fot. Trek-Segafredo

Richie Porte (Trek-Segafredo) ma za sobą trudne miesiące związane z problemami zdrowotnymi. Do ścigania wrócił w Amgen Tour of California, następnie odbył zgrupowanie wysokościowe w Utah, a teraz ma nadzieję doszlifować formę w Criterium du Dauphine. 

Pierwszy, dość szybki i trudny także z uwagi na warunki atmosferyczne pierwszy etap Dauphine przebrnął bez żadnych problemów. Na metę przyjechał w grupie zwycięzcy Edvalda Boassona Hagena (Dimension Data).

– Ten etap stanowił coś jak szok dla mojego organizmu, było ciężko. Sądzę jednak, że to był dla nas dobry dzień, ponieważ w ucieczce mieliśmy Niklasa Ega, a pozostali chłopcy opiekowali się mną. Na pewno nie był to etap, po którym można odczytać kto, gdzie się znajduje, ale dobrze, że mamy go już za sobą. Na ostatnim podjeździe, 17 km przed metą, peleton się podzielił, ale mnie udało się pozostać tam, gdzie powinienem być

– relacjonował Richie Porte.

Tasmańczyk zazwyczaj dobrze prezentuje się w Dauphine. W 2017 roku był bliski zwycięstwa w klasyfikacji generalnej, ale ostatecznie wyprzedził go Duńczyk Jakob Fuglsang. Teraz 34-latek mówi, że nie znajduje się w tak dobrej formie jak przed dwoma laty, ale piąte miejsce w Tour of California oraz dobrze przepracowane zgrupowanie pozwala mu z optymizmem patrzeć na najbliższe starty.

– Myślę, że prawdę o mojej dyspozycji powiedzą górskie etapy i być może także “czasówka”. Nie czuję się tak jak na przykład w 2017 roku, ale kto wie. Ostatnie sześć miesięcy nie było dla mnie najłatwiejsze. Dziś [podczas pierwszego etapu] czułem się dobrze, a właśnie wróciłem ze zgrupowania wysokościowego w Utah. To był dobry dzień

– dodał Porte.

Przy okazji rozmowy o bieżących sprawach związanych z wyścigiem Criterium du Dauphine oraz zbliżającym się Tour de France, dziennikarze zagadnęli Porte’a także o przejście do drużyny Trek-Segafredo Vincenzo Nibalego.

– Zawsze znajdowałem się z nim w dobrych relacjach. Trzeba mieć szacunek do gościa, które ma takie palmares jak on, zatem jego przyjście będzie z pewnością pozytywne dla drużyny

– zakończył Richie Porte.