fot. ASO / Alex Broadway

Cóż, nie da się ukryć, że jedenasty etap tegorocznego Tour de France nie był najbardziej emocjonujący. Mimo to, czas na oceny.

Plusy:
Spełnianie marzeń
Ilu z nas kiedyś marzyło o zwycięstwie etapowym w Tour de France? Wielu, bardzo wielu. Dziś takie marzenie spełnił pewien młody chłopak z Australii, znany ze swojej niesamowitej sylwetki podczas finiszy z peletonu. To był dzień Caleba Ewana, który w końcu dopiął swego. Co więcej, mając zaledwie 25 lat, zawodnik Lotto Soudal domknął etapową Wielką Koronę.

Pojedynek czempionów
Zważając na wyniki poszczególnych sprinterów w ostatnich miesiącach, podczas dzisiejszego etapu ponownie oglądaliśmy pojedynek najszybszych kolarzy w stawce. Mowa oczywiście o Calebie Ewanie, Dylanie Groenewegenie oraz Elii Vivianim. Zasadniczo w całej zabawie brakuje tylko czwartego do brydża, czyli Pascala Ackermanna. Oj sprintersko tegoroczny Tour jest naprawdę świetny.

Minusy:
Drugi dzień przerwy
Czy był to najnudniejszy etap tegorocznej Wielkiej Pętli? Jak najbardziej. Zawodnicy przez cały dzień jechali spokojnie, kontrolowali sytuację i starali się oszczędzać energię przed górami, traktując płaski teren jako odpowiednią rozgrzewkę. To nie było porywające widowisko, oczywiście nie licząc samej końcówki.

Świat smartfona
Ci, którzy nieco aktywniej rozglądają się na twitterze, pewnie już wiedzą o co chodzi. Po wspomnianym medium społecznościowym szerzy się bowiem krótki urywek z finiszu, na którym widać, jak Niccolo Bonifazio, jadąc na pełnej prędkości, uderza w rękę kibica, wytrącając mu z niej telefon. Cóż, drodzy Państwo, w końcówce etapu naprawdę nie warto wychylać się poza barierki – dla zdrowia swojego i kolarzy.