fot. Jumbo-Visma

Jako, że Giro d’Italia 2019 przeszło już do historii, czas zastanowić się nieco nad tym, jakie wnioski pozwalające pomóc polskiemu kolarstwu możemy ze spokojem wyciągnąć. Na pierwszy rzut oka pojawia się jeden, największy. Może czas wykorzystać tych, którzy nie znajdują się w krajowej czołówce w przypadku jednego z naszych sportów narodowych?

Jak można szybko i łatwo się domyślić, chodzi oczywiście o skoczków narciarskich, których w naszym kraju jest naprawdę wielu (choć ostatnio równie wielu kończy też swoje kariery). Dlaczego by więc nie rozpocząć współpracy na linii PZN – PZKol? Może właśnie w ten sposób udałoby się “uratować” obie dyscypliny?

Zacznijmy jednak od początku. Jak równie łatwo można się domyślić, swoistym prekursorem takiego kierunku jest Primoz Roglic. Człowiek, który za młodu był przeciętnym skoczkiem, skończył jako naprawdę znakomity kolarz, który od poniedziałku jest drugim zawodnikiem w światowym rankingu. Grzechem byłoby więc nie skorzystać ze szlaku przetartego przez Słoweńca, który w swoim życiu leżał zarówno na Letalnicy, jak i na zjeździe z Civiglio.

Teraz przejdźmy do tego, czemu samo przekwalifikowanie się skoczków na kolarzy może mieć prawo bytu. Po pierwsze, każdy lotnik jest potwornie silny w dolnych partiach ciała, a do tego doskonale wie jak utrzymać odpowiednią sylwetkę. Jedyne, czego trzeba go nauczyć to jedzenie. Nie chodzi tu jednak o samą dietę, ale ilość przyjmowanego pokarmu. Pozostałe parametry organizmu można za to z powodzeniem porównywać.

Dobrze, jak jednak z wytrzymałością? Każdy skok trwa bowiem bardzo krótko, a na rowerze trzeba wytrzymać wiele godzin. W tym przypadku sprawa także jest wyjątkowo prosta. Wielu skoczków lub ex-skoczków ma bowiem także bardzo duże możliwości jeśli chodzi o rozwój jednej z najważniejszych kolarskich umiejętności. Doskonałym tego przykładem był choćby Tomasz Pochwała, który najpierw skacząc u boku Adama Małysza, ostatecznie przeniósł się do kombinacji norweskiej, gdzie ilość sił, a nie wybuchowość, jest najważniejsza.

Na naszym, krajowym podwórku, ewentualna współpraca PZN z PZKol byłaby dla wielu zawodników praktycznie zbawieniem. Wystarczy bowiem przypomnieć to, o czym mówili zawodnicy kadry B w ubiegłym sezonie. Klemens Murańka często powtarzał o braku pieniędzy, bracia Miętus zakończyli kariery, a Andrzej Stękała, pomiędzy treningami pracował jako kelner. To z pewnością nie jest pozytywnym aspektem bądź co bądź zawodowego sportu. Czas więc coś z tym zrobić.

W tym miejscu warto zaproponować “połączenie” sił dwóch związków. Skoczków, którzy od czasów młodzieżowych nie wykazują wielkiego talentu, warto byłoby namówić do zmiany dyscypliny i próby walki na rowerze, gdzie nawet jeżdżąc w mało liczącej się drużynie trzeciej dywizji stać by ich było na życie. W ten sposób może stworzylibyśmy znakomity system wyławiania perełek?

Oczywiście nie da się ukryć, że Primoz Roglic jest wybitną postacią, która może się już nie powtórzyć. Kolarstwo to jednak nie tylko wielkie gwiazdy, ale także wielu zawodników, którzy starają się utrzymać na najwyższym poziomie. Takich zawodników mogłoby już być bez liku.