fot. ASO / Alex Broadway

Pierwszy dzień przerwy to także odpowiedni moment na małe podsumowania. Dużo działo się podczas 10 etapów Tour de France, które już za nami. Czas więc na oceny!

Plusy:
Skuteczni do bólu
W tym miejscu przyszedł czas na wychwalanie kolarzy Jumbo – Visma. Można odnieść wrażenie, że holenderski team, wygrywając już 4 etapy na tegorocznym wyścigu, wykorzystał wszystkie szanse, jakie tylko miał. Zaczęło się od niespodziewanej wygranej Teunissena, potem przyszło zwycięstwo w drużynówce, wykorzystanie najszybszego w stawce Groenewegena i życiowy sprint van Aerta. Jednej z najmocniejszych ekip w peletonie dalibyśmy mocne 10/10 gdyby nie fakt, że Steven Kruijswijk nie wyglądał najlepiej na La Planche des Belles Filles.

Nowy cesarz
Tutaj jest za to miejsce na chwalenie Juliana Alaphilippe’a. Lider ekipy Deceuninck – Quick Step, prawdziwa gwiazda światowego peletonu, pierwszy tydzień Wielkiej Pętli przejechała po prostu genialnie. Świadczy o tym m.in. etapowe zwycięstwo w Epernay, kapitalna walka o żółtą koszulkę i co by nie mówić, świetna pozycja przed górami. Cóż, wciąż po cichu liczymy, że jednak spróbuje walki w generalce.

Wiemy, że nic nie wiemy
Choć za nami już jeden poważny, górski etap na La Planche des Belles Filles, zasadniczo wciąż nie wiemy kto jest najbliżej wygranej w wyścigu. Niestety nieco w tej kwestii zmieniły poniedziałkowe straty Thibaut Pinot, lecz w górach to właśnie on wyglądał najlepiej. Tak czy inaczej, ten wyścig dopiero się zaczyna i szczerze wierzymy, że już w sobotę obejrzymy kapitalny spektakl na legendarnym Tourmalet.

Minusy:
Sztuka dla sztuki
Choć niezmiernie cieszymy się z faktu, że polska drużyna w końcu stanęła na starcie Tour de France, póki co wyniki CCC Team nie robią wielkiego wrażenia. Wystarczy powiedzieć, że podopieczni Piotra Wadeckiego nie zdołali jeszcze pojawić się choćby na podium etapowym. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że mówimy o najtrudniejszym wyścigu w kalendarzu, lecz liczymy, że “Pomarańczowi” jeszcze dadzą o sobie znać.

Zagubiony mistrz
Choć od początku wyścigu było wiadomo, że Michaelowi Matthewsowi ciężko będzie nawiązać do swoich największych sukcesów, jego postawa jest dla nas pewnym rozczarowaniem. Australijczyk ewidentnie nie jest w stanie odnaleźć odpowiedniego rytmu, który przecież pozwoliłby mu na skuteczną jazdę na najbardziej odpowiadających mu etapach. Cóż, może musi być jeszcze trudniej?

Pieniądze to nie wszystko
Przyszedł wielki sponsor, doszła zmiana nazwy i barw, lecz niestety jakość sportowa pozostawia wiele do życzenia. Póki co ekipa Total Direct Energie nie robi nic, by dać jakikolwiek argument lobbujący za tym, by w przyszłym roku wpisać ją na listę zespołów World Tour. Gdzie jest Calmejane i spółka? Póki co są jedynie widoczni na tyłach peletonu…