fot. ASO / Pauline Ballet

Zgodnie z przewidywaniami, pagórkowaty etap do Saint – Etienne nie zawiódł. Mamy dziś co najmniej kilku wygranych i kilku przegranych. Czas na oceny.

Plusy:
Jajko niespodzianka
Kiedy zbliżaliśmy się do dzisiejszego etapu, coraz głośniej mówiło się o tym, jak może być on ważny. Mało kto spodziewał się jednak, że będzie działo się aż tyle. Ostatecznie mieliśmy dziś podaną przez kolarzy prawdziwą ucztę, której każdy kęs był więcej niż przyjemny. Wystarczy powiedzieć, że w “peletonie” do mety dojechało zaledwie 31 zawodników. Nieźle, jak na “pagórki”.

Instynkt łowcy
Ile to już razy mówiło się o fantastycznym instynkcie Thomasa De Gendta, który zawsze wie, czy ucieczka na danym etapie dojedzie do mety. Na początku dzisiejszego odcinka wydawało się, że Belg jednak się przeliczył. Jak widać, to jednak my byliśmy w błędzie. Ogromny szacunek dla Belga, który ponownie idealnie zaplanował sobie finałową akcję.

Agresja popłaca
O tym, że Julian Alaphilippe będzie walczył dziś o żółtą koszulkę mówili chyba wszyscy. Nikt za to nie spodziewał się, że w akcję z reprezentacyjnym kolegą zabierze się Thibaut Pinot. Lider ekipy Groupama – FDJ w piękny sposób zyskał bardzo ważne 20 sekund nad rywalami w klasyfikacji generalnej udowadniając, że będzie trzeba się z nim liczyć. Oj czekamy na wysokie góry!

Zagięty do granic możliwości
Peter Sagan działał dziś na zasadzie efektu jojo. Co odpadał, to dochodził. Ostatecznie Słowak, co naprawdę robi bardzo dobre wrażenie, zdołał utrzymać koło czołówki, dzięki czemu wcale nie był tak daleko od zwycięstwa etapowego. Ponownie będzie niebezpieczny w mistrzostwach świata.

Minusy:
Początek końca?
Niestety dla kibiców Vincenzo Nibalego nie był to idealny dzień. Gwiazda i lider ekipy Bahrain – Merida był absolutnym cieniem samego siebie, przez co przyszło mu ponieść naprawdę duże straty. Tym smutniejsze jest to ze względu na wcześniejsze słowa Włocha, który oficjalnie przyznawał, że to może być jego ostatnia szansa na dobry start w Giro i Tourze w jednym roku.

Pogubieni królowie
Przez większość etapu wydawało się, że ekipa Ineos ze spokojem kontroluje przebieg rywalizacji. Wystarczył jednak moment nieuwagi, by cały plan legł w gruzach. Przez upadek jednego z kolarzy brytyjskiego teamu Geraint Thomas najpierw musiał dochodzić do grupy zasadniczej, by później być już pozostawionym samemu sobie. Dla ekipy Ineos zaczyna być to jeden z bardziej nerwowych wyścigów Tour de France.