fot. Movistar Team

Dwudziesty etap Giro d’Italia za nami. Tym samym zawodnicy oficjalnie zakończyli ściganie w górach. Czy coś się zmieniło? Czas na oceny.

Plusy:
Taktyczny majstersztyk
Od samego rana było wiadome, że ekipa Movistar postara się kontrolować całą sytuację. Tak też się działo. Podopieczni Eusebio Unzue pojechali kolejny etap kapitalnie taktycznie, do samego końca walcząc o zajęcie dwóch miejsc na podium w klasyfikacji generalnej. Nie było Quintany i Valverde, ale może i lepiej? To z pewnością jeden z najlepszych wyścigów Movistaru w ostatnich latach.

Chociaż spróbowali
Co by nie mówić, do zakończenia wspinaczki pod Passo Manghen był to bardzo dobry dzień ekipy Astana. Kazachowie mądrze rozdzielili swój zespół, wykorzystując najtrudniejszy podjazd dnia do mocnego podkręcenia tempa. Czy był to atak Miguela Angela Lopeza na podium? Być może. Mimo, że się nie udało, warto uszanować, że spróbowali.

Minusy:
19 kilometrów emocji
Ostatni, górski etap powiadacie? Miał być ogień, powiadacie? No cóż, chyba jednak oglądaliśmy inny wyścig. Poza ruchem Astany na Manghen i końcówką, można było z powodzeniem wyjść na zakupy, ugotować obiad i zrobić sobie drzemkę. Nie był to ciekawy etap, z pewnością. Szkoda.

O jeden cios za daleko
Powiedzieć, że Miguel Angel Lopez jest dzisiaj największym pechowcem to jak nie powiedzieć nic. Kolumbijczyk jechał co najmniej dobrze, lecz to, co wydarzyło się na finałowym podjeździe prawdopodobnie odebrało mu nawet 6. miejsce w klasyfikacji generalnej na rzecz Rafała Majki. Jednocześnie jednak trzeba przyznać, że młody kolarz zareagował trochę za ostro, choć chyba każdy go rozumie.

Zawód? Zapychacz
Jeśli chodzi o zachowania kibicowskie, należy też wziąć pod uwagę “pomoc”, jaką otrzymał dziś Primoz Roglic. Fani słoweńskiego kolarza wykazali się wręcz olbrzymią głupotą popychając go na przedostatnim podjeździe. W ten sposób nie tylko stworzyli niebezpieczną sytuację, ale także narazili go na kary.

Tradycyjna gleba
No i “udało się!”. Choć było blisko już wcześniej, Rafał Majka oficjalnie zanotował co najmniej jedną kraksę w każdej etapówce, w której brał udział w sezonie 2019. Kto wie, tym razem może kosztowało go to nawet etapowy triumf.