fot. ASO / Paulinne Ballet

Organizatorzy tegorocznej edycji Tour de France nie zafundowali kolarzom po pierwszym dniu przerwy ciężkiego etapu. W środę 17 lipca do pokonania będzie tylko (w porównaniu do poprzednich dystansów) 167 km z Albi do Tuluzy.

Jedenasty etap nie zawiera wielu trudności, a o zwycięstwo etapowe powinni powalczyć sprinterzy, ponieważ będzie to dla nich pierwsza z trzech ostatnich szans – kolejne nadejdą w Nimes i na Polach Elizejskich w Paryżu. Tym samym kolarze będą mogli spokojnie odzyskać wyścigowy rytm po dniu odpoczynku. Ci walczący o najwyższe lokaty w klasyfikacji generalnej z pewnością będą chcieli zaoszczędzić siły przed pirenejskim tryptykiem oraz jazdą indywidualną na czas w Pau.

W pierwszej fazie rywalizacji zaplanowano dwie górskie premie – na 32. oraz na 77. kilometrze. Pierwsza z nich (Cote de Tonnac) to podjazd trzeciej kategorii, zaś druga (Cote de Castelnau-de-Montmiral) czwartej kategorii. Lotna premia zostanie rozegrana na 87. kilometrze w miejscowości Gaillac.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zapowiada się na szybkie ostatnie kilometry, ponieważ po lekkim zjeździe od czterech do trzech kilometrów przed metą, także ostatni kilometr będzie prowadził bardzo delikatnie w dół.

 

 

Jak dotychczas z grona sprinterów po etapowym triumfie mają Elia Viviani (Deceuninck-Quick Step), Dylan Groenewegen (Jumbo-Visma) oraz Peter Sagan (BORA-hansgrohe). Ze zredukowanego przez drużynę INEOS peletonu podczas dziesiątego etapu najszybciej finiszował Wout Van Aert (Jumbo-Visma), ale jest raczej niemożliwe, że młody Belg powtórzy sukces w warunkach klasycznego sprintu. To samo dotyczy Mike’a Teunissena. Wygląda zatem na to, że o zwycięstwo powalczy wyżej wymieniona wielka trójka sprinterów tego wyścigu. W to towarzystwo może wmieszać się jedynie Caleb Ewan (Lotto-Soudal) i z pewnością tak zrobi.

Pełna zapowiedź wyścigu Tour de France 2019 > TUTAJ.

Analiza trasy wyścigu Tour de France 2019 > TUTAJ.

Plan transmisji telewizyjnych > TUTAJ