w peletonie, czyli żółtej koszulki lidera Tour de France. Teraz przed zawodnikiem Deceuninck – Quick Step kolejne wielkie wyzwania, ale jakże przyjemnie będzie się oglądać wyścig, kiedy lider będzie zaginał się do granic możliwości by spełniać marzenia. Kolarstwo romantyczne znów wygrywa z wersją skrajnie pragmatyczną.

Ponad stan?
Jeśli chodzi o pozostałych faworytów, na ogromne wyrazy uznania zasłużyło dziś dwóch – Thibaut Pinot i Enric Mas. Obaj nigdy nie słynęli z umiejętności jazdy na czas, lecz kiedy przyszło się zagiąć – zrobili to. Tym samym obu do końca wyścigu nie będzie można lekceważyć. Ba, wydaje się, że to oni mogą być niebezpieczni dla Gerainta Thomasa, który, nie licząc lidera wyścigu, nieco odskoczył od rywali.

Cichaczem do czołówki
Za bardzo dobre wyniki należy dziś też wyróżnić dwóch kolarzy, którzy tym samym zaatakowali z dalszych pozycji i pokazali, że wciąż mogą być w grze. Mowa o Richie Porte i Rigoberto Uranie. Obaj mają teraz przed sobą to, co lubią najbardziej, czyli długie i stosunkowo równe podjazdy, na których powinni dojeżdżać w czubie. Nie można więc zakładać, że któryś z nich nie zmieści się jeszcze w czołowej “5” całego wyścigu.

Naczelny showman
Choć Peter Sagan nie był dziś w żaden sposób zawodnikiem liczącym się w walce, udało mu się przykuć uwagę zarówno realizatora, jak i kibiców. W końcu niewielu jest na świecie kolarzy, którzy na stromym podjeździe zdecydowaliby się jechać na jednym kole. Słowak dodatkowo zrobił to na rowerze czasowym. Odważny ten Peter, prawda?

Minusy:
Młodzieńcza zachłanność
Nie da się ukryć, że Wout van Aert jechał dziś po znakomity rezultat. Niestety niedaleko przed metą przyszło mu zanotować upadek, który ostatecznie wykluczył go z dalszej jazdy w wyścigu. Szkoda, że ambicja doprowadziła do takiego zakończenia Tour de France przez zawodnika Jumbo – Visma. Oby tylko udało mu się szybko wrócić na rower.

Najwięksi przegrani
W tym miejscu moglibyśmy wyliczyć wszystkich zawodników, którzy stracili bardzo dużo w generalce i poniekąd tak też zrobimy. Strata “na czysto” Adama Yatesa i Daniela Martina może aż tak nie dziwi, podobnie jak bardzo przeciętny występ Romaina Bardet (którego straty są już bardzo pokaźne). Kiepski start kolarzy Movistaru boli jednak bardzo mocno. Hiszpański team ponownie bowiem wypada z czołówki w bardzo ważnym momencie wyścigu. Czy możemy spodziewać się pogoni kolarzy Eusebio Unzue? Oby.

Punkt widzenia
O Michale Kwiatkowskim mówi się bardzo dobrze, albo bardzo źle. Nam dziś do głowy przyszło jedno, bardzo wymowne porównanie. Zacznijmy jednak od samego początku. Jak wiadomo “Kwiato” jeszcze nie tak dawno jeździł w ekipie Quick Step, gdzie jego pozycja była bliźniacza do obecnej Juliana Alaphilippe’a. Mistrz świata z Ponferrady zdecydował się jednak przejść do ekipy Sky, gdzie z wybuchowego zawodnika, który w wieku 23 lat był w stanie otrzeć się o czołową “10” Tour de France, zrobiono z niego maszynkę do zrywania rywali, która straciła cały swój animusz w jednodniówkach. Czy w kolarstwie chodzi o to, by przez lata być trybikiem, który raz w karierze dostanie szansę? Zdecydowanie wolimy jednak światową gwiazdę, która może i nie wygra Wielkiej Pętli, ale w przepiękny sposób będzie pozwalać marzyć kibicom. Swoją drogą, co najmniej od roku urodzenia Kwiato, żaden mistrz świata nie miał zablokowanej walki na swoje konto na chociaż kilku etapach. Nie, nie hejtujemy, po prostu jako kibicom jest nam zwyczajnie przykro.