fot. ASO / Pauline Ballet

Kolejny z ciekawych etapów w Masywie Centralnym za nami. Tym razem kolarze postanowili nie jechać aż tak mocno, dzięki czemu ucieczka nie musiała się specjalnie spinać. Czas na oceny.

Plusy:
Więcej niż tradycja
W końcu mamy pierwszą w tegorocznym wyścigu ucieczkę z prawdziwego zdarzenia! Mowa oczywiście o przewadze, liczbie zawodników i zachowaniu peletonu. Co by nie mówić, takie odjazdy są prawdziwą tradycją środkowej części Wielkiej Pętli i dobrze, że także tym razem akcja zakończyła się powodzeniem. W końcu dzięki temu Daryl Impey na ma swoim koncie kolejny wielki sukces.

Mocny, choć nie wystarczająco
Co by nie mówić, Tiesj Benoot wydawał się być dzisiaj najsilniejszym kolarzem w stawce. Młody Belg, który zasadniczo wciąż nie wie, w którym kierunku chce iść, kompletnie rozerwał uformowaną ucieczkę. Na jego kole utrzymał się jedynie Impey i na nieszczęście kolarza Lotto Soudal, to Afrykaner na finiszu był faworytem.

Szacunek dla ojcowizny
Choć Romain Bardet póki co jest mocno pod formą, brak ataku na domowych trasach byłby hańbą na jego honorze. Lider ekipy AG2R La Mondiale mocniej pociągnął, rozerwał stawkę, pokazał się, lecz w sumie niewiele to dało. Mimo wszystko szacunek za jakąkolwiek próbę.

Minusy:
Iberyjski spokój
Kiedy dzisiejsza ucieczka oficjalnie odjechała, wielu kibiców spodziewało się skutecznej jazdy dwójki Hiszpanów, czyli Marca Solera i przede wszystkim Jesusa Herrady. Zawodnik ekipy Cofidis, który przede wszystkim miał znakomity początek czerwca, okazał się być jednak jednym ze słabszych w grupie, przez co z pewnością niejeden kupon musiał wylądować w koszu.